Dzień Świątecznych Skarpet

Dzień Świątecznych Skarpet

Dni świątecznych mamy tyle - odnoszę takie wrażenie - ile dni chyba. Dzień Kota, Dzień Czekolady, Dzień Musztardy, Taniego Szampana (nie żartuję :) .... Bardzo mi się podoba świętowanie dnia, kiedy niesie on ze sobą pozytywne konsekwencje.
Na przykład TK Maxx chcąc pomóc dzieciom, zorganizowało Dzień Świątecznych Skarpet. Udział w akcji polega na tym, że przy zakupie specjalnej edycji świątecznych skarpet w TK maxx, 10 zł ze sprzedaży każdego opakowania przeznaczane jest na Akademię Przyszłości. To bardzo dużo! A jeśli zamieści się swoje zdjęcie z hashtagiem #dzienswiatecznychskarpet na Fb lub Ig, dodatkowe 5 zł marka przekaże na rzecz dzieci potrzebujących pomocy w społecznościach lokalnych.
W każdym opakowaniu jest po 3 rodzaje skarpetek. Dodam, że dobrych jakościowo, o ciekawych wzorach, a niektóre z nich mają błyszczące nitki, niosą przyjemność w noszeniu. Mnie samej bardzo podoba się myśl, że z zakupu tych skarpet przy okazji pomagam.
Akademia Przyszłości - więcej inforamcji możecie znaleźć Tutaj - została stworzona w 2003 roku przez stowarzyszenie WIOSNA (Stowarzyszenie te, jest również organizatorem akcji Szlachetna Paczka, myślę, że każdy o niej usłyszał). Sama Akademia Przyszłości, ma na celu wesprzeć dzieci, które znalazły się w trudnej sytuacji rodzinnej i materialnej.
Opakowanie skarpet, do rozmiaru bodajże 39, kosztuje 19,90 zł, powyżej 27,90 zł. Są rozmiary dziecięce, nie patrzyłam czy są mniejsze, ale rozmiar Przemka 25- 27 był, co oczywiste, Martyny 27-31 również. Miałam ochotę na więcej opakowań, bo było wiele ciekawych wzorów, ale to skuszę się w następny okres świąteczny.
Życzę Wam przyjemnego dnia!



Prezentownik świąteczny dla 9 latki i 4 latka

Prezentownik świąteczny dla 9 latki i 4 latka

Umówiliśmy się w rodzinie, że prezenty świąteczne dajemy wyłącznie dzieciom, określając maksymalną kwotę, jaką wydamy na każde dziecko. Nie umawialiśmy się, ale wydało się to dla nas wszystkich oczywiste, że prezenty dajemy również dziadkom. Każda rodzina kupuje Im osobno, lub składamy się wspólnie, na coś większego.
Utarło się też, że puszczamy listy drogą mailową i wymieniamy się nimi mniej więcej w listopadzie.
Pomyślałam sobie, że pokażę Wam, jakich dokonałam wyborów dla Martyny i Przemka. Być może i Was zainteresują, dla własnych dzieci, dla dzieci w rodzinie, dla wnuków?
Część prezentów mam już kupione a pozostała część rzeczy poniższych, spisanych w formie listów, zostały wysłane dalej. Wiadomo, że wszystkiego od razu nie mogą mieć. Zdarza się, że to, co z listy nie zostało dzieciom podarowane, a jest nadal aktualne - znaczy się wiem, że to ich zainteresuje - kupuję w formie prezentu w ciągu roku.
Na poniższych zestawieniach, są propozycje prezentowe puszczone przeze mnie w obieg w rodzinie (umówiliśmy się, że maksymalnie do 50 zł), prezenty, które my, jako rodzice kupiliśmy (tutaj "szalejemy" 150 - 200zł) oraz propozycje dla dziadków (którzy decydują się co roku na prezenty do 100zł). Wymieszałam wszystko razem.
I taka dygresja, jeżeli chodzi o pieniądze. Podobno o nich się nie rozmawia, ale zawsze te twierdzenie mnie dziwiło. Może dlatego, że nie interesuje mnie zasobność cudzego portfela; zawsze znajdzie się ktoś, kto ma lepiej albo gorzej. Akurat znam bardzo dobrze dwa stany, zwłaszcza jeden z nich i dobrze mi się żyje, z podejściem akceptacji i zrozumienia. Rozumiem, że ktoś może myśleć inaczej, choć zawsze jest to dla mnie zaskoczeniem, że na cudze patrzy się z potępieniem albo zawiścią. Padły słowa. Naprawdę TO napisałam :) Poza tym, biorąc powyższe, niekiedy łatwiej mi podjąć decyzję, mając jakiś punkt odniesienia.
W tym poście, poruszam sprawę pieniędzy, bo to dla mnie oczywiste, kiedy piszę o kupowaniu. A więc:
W mojej ocenie, można dzieciom kupić naprawdę ciekawe, dobre jakościowo rzeczy, nie wydając przy tym zbyt wiele. Ta granica do 50 zł, jest naprawdę ok. Jeżeli chodzi o nas, rodziców, większe prezenty dajemy naszym dzieciom tylko na urodziny oraz święta Bożego Narodzenia, to jest okazja by podarować Im coś rozbudowanego, lepszego... w pozostałe okazje, w ciągu roku otrzymują od nas symboliczne podarunki, typu książka, zabawka, plastyczne. I to jest w granicach 20-40 zł. I całe mnóstwo prezentów bez okazji. I tu taka mała, ostatnia mowa: od nowego roku, planuję zdecydowanie zmniejszyć ilość podarunków, jakie moje dzieci otrzymują ode mnie w ciągu roku, podarunków bez okazji (taaaaaak, chodzi też o książki).  Bardzo się cieszę, że żyję w takich czasach, w których mogę sobie szperać, wybierać, buszować w internecie w poszukiwaniu ciekawych propozycji prezentowych dla moich pociech. Że mogę... Wiadomo, że swoim dzieciom, chcę zapewnić wszystko to, czego ja sama nie miałam, o czym nawet marzyć nie mogłam, ale naprawdę, nie muszą wszystkiego mieć. I wygląda na to, że musiałam do tej decyzji dojrzeć.
I jeszcze jedna sprawa: niech Was nie zwiedzie brak książek na liście :)
No dobrze. Zaczynamy:

Prezenty dla 9 letniej dziewczynki


1.  Mikroskop Bresser National Geographic 300x- 1200 (Tutaj), 2.  Piżama Cartesr's  3. Clementoni Świat Kryształów (Tutaj), 4.  Kosmetyczka Penny Scallan (Tutaj), 5.  Drewniane szczudła dla dzieci, 6. Koło garncarskie (Tutaj), 7.  Kalkomania Kraina Bajek Djeco (Tutaj), 8.  Projektor Star Master (Tutaj), 9.  Komiksy Lucky Luke, 10. Zrób to sam, Żel pod prysznic (Tutaj), 11. Termofor Home&You, 12. Wydrapywanka tęczowa


Prezenty dla 4 letniego chłopca


1. Akcesoria rycerskie (Tutaj), 2. Termofor Home&You, 3. Drewniany dwupłatowiec z panelem solarnym (Tutaj), 4. Clementoni, Eksperymenty dla malucha (Tutaj), 5. Latarka czołowa Haba (Tutaj), 6. Piżama Carter's (Tutaj), 7. Lupa odkrywcy Haba (Tutaj), 8. Małpka akrobatka, Egmont (Tutaj), 9. Luneta Bresser (Tutaj), 10. Zestaw czołgi sterowane (Tutaj) 

Koszulki ręcznie malowane (zestawienie)

Koszulki ręcznie malowane (zestawienie)

Trochę tych koszulek powstało, większość z nich jest z motywem świątecznym. Jakoś tak się dzieje, że najczęściej o nich myślę, kiedy zbliżają się święta Bożego Narodzenia. W tym roku, nie jest inaczej. Choć tym razem, myślę o tym, że nijak nie mogę wcisnąć malowanie koszulki w tegoroczne święta.
Uparłam się by z niczego nie rezygnować, więc obecnie przesiaduję przy biurku i maluję marchewkę. Tak , tak, jak ktoś nie jest na bieżąco, co u mnie, to oznajmiam, że kukurydzę skończyłam, teraz pokonuję bariery (czytaj: maluję nać marchewki :) z innym warzywem, zamiast malować zimowe pejzaże, bo czas najwyższy przecież.
Po marchewce, zacznę i skończę jeszcze dwa malunki, i dopiero wtedy będę zaczynać okres zimowy. Nie mogę zrezygnować z tego, co robię teraz i odłożyć na inny termin, bo doświadczenie wskazuje, że odkładanie na później i niedokończanie wychodzi mi najlepiej. Mam naprawdę dość, tych pełnych pudełek, z niedokończonymi rzeczami "na zaś", które trwa latami. I myślę też, że Wiecie o co mi chodzi, bo pewnie niejedna z Nas, ma choć jedną taką rzecz odłożoną na później. To przypadłość tworzących ;)
Ja tu piszę co innego, a chciałam Wam donieść, że nie ma większej reklamy swojej twórczości jak dorastająca córka, chętnie zakładająca na siebie, rzecz stworzoną przez karmicielkę :)
To jest dość wybredne dziecię, gust mamy nieco zbliżony, ale Ona, jest zdecydowana, co chce założyć, nie chcę narzucać swojego zdania (nie jest łatwo, zdążyłam usłyszeć, że coś jest "niegodne" jej osobistości :):):)), pozwalam jej więc, zakładać co chce (zdarza mi się też udawać, że nie widzę, co założyła), i dlatego też, podoba mi się świadomość, że chce nosić to, co stworzę.
Druga sprawa, to taka, że koszulka ta, została namalowana w 2016 roku -swoją drogą, nadal w niej chodzi, choć widzę, że to ostatni sezon - regularnie noszona, w okresie zimowym, prana też normalnie w pralce, a stan jej jest nadal bardzo dobry.
Piszę po to, by być może w ten sposób zachęcić Was, do takiej twórczości. Koszulka z motywem ręcznie namalowanym, może być naprawdę świetnym pomysłem na prezent. I nie trzeba super malować!
Kiedyś pisałam o tym, kto nie pamięta, zachęcam do kliknięcia, pod tym linkiem znajduje się post Jak stworzyć koszulkę według własnego projektu



Przy okazji taki mały kolaż z moich wcześniejszych prac. Liczę, że w tym roku, powiększy się choć o jedną zimową koszulkę



Przy biurku kukurydzy malowanie

Przy biurku kukurydzy malowanie


Ja Wam powiem, na czym mi dni mijają. Choć już pewnie Wiecie.
A więc: dni mi mijają, na doskakiwaniu do biurka i malowaniu po trochę kukurydzy. Aż do nocy.
Że też nie rzucę tego wszystkiego i zajmę się porządnie gospodarstwem domowym!
Jakoś sobie ubzdurałam - choć rozum właśnie mi podpowiada, że słusznie - że jak pozwolę pochłonąć się codzienności bycia mamą głównie, to zwinę się całkowicie w rulonik. Zwinę się. I mogą mnie tutaj chłostać wszyscy, że bycie Mamą, to rzecz święta i najważniejsza, że dzieciom trzeba się oddać póki są małe (bo później będę żałować, gdy z gniazda wyfruną)... tak mnie się wydaje, że jak oddam się całkowicie matkowaniu, to zniknę.
Pisząc matkowaniu, mam na myśli WSZYSTKO. Wszystko to, co trzeba zrobić by dom i cała reszta mogły godnie funkcjonować i jeszcze więcej.
Więc doskakuję tak od 25 października. Zaraz minie miesiąc, ale muszę. Muszę skończyć i zacząć kolejną akwarelę. Szkic, projekt kolejny realizować.
I życzę sobie cierpliwości, by nie zaniechać, choć ciężko czas na te malowanie wysupłać, nie poddać się zmęczeniu, nie rzucić tego, by się rozwijać sobie życzę.
Nie zrezygnować z pasji.
By kiedyś...
kiedyś...
Abym kiedyś mogła nazwać ją pracą.

Spacerkiem ze szkoły

Spacerkiem ze szkoły

Dobrze. Powiem TO.
Jakiś kompleks się do mnie przypałętał i trzyma się mocno od wielu lat. Przez okulary, które noszę, kompleks nosa mam. 
Dynda mi jak serdelek (przyrodzenie raczej hahaha... na poważnie ;)) na samym środku i przeszkadza mi w poczuciu bycia piękną. 
Wiem, głupie wyznanie. 
Podejrzewam, że to brak akceptacji własnej albo kwestia oprawek. Pierwszą opcję pominę milczeniem, zaś druga... w końcu natrafiłam na takie, w których po raz pierwszy pomyślałam, że ładnie :) Wiadomo, lepiej bez, ale jak już, to tylko te. 
Kilka zdjęć niżej (no dobrze kilkanaście, dzisiaj mnie poniosło:) wyjaśnię Wam, dlaczego te są takie wyjątkowe.
Poza tym... nie wiedziałam, że mam tyle zmarszczek!


To jest dobrobyt, mieć auto i pełen bak. Dobrobytem jest też rezygnować z jedzenia, kiedy lodówka pełna.
Co za wspaniałe czasy.
By nie marnować żywności, na zakupy jeżdżę, kiedy półki niemal puste, a tak korzystam z tego, co mam. Kombinuję. Aż wykorzystam wszystko, by już więcej nic się nie przeterminowało.
Przyznam się, że decydując się na pójście na nogach po córkę, nie myślę o tym, by zaoszczędzić paliwo, tylko w trosce o zdrowie, bo trochę ruchu to raczej nikomu nie zaszkodzi, rezygnuję z jazdy, kiedy mogę. Zwłaszcza, że ostatnio, jeżeli już nie muszę za dziećmi, czy dla dzieci biegać, załatwiając jakieś drobne sprawy, to najczęściej siedzę przy biurku, i maluję.
A tu jest oszczędność paliwa, czyli pieniędzy,  zyskuje za to zdrowie, środowisko, kosztem czasu - wiadomo.
Nie da się ukryć, że autem jest szybciej.
Nie wiem jak inne dzieci, ale moje potrafią czas wydłużyć maksymalnie. Decydując się na pójście po Martynkę na nogach (to ok 4 km tam i powrót) liczę się, że nie wrócę za 10 minut, co ma miejsce, kiedy jadę samochodem.
Dwie godziny to minimum.


Oczywiście, przez całą drogę to ja niosę plecak.
I tu muszę (bo nie wytrzymam) dodać, że ilość książek, jakie dzieci w IV klasie muszą dźwigać, jest po prostu zdumiewająca. Nie zważyłam plecaka, nie wiem dokładnie, ale jeżeli przez całą drogę do domu, czuję znaczący ciężar, to wniosek jest tylko jeden. A przecież wiadome jest, że dziecięce kręgosłupy są plastyczne.
I co z tego, że mają szafki, jeżeli i tak mają zadania domowe, codziennie. Nie licząc nieustannych kartkówek i sprawdzianów. Dźwiga dziewczyna na swoich plecach ciężary jak tragarz.
Już dwa razy musiałam przeszywać uchwyt plecaka.


Poniższe zdjęcie idealnie obrazuje moją Martynkę.


Przy zmianie oprawek, odkryłam możliwość dokupienia specjalnych nakładek na okulary. Podobno ta opcja dostępna jest od wielu lat. Tak jak ta, że można kupić już gotowe okulary z nakładkami. Dziwi mnie dlaczego sprzedawcy okularów, nie poinformowali mnie o tym, kiedy wybierałam kolejne okulary, głowiąc się nad kupnem kolejnej pary, tym razem przeciwsłonecznych korekcyjnych. A jest możliwość kupienia nakładki, którą nakłada się na nosek okularów, to jest tańsza opcja.
Mnie udało się natrafić na takie okulary, które już mają w zestawie przeciwsłoneczne nakładki. Założenie ich to 2 sekundy, z wyjęciem oprawek z etui. Są z przepięknym różowo niebieskim odblaskiem, a widoczność w porównaniu z dniem jest - nie do wiary -nieznaczna, co czyni je naprawdę wyjątkowymi.
Wreszcie! Będę mogła spokojnie jechać autem w słoneczny dzień. To naprawdę katorga. Tak samo jak oślepiające reflektory aut w nocy.
Muszę tylko pamiętać o tym, by nie zapominać o etui.



Copyright © 2014 sylwiitwory , Blogger