środa, 19 lipca 2017

Momenty


Ostatnio ciągle jest przy mnie aparat i telefon. Telefon głównie ze względu na umieszczony w nim aparat.
I choć ze mnie żadna fotografka, laik jestem kompletny, wiedzy na temat fotografii nie mam żadnej, może jedynie wyczucie, ale to i też... tak odkryłam, że robienie zdjęć sprawia mi ogromnie dużo przyjemności. Zatem chodzę i fotografuję, łapię momenty, łapię też myśli, że szkoda, ze przy sobie sprzętu nie mam, bo fajne ujęcie by wyszło....
I tak się złożyło, zapewne przez tę moją firmę, co kiedyś ją miałam, że zdjęcia starałam się robić ładne, ciekawe, i tak to zostało i widzę, że się rozwija we mnie chęć aranżacji.
Ciekawe, co z tego w przyszłości wyniknie, bo nie ukrywam, że chciałabym rozwijać się dalej...
Na pierwszym zdjęciu jest taca, na której stoją szklanki z sokiem. To sok warzywny na zielono. Zrobiłam go wyciskając

  • seler naciowy
  • kilka liści jarmużu
  • 3 ogórki
  • główka brokułu


Więcej moich zdjęć możecie zobaczyć na instagramie Tutaj
Trochę jakby śmieszna sytuacja, bo jakbym sama sobie nie mogła zrobić, a wygląda, że nie mogę, bo wiadomo przecież, że szewc bez butów chodzi, to sobie kupiłam zakładkę do książki... cud, że się na to zdobyłam, bo lata mijają a ja sobie obiecuję, że tym razem zrobię dla siebie... cud może będzie większy, jak w końcu zrobię, ale zanim on nastąpi... miałam już dość tych skrawków byle czego, które do książki wpychałam by zaznaczyć ten moment, na którym skończyłam,.... ale do rzeczy.... fajna ta zakładka, myślałam, że jest kartonowa a okazała się metalowa, przyjemna w dotyku, trwała. I tak cudownie się ten pomponik majta. Kupiłam ją u blogerki Tutaj

środa, 12 lipca 2017

Spaghetti


Sos do spaghetti w torebkach, był ostatnim produktem z jakiego zrezygnowałam. Wzięło się to stąd, że zwyczajnie na świecie, nie wiedziałam jak go zrobić. I jak sprawić by też tak wspaniale smakowało, głowiłam się, co oni do tego proszku dają, że jest taki smak?
 To był jedyny powód, że przez wiele lat korzystałam z gotowych sosów.  A spaghetti lubię, Martynka jeszcze bardziej, Przemek też sobie nie żałuje, choć On nie zna innego niż mój własny, i myślę, że Martyna nie pamięta tego sztucznego.
Ten czas korzystania z gotowców, mogę podzielić na trzy okresy: pierwszy, pójście na łatwiznę i kupowanie taniego proszku, a przecież to żaden wysiłek, wystarczy wymieszać z wodą i sos jest, nie czułam motywacji do zmiany, drugi etap to pojawiająca się myśl, by to zmienić i bezradność, bo kompletnie nie wiedziałam jak się za to zabrać. Więc nadal nic nie robiłam. I wreszcie trzeci okres, kiedy spisałam, co potrzebuję, kupiłam i zrobiłam.
Najgorsza była pierwsza próba, potem z każdym zrobionym sosem było coraz lepiej. Aż w końcu opracowałam przepis, do którego co jakiś czas wracam.
Dzielę się, może i Wam się spodoba?
Ilość przypraw to sprawa indywidualna, ja lubię mało soli, więcej kurkumy, mniej cayenne...

Sos do spaghetti

  • ok 500 g mięsa mielonego z indyka
  • cebula
  • pół selera, duża marchewka, średnia pietruszka - starte na tarce o grubych oczkach
  • 3 duże ząbki czosnku*
  • 3 cm startego na drobno imbiru
  • 2 duże pomidory
  • przecier pomidorowy
  • pęczek natki pietruszki
  • świeża bazylia
  • łyżeczka oregano, pół łyżeczki ziół prowansalskich, pół łyżeczki soli, szczypta pieprzu cayenne, spora łyżeczka kurkumy, pół łyżeczki zataru

Smażymy cebulę na oleju aż do zeszklenia, dodajemy mięso mielone, smażymy aż mięso lekko zbrązowieje. Dodajemy starte warzywa, dusimy kilka minut, dodajemy przyprawy, imbir, na końcu czosnek dusimy często mieszając. Kiedy masa będzie sucha, dodajemy pokrojone pomidory, po 2 minutach przecier, po 5-6 minutach sos gotowy. Przed podaniem mieszamy sos z pokrojoną nacią

Talerz i miska, włoska ceramika, którą zbieram od lat, zakochana jestem całkowicie, tak jak w Bolesławcu. Bassano, starannie wykonane i pomalowane owoce, warzywa, grzyby, ptaki... mam talerz owalny ozdobiony kawałkami wędlin, kupiłam wiele lat temu, już nigdzie nie mogę znaleźć podobny,  prawdziwa ozdoba stołu, kupuję z różnych źródeł, ale ten talerz i miskę akurat znaleźć możecie Tutaj


* Zanim dodam zmiażdżone główki czosnku do potrawy, odstawiam na co najmniej 10 minut, aż wszelkie wartości odżywcze się uaktywnią

środa, 5 lipca 2017

Nadzieja*

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka.... Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny. Nagle... dostrzegła przed sobą jakąś postać...
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:
- Kim jesteś?
Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały:
- Ja?.... Nazywają mnie Smutkiem
- Ach! Smutek! - zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego
- Znasz mnie? - zapytał Smutek niedowierzająco
- Oczywiście, przecież niejeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce
- Tak sądzisz...? - zdziwił się Smutek - To dlaczego nie uciekasz przede mną? Nie boisz się?
- A dlaczego miałabym przed tobą uciekać, mój miły? Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed tobą ucieka. Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?
- Ja... jestem smutny - odpowiedział Smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego.
- Smutny jesteś... - powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową - A co cię tak bardzo zasmuciło?
Smutek westchnął głęboko. Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? Ileż razy już o tym marzył.
- Ach... wiesz - zaczął powoli i z namysłem - najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas. Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy - i znowu westchnął - Wiesz... ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. Mówią: "tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać". A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. Mówią: "co nie zabije, to wzmocni" . I dostają zawału. Mówią: "trzeba tylko umieć się rozerwać". I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. Mówią: "tylko słabi płaczą". I zalewają się potokami łez. Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byleby tylko nie czuć mojej obecności".
- Masz rację - potwierdziła staruszka - Ja też często widuję takich ludzi.
Smutek jeszcze bardziej się skurczył
- Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy gdy jestem przy nim, może się spotkać sam ze sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie jest podobne do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak boli! Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie wstrzymane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia.
Smutek zamilkł. Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
- Ale... ale kim ty właściwie jesteś?
- Ja? - zapytała figlarnie staruszka, uśmiechając się przy tym tak beztrosko, jak małe dziecko - JA JESTEM NADZIEJA.


Jak przeczytałam ten kawałek, to pomyślałam, że muszę się z nim Wami podzielić, podobno jest dostępny w internecie, ale ja nigdy na niego nie natrafiłam... a jest piękny, nostalgiczny, daje do myślenia.
Obrazek namalowałam akwarelami Sonnet


* Ołówek, K. Rosicka - Jaczyńska, Poligraf, Łódź 2011, s. 237-238