poniedziałek, 9 października 2017

NATURALNY ANTYBIOTYK - KURKUMA




Zastanawiam się czy jest ktoś, kto jeszcze nie słyszał o kurkumie? Stała się ona ostatnio bardzo modna. Gdzie nie wejdę, to przeczytam o wspaniałych jej właściwościach. Prowadzone są badania na jej temat... podobno  w krajach gdzie stanowi ona podstawę w kuchni stwierdzono mniejszy odsetek ludzi, cierpiących na choroby nowotworowe.
Aż dziw, że o niej nie słyszeliśmy wcześniej.
Można też pomyśleć, że to kolejna jakaś moda - bo przecież, ile osób 20 lat temu słyszało o kurkumie? - moda, która przeminie? Wierzę w to, że zioła mogą dużo zdziałać, albo też konkretnie wspomóc, więc tych rewelacji nie traktuję z przymrużeniem oka. Wręcz przeciwnie.
Nie kupuję w aptece syropów na kaszel, przeziębienie, witamin na włosy, paznokcie... na własnej skórze przekonałam się o mocy ziół.
W mojej kuchni kurkuma pojawiła się jakieś 10 lat temu i miała swój krótki epizod, przywiozłam ją z Egiptu, i za bardzo nie wiedziałam, co mam z nią zrobić, a w internecie były zaledwie szczątki informacji. Więc poszła w zapomnienie, aż nagle nieśmiało powróciła 2 lata temu, a od roku zadomowiła się na dobre. Daję szczyptę albo trochę więcej gdzie się tylko da,  do obiadów, do napoi, deserów.
Mamy okres jesienny, jest chłodniej, pogoda jest już zdradliwa. Niełatwo o przeziębienie. Kurkumę stosuję cały rok, ale w okresie jesienno zimowym zwiększam jej dawkę. Bazuję głównie na paście z kurkumy.
Ja  w tym poście, Ameryki nie odkryłam, gdziekolwiek wpiszecie wyraz: kurkuma otrzymacie bardzo dużo informacji. Nie moim zamiarem jest to wszystko wpisać w ten post, raczej nadmienić do czego w mojej kuchni tę przyprawę używam.
Większość przepisów jakie znajdziecie w tym poście nie są mojego autorstwa, są z internetu, ze stron, na które natrafiłam w poszukiwaniu remedium na przeziębienie. Przepisy zainteresowały mnie na tyle, by chcieć przetestować. Przetestowałam i uważam za zgodne.

Kurkumina (związek chemiczny występujący w kurkumie)

Kurkumina jest głównym aktywnym składnikiem, występującym w kłączach kurkumy (Ostryż indyjski), ze względu na swoje właściwości lecznicze znana jest medycynie naturalnej dalekiego Wschodu od tysiącleci. My (Europejczycy) dowiedzieliśmy się o kurkumie dzięki weneckiemu kupcy podrównikowi, który wyruszył w podróż za szlachetnym jedwabiem. Marco Polo po drodze odkrywał i opisywał napotkane zioła. Jedno z nich przypominało mu szafran, tak je opisał, po dziś dzień  w wielu krajach, kurkuma nazywana jest indyjskim szafranem.
Kurkuma ma naturalne działanie przeciwgrzybicze ( pomaga zwalczać grzyby Candida), przeciwwirusowe, oczyszczające, antynowotworowe, wzmacnia naturalnie układ odpornościowy. 
Wymienię pokrótce... przyspiesza trawienie, zapobiega odkładnie tkanki tłuszczowej, wspomaga metabolizm, działa oczyszczająco na krew, wspomaga pracę trzustki i wątroby, obniża poziom cholesterolu, pobudza wydzielanie żółci. Stosowana jest również przy zmniejszeniu bólów menstruacyjnych. Przyspiesza gojenie ran, łagodzi stany zapalne.
Stosowana jest też jako żółto pomarańczowy barwnik. Może pamiętacie moje ciasteczka ananasy podczas Dnia Ananasa? Lukier jaki nakładałam na ciasteczka zabarwiłam właśnie kurkumą, dałam jej małą ilość, by osiągnąć pożądany kolor. 
Oczywiście (jakżeby inaczej) jest coś takiego jak kurkuma najwyższej jakości, to oznacza, że jest kurkuma niższej jakości i prawdopodobieństwo, ze właśnie taką kupujemy w sklepie, jest wysokie. Dobrze jest wiedzieć skąd pochodzi kurkuma, którą wkładamy do koszyka*

Pasta z kurkumy **

To taki dla mnie starter. Robię ją co 2 tygodnie,  przechowuję w lodówce, w szklanym pojemniku.

  • 3-4 łyżki kurkumy w proszku
  • Szklanka wody
  • Pół łyżeczki oleju kokosowego
  • Spora szczypta pieprzu czarnego
Mieszamy wszystkie przyprawy w wodzie, podczas gotowania (około 6-8 minut) mieszamy aby się nie przypaliło, podczas gotowania masa gęstnieje. Piperina zawarta w pieprzu pozwala łatwej przyswoić kurkuminę. To ważne byśmy dodawali pieprz , gdyż kurkumina ma niską przyswajalność, odkryto (naukowcy z uniwersytetu w Michigan), że czarny pieprz spożyty razem z kurkumą, zwiększa jej wchłanianie aż o 200%.
Do czego można użyć taką pastę? Do tzw. Złotego mleka, oryginalnie używa się masła klarowanego ghee lub oleju migdałowego, ale sądzę że olej kokosowy (koniecznie nierafowany) też może być. W różnych przepisach pastę z kurkumy miesza się z mlekiem krowim, ale jako, że my takiego nie spożywamy, to mleko roślinne jest idealnym substytutem. Mleko sojowe też unikam.

Złote mleko

Szklankę mleka kokosowego podgrzewam z łyżeczką pasty z kurkumy. Bardzo ważne jest by nie zagotować mleka, takie mleko traci wówczas wszystkie swoje zdrowotne właściwości,  można dodać jeszcze odrobinę oleju, oprószyć pieprzem, odstawiamy na kilka minut, pijemy jeszcze ciepłe.
Niektórzy dodają imbir, dosładzają miodem, oprószają cynamonem.
Ja lubię tę podstawową wersję, czyli same mleko, odrobina oleju i łyżeczka pasty plus szczypta pieprzu.

Herbatka (wspomagająca oczyszczanie z toksyn i pasożytów)***


  • Łyżeczka startego imbiru
  • Pół łyżeczki cynamonu cejlońskiego
  • Pół łyżeczki kurkumy
  • Łyżeczka nierafinowanego oleju kokosowego
  • Łyżeczka miodu lub syropu klonowego
  • Szklanka ciepłej wody
  • Szczypta pieprzu czarnego
  • Szczypta anyżu
Zagotować w szklance wody imbir, kurkumę, cynamon z pieprzem. Po zagotowaniu dodać olej, a gdy herbatka ostygnie osłodzić miodem/ syropem i oprószyć sproszkowanym anyżem.
Podczas infekcji pić dwa razy dziennie a przy osłabieniu jedną szklankę, którą można podzielić na pół, na rano i wieczór.
Podejrzewam, że dla kogoś kto wcześniej nie spożywał kurkumy w większych ilościach, dodatkowo przepada za "sklepowymi" smakami, to może być herbatka nie do przejścia.
Polecam jednak przejść :)

Ponadto

Pijemy soki. Zakup wyciskarki do warzyw i owoców, to była jedna z najlepszych naszych decyzji, dzięki niej mogę, w sposób szybki dostarczyć swojej rodzinie szklankę zdrowia. Często korzystam z tego sprzętu, robiąc soki głównie. 
Polecam:  marchew, odrobinę świeżego imbiru , 4 cm świeżego korzenia kurkumy, jabłko. Wyciskamy i pijemy.
Często robię koktajl mango z kurkumą, jest bardzo prosty do wykonania, a dzieci moje, przede wszystkim Przemek, za nim przepadają: 2 mango, pół łyżeczki sproszkowanej kurkumy, śmietanka z mleka koksowego, blendujemy. Jak koktajl jest za gęsty to dolewam trochę wody.

Co dalej z kurkumą

Zazwyczaj stosuję ją pod koniec gotowania, albo oprószam (w większej ilości staje się gorzkawa w smaku ale to jest sprawa mocno indywidualna), jesteśmy w miarę przyzwyczajeni do jej smaku (z wyjątkiem mojego niereformowalnego Męża) , i o ile nie zależy mi na zmianie koloru potrawy, to kurkumę dosypuję gdzie się da, czy gdzie mi pasuje.
Trochę poszperałam w internecie i wśród komentarzy pod jakimś artykułem, znalazłam receptę (podobno przetestowaną i skuteczną) na łupież. Poszperałam dalej i znalazłam inne kosmetyczne rewelacje na jednej stronie, zobaczcie Tutaj
Maseczka przeciwłupieżowa; kurkuma plus olej kokosowy podgrzewamy kilka minut, nakładamy na włosy i skórę głowy owijamy ręcznikiem i zostawiamy na 30 minut, po czym następnie dokładnie myjemy włosy. Podobno łupież znika, włosy są lśniące i delikatne w dotyku, włosy przestają wypadać.
Maseczka na twarz cera jest wygładzona, znikają problemy skórne. Do kurkumy dodać odrobinę oleju kokosowego (arganowy, jojoba - jeżeli do cery trądzikowej, reguluje pracę sebum), posmarować twarz omijając okolice oczu i ust (i dziurek w nosie ;) pozostawić na 30 minut, spłukać w letniej wodzie.



* O kurkumie i jej jakości Tutaj 
** Przepis na pastę znalazłam na stronie Tutaj Przy okazji muszę Wam polecić tę stronę, dużo ciekawych informacji, szczerych, rzetelnych tam znajdziecie.
*** Przepis na herbatkę znalazłam na stronie Tutaj od siebie dodałam odrobinę anyżu, obok cynamonu jest to moja jedna z ulubionych przypraw (słodkich), a w tej herbatce wyjątkowo mi smakuje.

Drewniana miska i łyżka do przypraw od Pana, który czaruje drewno Tutaj

poniedziałek, 2 października 2017

MĄŻ DOMATOR- JAK PODNIEŚĆ MU CIŚNIENIE I SPRAWIĆ BY BYŁ ZADOWOLONY

Powiem Wam, że mam podejrzenia, iż między moim mężem a mną przechodzi jakieś pasmo "porozumienia przeciwnego", odbywające się poza moją świadomością :)
Jeżeli nasz Dzień Ananasa pamiętacie (do zobaczenia Tutaj ), to wiecie, że w tym samym czasie obydwoje planowaliśmy, w sekrecie między sobą, niespodziankę - czas wspólny.
A więc nauczona wcześniejszym doświadczeniem, powiadomiłam męża o moich planach trzy dni wcześniej, dumna z siebie, że zapięłam wszystko na ostatni guzik.
Dla przypomnienia (gdyby zapomniał) dzień wcześniej (a dokładnie kilka godzin PRZED) zrobiłam powtórkę. Mniej więcej wyglądało to tak (rozmowa toczona w nocy, szeptem gdyż dzieci spały, wykrzykniki dla podniesienia wagi :)

Mediacje

- Słuchaj Adam... jutro śniadanie jemy w lesie... przypominam
- Co?!?
- Co co... (!) - znowu się zaczyna, myślę sobie
- Jutro nie da rady, na mecz z chłopakami jadę o 14.00 muszę wyjechać
- Co takiego?!?  - to ten moment, w którym, jeżeli myślałam o mediacjach, to o nich zapomniałam natychmiast. To niesamowite jak można natychmiast zapomnieć o czymś.
- Jadę jutro z chłopakami na mecz, o 14. 00 wyjeżdżamy, bilety kupione
- A to super, jedź sobie nawet na księżyc! ... Słuchaj... dlaczego mi nic nie powiedziałeś, że na jakiś mecz sobie jedziesz?Przecież to jest niedziela, Ty sobie pojedziesz się zabawić, a ja sama z dziećmi zostanę, czy ty o tym pomyślałeś choć na chwilę?!
- Mówiłem....Do jakiego lasu - przerywa mi - chcesz jechać, blisko rozumiem? - z nadzieją w głosie, pewnie ma też taką samą nadzieję, że nie będzie się za bardzo musiał wysilać.
- Nie mówiłeś, chyba ci się śniło, że mówisz do mnie, to ja ci przedwczoraj mówiłam o tym lesie.... do jakiegoś reprezentacyjnego, marzy mi się taki  czyściutki bez chaszczy, mech, wrzosy, a w śród nich sosenki, brzozy na przykład
-Nigdzie tak daleko nie jedziemy
- Jedziemy
- Ja o 14.00 wyjeżdżam, nie zdążymy, o której chcesz jechać? To dwie godziny jazdy
-Nie kombinuj, do godziny i jesteśmy w jakimś fajnym miejscu, kocyk, herbatka, jedzonko, dzieci będą szczęśliwe, a może potem na grzybki na chwilę...?
- Takie wymyślanie - gbura już pod nosem, chyba te grzybki do niego przemówiły. Trzeba wiedzieć, ze grzybki to on uwielbia, zwłaszcza zasmażane na masełku z jajecznicą i dużą ilością pietruszki -Jak znam życie, to wyjedziemy po 10.00 i nie zdążę
- Nie wyjedziemy po 10.00! Ja już się postaram by wcześniej wyjechać, zobaczysz, zjemy sobie śniadanko w lesie, potem na grzybki, i zdążysz na tę swoją 14.00... kawalerze (!)
- Ty to zawsze musisz coś wymyślić - mówi rozdrażniony
- I wzajemnie... dobrze wiesz, że musimy dojść do jakiegoś porozumienia. Nie tylko ty chcesz mieć fajną niedzielę. Dla dzieci to naprawdę będzie niespodzianka, a przecież lubisz chodzić na grzyby
- A i jeszcze jedno, zdjęć robić nie będę
- No to nie będziesz, trudno, jakoś to przeżyję - a co to pierwszy raz?

Oczywiście pojechaliśmy. w radosnej atmosferze, bo ten mój maż, to musiał się najpierw przespać z tematem, by zrozumieć, że aby wziąć to trzeba najpierw dać, choć sądzę, że bardziej mu o grzybki chodziło.
Po 50 minutach znaleźliśmy dość ciekawy las, (niestety bez mchu i wrzosów), parkingi załadowane autami cudem udało się wjechać w miejsce, myślę sobie, że po grzybkach, na pewno przebrane, jak tyle ludzi.
 Otwierając bagażnik myślę, że to nic, za to zjemy sobie śniadanie na łonie przyrody, też fajnie będzie, dawno tak nie robiliśmy.  Mija nas pani, widzę, że majta wiaderkiem a ono puste, nic z niego nie wypadnie. Okazuje się, że grzybów nie ma, przechodzi na drugą stronę, może coś znajdzie.
Wzruszam ramionami, cóż...
Idziemy się najpierw rozejrzeć, poszukać polankę na piknik, bierzemy malutki koszyczek, w razie czego...
I co się okazuje? Po pół godzinie byliśmy z powrotem przy aucie, by wziąć większy kosz, bo ten mały był już cały zapełniony, kieszenie kurtek naszych też. Tyle grzybów! Weszliśmy do młodego lasku, gdzie drzewka nie mały nawet 2m, a tam jak zatrzęsienie.
... Powiem Wam, że to żadna przyjemność zbierać grzyby, gdzie jeden przy drugim rośnie, przy 50 przestało mnie to już bawić. Ja to jednak lubię chodzić sobie po lesie (bez chaszczy) i tu tam, niespodziewanie znaleźć jakiegoś pięknego grzybka pod liściem. Niczym niespodzianka.
To było najszybsze zbieranie grzybów w moim życiu. Nie wiem czy czasem ten mój Adam jakiś modłów podczas snów nie urządzał, że tak się los Mu przychylił.

Podsumowanie mediacji

Jedziemy z powrotem, w aucie dzieci  między sobą rozmawiają,  w tle gra cicho muzyka, słyszę jego zadowolony głos
- Dobrze to wszystko wymyśliłaś
W ogóle tego nie skomentowałam, bo co tu komentować? 
Teraz już wiem, że trzeba go o moich planach powiadomić wcześniej niż trzy dni do tyłu, tu trzeba miesiąc. 
Życie z drugim człowiekiem, który ma zupełnie inny temperament do łatwych nie należy ;)


Jest jeszcze jedna sprawa, którą chciałam poruszyć.
W zasadzie jedynym odstraszaczem, zniechęcającym mnie mocno do wędrówki po lesie, jest wszelkie robactwo, a przede wszystkim kleszcze, których się boję panicznie. 
I nadziwić się nie mogę, jak to się stało, że w dzieciństwie nie złapałam ani jednego, kiedy właściwie spałam w trawie. I to nie na kocyku. To były lata, kiedy po ulicy stąpałam tylko w drodze do szkoły (od mojego domu do miejsca, w którym położony był asfalt był dość spory kawałek drogi polnej), a tak wiodłam życie wśród krzaków, drzew, trawy. I nie złapałam kleszcza, nie przypominam sobie, by o nich było tak głośno jak teraz. To co słyszę, to mnie przeraża i sprawia, ze włos na głowie się jeży. Niestety znam osobiście przypadek, 10 letniego wówczas chłopca, który zachorował na kleszczowe zapalenie mózgu. Mam się czego bać.
Kleszczy panicznie się boję (jak zresztą wszystkich pajęczaków)

Walka z kleszczami

Wyczytałam, że kleszcze nie lubią zapachu m.in.: tymianku, zapachu olejku m.in: cytronelowego... czosnku... Postanowiłam wykorzystać zasoby domu.
Zerwałam w ogrodzie dość spory pęczek tymianku, zalałam go wrzątkiem, tak aby ledwo przykryć zioło, a gdy woda ostygła przelałam do słoiczka, dodałam 2 łyżki soku z cytryny. Przelałam część do atomizera. W domu mam też olejek cytronelowy* (z certyfikatem, całkowicie naturalny, można go używać bezpośrednio na skórę po rozcieńczeniu, stosowany jest również do inhalacji; może pomóc w leczeniu i zapobieganiu przeziębieniom, gorączce, bólu głowy), wymieszałam go z olejem z pestek winogron, w proporcji 50ml oleju + 5 kropel olejku. Przed samym wyjazdem, zjedliśmy po ząbku czosnku, by zmienić zapach naszego potu, ubraliśmy się dość jasno, by w razie czego zobaczyć, czy coś po nas chodzi. Przed wyjściem bezpośrednio do lasu natarłam porządnie dzieci i męża olejkiem cytronelowym (o sobie tak jakbym zapomniała, że też porządnie muszę) i nie żałowałam popsikać gromadkę wodą rozmarynową (ale pięknie pachnie!) również podczas wędrówki po lesie.

Wyniki zabiegów

Nie przyczepiło się nic do dzieci i męża. Wszystkie muszki i inne insekty omijały nas z daleka. Tak jakby ich w ogóle nie było.
Wracamy do domu, gdzieś tak w połowie drogi, czuję że coś po mnie łazi w okolicach szyi, patrzę w lusterko boczne bo nie dało się "w ciemno" złapać, a tu widzę! Aaaaaaaaaa!!!!!!!!
Jak dobrze, że nie zdecydowałam się prowadzić samochodu, bo ja taka panikara okropna jestem. Nie mam pewności czy prawidłowo bym się zachowała. A na tym fotelu pasażera przez chwilę myślałam, że to ja wystartuję w kosmos, udało mi się jednak go złapać i wcisnąć w chusteczkę, i z zaciśniętą pięścią jechałam tak spięta, a potem jak już się zatrzymaliśmy rozwinęłam zawiniątko ostrożnie na masce auta (bałam się, że jak w horrorze, wyskoczy mi na twarz czy coś)... 100% kleszcz.
Chodził i szukał miejsca by się wbić,nie wyglądało na to, że chciał się zatrzymać, akurat szedł po szlaku, w który znajdował się 2 godziny wcześniej olejek, więc może ten zapach jeszcze tam był, gdzie miał zamiar się wbić się zastanawiam? (podobno wtarty olejek cytronelowy wnika do skóry), ale to takie moje przypuszczenia...Naprawdę, idzie się załamać.
Wszystkie procedury po przyjściu z lasu zostały zachowane. Przejrzeliśmy się dokładnie, ubrania trafiły od razu do prania, kąpiel.

Co dalej?

Ciężka sprawa... nie mogę nikomu w domu zabronić wchodzić do lasu, bez sensu prawda?
Teraz o sobie nie zapomnę, też się natrę więcej, wypsikam bardziej. Jeden ząbek czosnku to za mało. Następnym razem wysmaruję wszystkich i siebie też porządnie olejkiem, wypsikam wodą tymiankową, zjemy więcej ząbków czosnku, dodatkowo wysmaruję punktowo odzież olejkiem, co zrobić więcej?
Założyć czepek pływacki, by ochronić głowę?
:)
Te psikadła sklepowe już od dawna nie używam, w moim odczuciu przyciągają a nie odstraszają.
Że też człowiek nie może sobie normalnie pójść na spacer do lasu, albo wejść w jakieś krzewy bo strach jest, że coś z odwłokiem go dopadnie.
Czy macie swoje sprawdzone sposoby na walkę z kleszczami? Z chęcią dołączę do swojej listy niezbędnika.


* O Cytroneli kilka informacji Tutaj
Olejek cytronelowy, który mam w domu Tutaj

czwartek, 28 września 2017

O MNIE - ZLEPEK OSOBISTYCH SŁÓW KILKANAŚCIE

Chciałam się Wam bliżej przedstawić, zastanawiałam się jak to zrobić, ale nic sensownego na myśl nie przyszło, tak więc powstał taki zlepek myśli o sobie, które pojawiały się podczas wykonywania różnych czynności w środku dnia. Zapisywanych na małych skrawkach papieru. Mam nadzieję, że sobie nie strzeliłam w kolano :)


Bardzo dużo mówię, choć jak na świecie pojawiła się moja Martyna i zaczęła mówić,  pałeczkę przejęła po mnie.
Teraz rozumiem jak takie gadulstwo potrafi człowieka zamęczyć.
Jestem uparta jak osioł. I to nie jest tak, że rzucam słowo  nieprzemyślane, nie nie. Jestem uparta jak osioł i mam kopyta, którymi się dość mocno zapieram.
Jak mówię do kogoś, że nie chcę, to znaczy, że nie chcę. Jak ktoś przekonuje mnie nadal, to tylko sprawia, że zapieram się bardziej.
Jak nie wiem, czy chcę, to mówię, że nie wiem.
Jak już coś robię, to muszę zrobić dobrze, inaczej sensu to nie ma.
Jestem dokładna w sprzątaniu, co jest zaletodwadą. I nie zasnę, kiedy będę świadoma, że ominęłam jakąś półkę. Muszę wstać i poprawić.
Jestem osobą, która nie wygląda na tyle ile ma lat. Jestem dzieckiem PRL-u ... nie Gimnazjum... Raz zdarzyło się, że koleżanka powiedziała, że to wszystko w moich oczach widać (wiek i wszystko inne). Ale chyba Jej się wydawało....
Nie wiem. Mam tylko jedno lustro w domu, w łazience. I zdarza mi się spojrzeć na siebie dopiero po kilku dniach
 Kiedyś to, co mnie tak strasznie stresowało, doprowadzało do łez (nieadekwatny wygląd w stosunku do metryki) - bo pomimo, że kiedyś tam miałam zieloną książeczkę wnoszącą, że pełnoletnia jestem - to i tak musiałam ją pokazywać i udowadniać, że na tym zdjęciu ja to ja. Bo dochodził jeszcze wzrost, wszyscy myśleli, że jestem małą dziewczynką. Tak teraz przynosi mi to ogromną frajdę!
Jeżeli ludzie na sali powiedzą "Tak lub Nie", to prawdopodobieństwo, że powiem inaczej wynosi 99% i nie raz się na tym przejechałam.
Mimo wszystko, uczę się na popełnionych błędach.
Odkryłam na moim Instagramie, pewną zależność: kiedy pokazuję zdjęcie z moją osobą, spada oglądalność mojego profilu. Ludzie wolą oglądać zdjęcie garnuszka niż moją twarz.
Jestem blisko osiągnięcia sukcesu - zdarza mi się coraz częściej milczeć niż skomentować, kiedy ktoś wypowie coś co mi się nie podoba.
Zazwyczaj jestem świadoma siebie oraz tego, co mnie otacza (chyba, że nie)
Ciągle powtarzam sobie, że muszę o siebie bardziej dbać, ale wygląda na to, że mam inne priorytety.
Jestem fotogeniczna, ale w taki przewrotny sposób. Znaczy się, że niemal na każdym zdjęciu wyglądam inaczej.
Dostaję rumieńców jak oglądam zdjęcia pilotów F-16 podczas lotów (w masce i zaciągniętej osłonie hełmu, odkąd byłam dzieckiem, więc jest coś na rzeczy).
Jak widzę obraz średniowiecznego rycerza przyspiesza mi puls. Tak samo jak widzę zdjęcie mężczyzny napinającego łuk (tło i cała oprawa ma znaczenie :)
Jestem z tych, co nie stoją pod tylko wejdą na drzewo by zjeść czereśnie.
Umiem (umiałam) wysławiać się górnolotnie, w języku naukowym - był czas, kiedy na studiach prowadziłam dysputy z profesorami. Jakże ja to uwielbiałam! Język ten umarł (chyba) śmiercią naturalną odkąd Ktoś zaczął nazywać mnie Mamą.
Nie rozumiem werdyktu filmowego świata, który obdarował Oscarem film Moonlight.
Mam sylwetkę z tendencją do tycia. Oczywiście wariactwa nie ma, ale tu i tam ciągle mam za dużo. Po ciążach nie mogę wrócić do rozmiaru XS, co mnie bardzo dołuje, bo zanim zobaczyłam dwie kreski na teście, wymieniłam CAŁĄ swoją zawartość szafy, na wypaśne, szałowe ciuchy, których nie założyłam ani razu. Bo na drugi dzień, jak tylko dowiedziałam się, że będę Mamą zaczęło mnie przybywać.
Ciuchy (te wypaśne)nadal trzymam w szafie święcie wierząc, że jeszcze je założę.
Jestem naiwna.
Kocham słodkie;chałwę, batoniki, ciasteczka oblane czekoladą, makowce, wilgotne torciki.
Jestem niska i Podobno pyskata. Chaotyczna też jestem - ale z tą opinią się nie zgadzam :)
Zbieram ręczniki kuchenne, kubki,  buty, papier toaletowy. Tego ostatniego mąż nie może zrozumieć najbardziej, uważa, że papier toaletowy służy tylko do jednego, a krzyk " Nie ruszaj tego papieru w śnieżynki!!! To na Boże Narodzenie! " uważa, za szaleństwo :)
Nie umiem jeździć wolno. Jak jadę wolno, czuję się dziwnie.
Nie umiem iść wolno, spokojnym miarowym krokiem, jak dama iść. Zazwyczaj szybciej nóżkami drepcę.
Jeżeli ktoś ma uderzyć w słup albo się przewrócić, bo się zapatrzył to na bank będę to ja.
Lubię sport; biegam, jeżdżę na rolkach, na łyżwach, na rowerze... chciałam napisać, ze jeżdżę konno, ale to nadal w sferze marzeń.
Zdarza się, że nie zauważę znajomej osoby, którą mijam.
Przeszkody mnie nie zatrzymują, jedynie spowalniają.
Lubię samotność gdy wiem, że w pobliżu są ludzie.
Lubię otaczać się pięknymi przedmiotami.
Lubię mieć uczucie spokojnego sumienia, lubię sobie myśleć, że nikt nie ma mi nic do zarzucenia.
Gryzę się bardzo, myśląc o moich wcześniejszych popełnionych błędach, zwłaszcza w stosunku do innych ludzi.
Nie umiem kłamać.
Jeżeli ktoś może się zmienić - ale tak totalnie - to ja jestem dobrym tego przykładem.
Kiedyś pewien adorator natychmiast przestał być moim adoratorem, jak wyznał mi, że kiedy wyjdę za niego za mąż, spali mi wszystkie książki, i do pola wyśle. Wyszłam za tego, który obiecał kupić mi ich więcej.
Mam pecha: wszystko to, co mi się bardzo bardzo podoba, kosztuje bardzo bardzo dużo. Mąż mówi, że pecha, w tym przypadku to ma On. Żartowniś...
Mam jedną wadę -już słyszę rubaszny śmiech Adama - no dobrze, mam ich trochę więcej. Ale umówmy się, że o wadach rozmawiać nie będziemy, chyba że potraktujemy je z przymrużeniem oka :)
Jestem w gorącej wodzie kąpana, choć we wrzątku to właściwsze określenie.
Mimo, że uważam siebie za osobę myślącą, to zdarza się być typową blondynką (ta z kawałów) i oczywiście sądzę, że tylko ja tak mam.
Bardzo dużo myślę, rozmyślam, analizuję, roztrząsam. W mojej głowie, nie pamiętam kiedy była cisza. Nawet teraz jak pisze, słyszę trzaski i rozładowywania. Uważam, że źle nie jest, bo lepiej myśleć niż nie myśleć. Choć u mnie to też tak...  Dla przykładu, gdyby ktoś uznał moją wypowiedź za niezrozumiałą:
Jadę autem, w aucie tym nie ma nikogo, auto prowadzę sama. Prowadzę sama. I nagle patrzę przed siebie wystraszona, bo dotarł do mnie pewien fakt. Po plecach przechodzi dreszcz, robi mi się gorąco od stóp po koniuszki włosów, czuję w całym ciele przerażenie, które narasta z każdą sekundą, wypieki na twarzy coraz bardziej się pogłębiają: "O matko... matko jedyna.... Adam mnie zabije! Zgubiłam kluczyki od auta! Co ja teraz zrobię?! - ściskam roztrzęsiona mocniej kierownicę. Prawda dociera do mnie trochę później. A kluczyk w stacyjce jak neon świeci.
To odnośnie nie myślenia podczas myślenia.
Jestem Księżniczką, mieszkałam w Pałacu.
Cały czas mam wrażenie, że "Tylko ja tak mam" po czym okazuje się, że nie jestem jedyna.
Mam kilkanaście zabawnych historii, z moją osobą w roli głównej, które nadają się do opowiadania jako żart....
Kocham moje dzieci. I daję Im to, co sama nigdy nie miałam ani nie doświadczyłam.
Mam obniżone poczucie własnej wartości. Ciągle nie wierzę, że mi się uda.
Boję się otwartej przestrzeni, kiedy zbliża się burza.
Horrorów się boje, zwłaszcza tych na faktach.
Boję się jeździć windą. Wolę schody.
Unikam osób, które niczym się nie interesują - pozbawiają mnie energii i odcinają skrzydła. Sprawiają też, że chce mi się spać.
Marzę, cały czas marzę. Ciągnę sto srok za ogon. Uczę się nie wtrącać, nie odpowiadać nie pytana, nie wymądrzać się, nie narzekać. Chciałabym więcej milczeć, Wiecie... tak dostojnie. Jestem anty językowa, mój umysł jest totalnie nieprzystosowany do nauki języków, uczę się dwóch języków obcych już kilka lat a nadal nie osiągnęłam poziomu, z którego byłabym dumna.
Nie noszę długich paznokci, mam ciemną karnacje, która w zimie robi mi psikusa i rozjaśnia tylko twarz, latem wystarczy kilka minut bym znowu była brązowiutka, mam cienkie podatne włosy, gdy jest wilgoć w powietrzu kręcą mi się tak, że marzę, aby były proste jak drut. Mam zielone oczy, które gdy się wściekam robią się ciemniejsze, a gdy wpada w nie światło, żółcieją. I podobno wygląda to niesamowicie. Nie mam przebarwień skóry, wyprysków na twarzy, chyba, że przede mną ważne spotkanie to na 100% się pojawią.
 Nie maluję się, rzadko korzystam z kosmetyków(choć pracuję nad tym, by to zmienić), u kosmetyczki byłam raz w życiu, ale marzy mi się by robić to częściej. Malować też bym się chciała, choć trochę.
Uwielbiam błyszczyki i różnego rodzaju bezbarwne pomadki do ust.
Noszę okulary (za dużo czytałam w ciemności), które skrzywiły mi nos.
Na nogi nie mam wytłumaczenia.
Na co dzień, podczas wykonywania wszelakich czynności, zajmuję się wymyślaniem przedziwnych historii, i rozwijam akcje, zwłaszcza miłosne, ponieważ mam zamiar kiedyś wydać książkę. Jest o czym pisać.
Mam Anioła Stróża.