Do przodu

Do przodu


Gdybym miała wymienić jakieś swoje zalety (co wcale nie nie jest takie łatwe :), to byłaby taka jedna, co pozwala mi iść do przodu, nawet wtedy, kiedy jest źle.
Praca, chęć pracy, jakiejkolwiek.
W okresie jesienno zimowym, dopada mnie nostalgia, dzień jest coraz krótszy, więcej czasu na myślenie, rozpamiętywanie. A jak się tak człowiek weźmie za pracę, tak konkretną, to potem zostaje na koniec dnia wyłącznie satysfakcja. Rozmyślając wyłącznie, pojawia się u mnie ta szpetna myśl, że mogłam lepiej spożytkować dzień.
No więc, najlepiej pracować i rozmyślać przy tym, myśli są szlachetniejsze.
Chcę też powiedzieć, że nie umiem - to naprawdę jest zaleta - użalać się nad sobą długo. Każdemu potrzebny jest taki stan, o ile po nim podniesie się i z nową siłą pójdzie do przodu. Jakieś wnioski pozytywne wyciągnąć...
Więc wyszłam do ogrodu, zakasałam rękawy, powyrywałam chwasty, posprzątałam co nieco przygotowując ogród do zimy, wsadziłam do ziemi chryzantemy, bo po ostatnich przymrozkach, jedynym kolorem w ogrodzie to są wyłącznie odcienie zieleni. Wianek z gałązek płaczącej wierzby uplotłam, będzie stroik na zimę.
Przemek towarzyszy mi we wszystkim, w rozmyślaniu - przesiaduje na parapecie okna i peroruje na głośno - w pracy - posadził ziemniaka wczesną wiosną, w tę sobotę zebrał plony - pomagał skopać grządki.
I jak ręką odciął ten marazm, w który na chwilę popadłam, już mam nowe plany, już część realizuję, przy biurku jakoś ruszyło z pracami
DO PRZODU wszystko ruszyło, już nie stoję w miejscu. Jakże ja uwielbiam ten stan! :)

Niewystarczająca ilość książek

Niewystarczająca ilość książek



Mam takie małe przyzwyczajenie. Mianowicie już tak mam, że jak gdzieś wychodzę to zawsze do torebki wkładam książkę. Czuję się wtedy spokojniejsza. Lubię te uczucie, kiedy niespodziewanie mam okienko, w którym nie wiadomo co robić.
Lubię robić coś zawsze, nie jest mi dobrze z bezczynnością. Za każdym razem, gdy uda mi się czas wolny zagospodarować z książką, to jakbym los na loterii wygrała :) Takie mam odczucie. Wiem, że nie jestem jedyna, ktoś może zamiast książki dopisać szydełko na przykład, szkicownik...Wszystko, byleby nie telefon czy tam co innego, co promieniuje.
Ja już kiedyś o tym pisałam... o Tutaj
Co jakiś czas słyszę tekst typu, że my ludzie, coraz mniej czytamy. Słysząc te słowa, uśmiecham się pod nosem, bo ja mam wrażenie, że ludzi czytających jest całe mnóstwo! A to dlatego, że nimi się otaczam po prostu, w sposób naturalny i nie przymuszony.
A te moje otoczenie, to dzieci, które wydaje się, nie mają wyboru i...
Moje najbliższe otoczenie (to znaczy, te w realnym życiu)  nie czyta. Trzyma telefon w ręku. Albo nic nie robi.
Jak trzeci raz z rzędu dałam X na urodziny książkę, usłyszałam, że czwartej już nie chce :):):), "... bo kiedy ma czas by to wszystko przeczytać?" Oczywiście przestałam. Kupuję kosmetyki czy co innego.
Na pytanie męża, co bym chciała dostać na urodziny, odpowiadam, że książkę naturalnie. Na to usłyszałam, że "tylko nie książkę, masz ich za dużo" ... i nie, nie żartował.
Jak można mieć za dużo książek? Książek to się ma niewystarczająco...
Aż dotarło do mnie, że w moim otoczeniu, nikt nie czyta książek! Nikt o nich nie rozmawia, nie przeżywa, nie poleca.
To ja żyję w swoim własnym świecie.
Czasy się zmieniły, czuję się w miejscu publicznym jak dinozaur z książką w dłoni.
No ale, wkładam ją do torebki czy do torby i mam ją, bo przy niej czuję się pewniej.
Rozmyślam, jakby tu poszerzyć niewystarczającą ilość książek... jakiś nowy regał? Nowy karton?

Malowane rysowane

Malowane rysowane



Witajcie!
Na przełomie sierpnia i września udało mi się stworzyć 4 prace, to niewiele, ale biorąc pod uwagę, że poza tym powstają inne ilustracje, chowane do specjalnej teczki, to kilka tych poniższych nie jest tak skromne w ilości.
Może podobny post uda mi się napisać w listopadzie, sama doczekać się nie mogę, ciekawi mnie, co powstanie :) Spróbuję się pokusić by naszkicować twarz...
W tym tygodniu założyłam, że to będzie twórczy czas, chcę te dni wykorzystać maksymalnie, co naturalnie u mnie łączy się z bałaganem w domu. Ćwiczę swoją cierpliwość, ślepotę - będę udawać, że nie widzę tego i owego leżącego i zwisającego, mniej czasu poświęcę na zmuszanie innych do sprzątania po sobie, ale (!) stworzę kolejne ilustracje do książki. 
Taki priorytet.
Być może ktoś się zastanawia dlaczego o tym piszę, o tym bałaganie, po co to tu, w tym miejscu? Właśnie dlatego. 
Ostatnio coś mnie przydusza...
Jak większość mam, realizuję siebie kosztem wszystkiego innego. Przez ostatnie dwa miesiące, w domu było posprzątane, dzieci, dom ogarnięte, pierwsze, drugie i ente jedzenie zrobione, przystawki, desery, wszystko przemyślane, według zasad zdrowego odżywiania, zapięte na przysłowiowy ostatni guzik, dostępna na zawołanie, miałam poczucie satysfakcji, że pewną ręką zajmuję się wszystkim jak na panią domu przystało, choć uwierało mnie co innego jednocześnie...padałam na twarz i ledwo coś tam skrobnęłam przy biurku, bo poczucie obowiązku nie pozwalało mi machnąć na to ręką. 
W ostatnią niedzielę otrząsnęłam się z tego idealnego marazmu, kiedy domownicy odpoczywali " W niedzielę się nie pracuje", słowa męża, które dzieci z uwielbieniem przejęły, a ja jak zwykle skakałam by był czysto, na stół podane i znowu późnym wieczorem przy biurku...
Teraz mówię sobie, o nieeee, nie dam się znowu wkleić w taki układ! Po raz kolejny przechodzę przez ten proces budzenia się. I znowu jest walka, by wszystkiego nie robić samej, by otrzymać wsparcie pozostałych domowników.
Że też musi mnie denerwować bałagan, że też muszę czuć niepokój, gdy widzę, jak coś zwisa albo mieć odruch sprzątania gdy coś się lepi. Jak to życie musi być słodkie, gdy tak przyziemne rzeczy, jak sprzątanie i gotowanie, do codziennych obowiązków nie należy. Jak się samo wymyje, wypierze, wyprasuje, ugotuje i upiecze i samo się zawiezie i przywiezie.
I ładnie równo poukłada.
Że też nie mogę znaleźć kompromisu między byciem mamą pełną gębą a realizacją siebie...
Tak więc, z takim nastawieniem żegnam się z Wami, za chwilę zrobię obiad, upiekę ciasto, pojadę po córkę do szkoły i machając na wszystko ręką (na te moje narzekanie :) pójdę do biurka w świetle dnia i nie odejdę od niego, póki porządnego szkicu nie zrobię!
Filmy, umilacze (misz masz filmowy)

Filmy, umilacze (misz masz filmowy)

Ten post pisałam od marca, tkwił sobie w roboczych, co jakiś czas odświeżany, bo dopisywałam tytuły, które w jakiś sposób mnie zachwyciły. O filmach mowa. Chciałam aby lista była nieco dłuższa, ale doprawdy ciężko jest trafić na coś fajnego, więcej czasu zajmuje mi znalezienie niż samo obejrzenie.
Ostatnio natrafiłam na piękną rosyjską baśń, dwa razy ją obejrzałam, chyba milion razy zwiastuny i piosenki na You Tube, aż stwierdziłam, że listę już zamykam, bo koniecznie muszę się nią z Wami podzielić. Może ktoś widział? A może nie? Opisałam ją na końcu postu. Jeżeli jest ktoś kto lubi ekranizacje typu "Dziewczyna w czerwonej pelerynie", to "Zaklęty w smoka" przypadnie do gustu. Kiedyś pisałam o "Dziewczynie w czerwonej pelerynie", post w którym znajduje się zwiastun, znajduje  Tutaj :)
A z kolei o innych ekranowych umilaczach pisałam Tutaj
No dobrze, zaczynam od pierwszego filmu na liście

Daleka północ

Szukałam filmu, w którym będzie grał Jeremy Renner, tak mi się spodobał w "Dziedzictwo Bourne'a" i " Wind River", że chciałam więcej, aż natrafiłam na ten. Jeremy nie gra tu pozytywnej postaci.
Jest to dramat obyczajowy i to nie jest lekki film, miejscami bardzo ciężki, smutny ale niesie nadzieję choć jest ona okupiona bólem, strachem, łzami, i można tak jeszcze dodawać.
Film jest oparty na prawdziwych wydarzeniach, które dotyczyły pierwszego pozwu o molestowanie seksualne w pracy, wówczas (lata 70- te w USA) powstała rządowa komisja do spraw równouprawnienia w zatrudnieniu. Można powiedzieć, że główna bohaterka przetarła szlaki.



John Doe Vogilante

Unikam filmów brutalnych, gdzie leje się krew strumieniami, gdzie jest rażąca przemoc. Dla przykładu, proponowany przez wielu obraz w reżyserii Quentina Tarantino "Nienawistna ósemka",  bardzo mnie wymęczył. Nie to, że był nudny, bo nie był, to były mocne uderzenia młotem, aż się posady zatrzęsły (zdjęcia, muzyka, gra aktorska), tylko ta ilość, ogrom przemocy, krwi, co się strumieniami lała... wiem, że takie filmy są nie dla mnie... z takim przesłaniem, ale...
No właśnie, ale... John Doe Vogilante, to też jest taki brutalny film. O wymierzaniu sprawiedliwości w przypadku bezskutecznej pracy organów ścigania, jednak dialogi, roztrząsania, wątpliwości,  realne takie, bardziej do mnie przemawiały. Zastanawiam się, jak ująć ten film w jednym zdaniu? Tak się jednak nie da, bo nie mogę zdecydować się gdzie go umiejscowić, do jakiej szufladki go włożyć.
 Dziwny jest.
Pytania padające w tym filmie ( które każdy powinien sobie je zadać) odniosłam wrażenie, że zostawały bez odpowiedzi, tak jakby pytania te rzucone zostały do widza, aby sam mógł na nie odpowiedzieć, kierując się własnym sumieniem.
Takie też było zakończenie, z niewiadomą.



Pozostańmy jeszcze przy rozlewaniu krwi i brutalności w ogóle. Mam dla Was propozycję dwóch filmów, które znalazły się na tej liście, przede wszystkim ze względu na zakończenie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak mnie zakończenie filmu zaskoczyło! Ale tak solidnie zaskoczyło :)
( Właśnie przypomniała mi się produkcja , którą oglądałam parę lat temu, "Inni" z Nicole Kidman w roli głównej. Pamiętam, że był mroczny i trzymał w napięciu do samego końca, no i te zakończenie, które wszystko wyjaśniło i jednocześnie rozjaśniło wspomniany mrok, który już tak straszny się nie wydawał... zagmatwane? Dla tego zakończenia polecam obejrzeć całość, mimo tych straszydeł )
Ale do rzeczy:

Windykatorzy

Jest dwóch panów, którzy pracują w firmie zajmującej się przeszczepami organów ludzkich: Krew się leje strumieniami jednak dla zakończenia warto to przetrwać. Pamiętam, że było takie głośne "wow" i przez chwilę wmurowało mnie w fotel :)
Film obejrzałam na stronie cda.pl


Ocaleni

Drugi z serii "zaskakujące zakończenie". Mogę tylko napisać, że warto i polecam! Jeden z lepszych "luźniejszych" filmów.



A teraz, dla uspokojenia, choć kolejny proponowany film, spokojnym nazwać nie można. To obraz do obejrzenia, podumania... wstrząsający, jak się człowiek dowie, że to, co się wydarzyło było prawdą. I, że to nie koniec bo dzieje się nadal, w wielu zakątkach naszego świata. Dramat historyczny, mowa o handlu ludźmi.
Zdjęcie okładki filmowej pochodzi ze strony ww.filmweb.pl, zwiastun do filmu możecie zobaczyć Tutaj


Niewygodna prawda




Musical (nie do końca lubię ten gatunek), barwny z oto takim przesłaniem:
Trzeba walczyć o swoje marzenia, wiedzieć też, kiedy ze sceny zejść oraz co w życiu liczy się najbardziej, to tak w skrócie :)

Król rozrywki




A teraz:
Przyznaję, dużo we mnie dziecka...
Na koniec listy mam dla Was bowiem bajeczkę :)
Bohater wstępu na zakończenie. Rosyjscy filmowcy się postarali, wyszła im taka hollywoodzka (akcja, efekty specjalne) disnejowska bajka (stroje, klimat). Cudowna, wspaniała ❤ (może zakończenie mogli trochę lepiej dopracować, no ale dobrze, nie będę się czepiać).
Przepiękna muzyka przywołująca smoka, grana na organkach z wyczuciem wkomponowana w fabułę, mogłabym słuchać i słuchać. Podobało mi się to, co działo się z głównymi bohaterami; Arman walczył ze sobą by ostatecznie podjąć decyzję a Mira dojrzewała niczym kwiat...

Zaklęty w smoka




Większość przedstawionych filmów oglądałam bez lektora z napisami albo w języku angielskim, w ramach ćwiczeń, może też tak robicie? Jeżeli Macie ciekawe propozycje umilaczy na przykład z napisami, to podzielcie się, z chęcią skorzystam.
Pozdrawiam :)

Na świeżym powietrzu

Na świeżym powietrzu


Już nie zliczę ile razy o tym pisałam, ale...Cieszy mnie niezmiernie, że w końcu mamy altanę w ogrodzie, w której bezkarnie możemy rozłożyć się z robotą. Bo jest wystarczająco miejsca. Nie trzeba uciekać, bo właśnie deszcz zaczął padać, bo wiatr zimny, bo się chłodno zrobiło, że ciągnie od ziemi...
Czuję ogromną ulgę, bo już spokojna jestem, że dzieci dużo czasu mogą spędzić na świeżym powietrzu, będąc w wyznaczonym miejscu, zwłaszcza wtedy, kiedy w domu wołają mnie obowiązki, wystarczy, że otworzę na oścież okno w pokoju Martyny i będę słyszeć Ich głosy. Wiem, że są w altanie, zajrzę przez te okno kilka razy czy tak jest faktycznie... wcześniej to była taka niewiadoma i większy stres, że ja w domu a oni sami bez nadzoru... zwłaszcza Martyna, bo co chwilę wpadają jej do głowy różne pomysły...
Opcja by były na podwórku, tylko wtedy kiedy i ja na nim jestem - przetestowana jakiś czas - była dla mnie udręką. Wygarniałam sobie, że za mało czasu na podwórku spędzają, za dużo w domu, bezsilność bo po prostu nie mogłam tyle czasu poświęcać na ich zabawę, bardzo mnie to dręczyło.
Jestem już spokojniejsza, bo wychodzę również z nimi, i kiedy pracuję Oni korzystają z dnia. Oczywiście, podobnie jak w domu, odnoszę wrażenie, że jestem w centrum i wszystko, co się dzieje, dzieje się w okół mnie. Jestem milion razy pytana, zapraszana do patrzenia, o słuchaniu już nie wspomnę :)
Ale podobno to taki czas, tak ma być.
Czasem nie ogarniam :)

Copyright © 2014 sylwiitwory , Blogger