sobota, 14 stycznia 2017

Co za dzień...

Co chwycę w te ręce, to mi wylatuje, nie chce wejść gdzie trzeba, malowanie idzie jak po grudzie... ja nie wiem, co z tą weną, przychodzi kiedy jej się chce, a nie wtedy kiedy trzeba... Młody za uchem dopomina się tego, tamtego, tu się wylało, tu spadło, stłukło, tu siku i cała reszta, no po prostu udręka, jeszcze jak wróci Młoda ze szkoły to dopiero się zacznie... ten rwetes... Co za dzień! Okropny... gdyby za oknem jaśniej było, może byłoby lżej... a tu nic Nie wychodzi... taki dzień. A o taki dzień chodzi, co nic nie wychodzi, nic nie jest zrobione, bo się nie da, godziny mijają a tu nic, i do łóżka człowiek się kładzie z niczym w zasadzie, i ma poczucie, że do niczego wszystko, że te wszystko o tak, przez palce ucieka, jak woda.
Pomyślałam, że zrobię sobie herbatę, przynajmniej sobie wypiję coś ciepłego, bo zimno. Otwarłam witrynę, na wysokość oczu kubki, same najładniejsze. Nigdy tego nie robię, ale tak mi spasował kubek męża, że sobie go wypożyczyłam, z tym NIE... widziałam, jest wersja damska, muszę sobie taki sprawić... jak już wzięłam się za pożyczanie, to zagarnęłam zaparzaczkę córki, moja jakoś by nie pasowała, przynajmniej się rozweselę, wspólne zaparzaczki też mamy, każdy swoją też, jakby się kto pytał... i tak się potoczyło.
Przypomina mi się sytuacja z Młodą, kiedy nie chciała, nie umiała, nie potrafiła posprzątać w swoim pokoju, strasznie się męczyła, ja razem z nią, proszenie, tłumaczenie nic nie dawało, co jej opróżniłam półki, to do nich wracało wszystko to samo, rozbabrane, nie posegregowane, takie śmietnisko, jak by nie umiała posprzątać raz a porządnie. Dziewczyna jak nic motywacji potrzebowała, więc postanowiłam Jej dostarczyć taką. Powiedziałam, że ma 10 minut na posprzątanie tego bajzlu, a potem jak nie zobaczę efektu w postaci równo ułożonych rzeczy, wyrzucę jakiegoś Pet shopa do kosza!... 10 minut!
I słuchajcie, 10 minut wystarczyło... szok... normalnie. Niby nic Jej w tym porządkowaniu nie wychodziło, w zasadzie godziny (!) mijały na "sprzątaniu"... a tu taka niespodzianka.. trochę motywacji, i jak czysto. I się dało. Posprzątać. W 10 minut.
... Ściągając zaparzaczkę Młodej z relingu, rozmyślałam sobie o motywacji. Bo ile spraw więcej by się do przodu potoczyło, gdyby ktoś tak mnie też motywował, do przodu pchał, kiedy dzień jest na Nie. Bo samej to ciężko na to wpaść, kiedy ów dzień w rękach się rozsypuje....
... Kto by pomyślał, że zwykła herbata może być taka pchająca do przodu? Po niej, to jak lawina potoczyły się losy dzisiejszego dnia. Do herbaty czajniczek, bo jak Młoda przyjdzie z tej szkoły, pewnie by chciała coś ciepłego się napić, więc zrobię więcej, i podgrzewacz koniecznie, by jednak herbata ciepła była. Swoją drogą, super sprawa te podgrzewacze na świeczki, one naprawdę trzymają temperaturę! Jeden tealight  trzyma czajniczek w umiarkowanym cieple do 2 godzin, naprawdę to sporo czasu... słodyczy w domu nie było. I całe szczęście, bo gdyby były, to zapewne o herbatce bym nie pomyślała, więc o lawinie mowy by nie było, a ta lawina to mi dzień uratowała, jak nic. Mam udawane babeczki, takie idealne do zaparzaczki, więc sobie wkomponowałam w układ, i jak zobaczyłam co przede mną leżało, to za aparat chwyciłam... i się zaczęła... lawina...
Porobiłam zdjęcia, nieplanowany post będzie, też całkiem niespodziewanie, naszła mnie myśl, by posprzątać, bo brudno się porobiło.
Już tak mam, że latając ze ścierką po pokojach, wchodzę wówczas w rozmyślaniach w głąb siebie, myśli mnie nachodzą, dzisiejszego dnia, takie:
... że narzekać można, ale potem koniecznie do roboty się wziąć, by jakiś morał z tego był
... że jutro mogę nie zdążyć posprzątać, jutro może już nie być, a głupio byłoby brud po sobie taki pozostawić
... że jak już posprzątam, i będę miała czysto, to sobie usiądę i książkę wezmę, i poczytam... O! Herbatę też sobie zrobię, do tego czytania - i już mam wizję,a w niej ten słodki obrazek.
I tak sobie rozmawiam w tych myślach ze sobą. Gdy już posprzątałam, naleśniki dzieciom zrobiłam, po nich niespodziewanie pomysł spadł, że na spacer. A na spacerze istne szaleństwo, wszystkie rowy odwiedziliśmy, długo nas nie było, zziębnięci i mokrzy do domu bo obiad zrobić trzeba. A obiad w tym dniu dwu daniowy. Jak nigdy. Potem zadanie domowe, jakieś zabawy, czytanie - każdy sobie, kolacja, kąpiel, czytanie do poduszki -  to My, dzieciom.
Jest godzina 23.14, patrzę na zegarek w komputerze, dzieci śpią, kończę pisać post. A może jednak skończę jutro i od razu opublikuję, bo dziś już nie dam rady, chcę jeszcze książkę poczytać... o herbacie nie mogę zapomnieć... herbatka musi być. Czytam kilka kartek i odpływam ze zmęczenia.... Coś cudownego! Taki piękny dziś dzień był, czuję, że go nie zmarnowałam... a tak blisko było.











poniedziałek, 9 stycznia 2017

Smalcówki

Ten wałek z wielką werwą opadał na tę stolnicę, unosząc wysoko mączny pył. Ile to trzeba było mieć siły! By ten kawałek drewna tak unosić, i turlać nim po cieście, raz po raz, raz po raz... mocno przyciskać, moooocno, a potem unosić jedną ręką, drugą dłonią ciasto przewrócić i oprószyć mąką, równomiernie roznieść biały proszek, pozwolić by wałek znów opadł na ciasto, mocno przycisnąć do masy i turlać po niej, raz po raz, i jeszcze raz... Tysiące ruchów wykonanych, czas na ten moment wydłuża się jak guma, ten czas na dociskanie wałka do ciasta...  jest czas na unoszenie, przewracanie, jest też czas na odgłos plasku jaki robi opadające ciasto, ten czas,  zatrzymany na moment unoszącej i opadającej mąki, to jest czas na tworzenie się magii. Jest czas na zapisywanie tej magii w oczach dziecka, który to wszystko widzi, który to wszystko notuje, zapisuje w tej swojej małej wielkiej główce. Kolaż z zapisanych magicznych momentów. Bo jeżeli po 30 stu latach charakterystyczny stukot opadającego wałka, opadającej mąki obudzi wspomnienia, Te wspomnienia, to Ten moment musiał być magiczny, że się tak trwale zapisał.
.... Mam takie marzenie, by tych magicznych momentów, w głowach moich dzieci zapisać jak najwięcej... bo te wspomnienia pełne magii nie tworzą się z momentów, kiedy dziecku mówi się "nie ruszaj tego!", "zostaw, bo się wysypie", "lepiej nie rób - bo to trzeba mieć siłę, by ten wałek tak mocno..", "nie - mama to zrobi (lepiej)"... Ten magiczny czas, zatrzymuje się właśnie w chwili, kiedy te małe rączki chwytają wałek, kiedy mogą turlać po cieście, przejęte swoim zadaniem, moment, kiedy łapki poczują miękkość tego ciasta, zamknięty w kadrze uśmiech mamy, radosna odpowiedź,  oglądane z wypiekami na twarzy rośniecie ciasteczek... w ciepłym piekarniku.... wypiek inaczej smakuje, jak małe rączki same te ciasto wyturlały.
I jak taki dorosły, pod tym kątem zabierze się za pieczenie z dziećmi, to łatwiej zniesie rozciapane żółtko w białku, kiedy nam w tym wypieku o bezę chodziło... słoik z dżemem, otwarty był jak sunął się ze stołu, wszystko tym dżemem obryzgane, i te podziurawione opakowanie z mąką, co się jego zawartość wysypała na podłogę, na szafki, na odkryte półki, no wszędzie ta mąka. Mniej ten bałagan boli, kiedy nastawienie inne... I ten czas zwykły dorosły, poświęcony czas, łatwiej pogodzić z tym, że upieczenie ciasteczek z planowanych 0,5 godziny przekształci w 2 godzinne oblężenie... Będąc rodzicem w jakimś momencie stajemy się odźwiernymi do magicznych chwil, to my otwieramy bramy, by nasze dziecko mogło przejść, zajrzeć bez przeszkód przez nie, nasycić oczy, to w naszych rękach jest by tego czasu magicznego było jak najwięcej... to wszystko dla dzieci. Bo w innych przypadkach, jaki jest sens bycia rodzicem?
Teraz pytanie: o ile więcej z tego robienia smalcówek dzieci zapamiętają, kiedy będą tylko przyglądać się wałkowaniu mamy, a ile zapamiętają, kiedy w tej robocie będą też uczestniczyć?
Tynka i Przemek poprosili mnie byśmy pieczenie smalcówek powtórzyli... ale jeszcze nie wiem... najpierw muszę dojść do siebie.... żartuję, smalcówek w tym sezonie już nie powtórzymy, robimy je raz w roku, w okresie świątecznym, ale jutro... będziemy razem gotować zupę, taką zwykłą, niezwykłą jednocześnie, bo to będzie zupa z Czasem magicznym...






sobota, 24 grudnia 2016

Bombki

Ja tak króciutko bez zbędnych słów, zanim pochłonie mnie odkurzacz i kuchnia, składam  Wam serdeczne życzenia z okazji świąt Bożego Narodzenia. Spędźcie je w zdrowiu i atmosferze dla Was najmilszej.
Błogosławieństwa Bożego Wam życzę
;)