wtorek, 28 lutego 2012

O kucharce, która chce sama i serniku z bakalimi


Wszystko a dokładniej - prawie wszystko, co twórcze wykonuję z Martynką. Nie ma szans by było inaczej. Pogodziłam się z tym dopiero dosyć niedawno i od razu odczułam zmianę :) Na lepsze oczywiście. Wcześniej od rana do wieczora od poniedziałku do niedzieli bez nawet chwili odpoczynku (aż ciężko w to teraz uwierzyć ) z Tym kochanym ognistym temperamentem przez prawie 2 lata to było ciągłe popadanie z jednej frustracji w następną. Pozostałością po tym okresie jest nadal świadomość, że chyba już nigdy się nie wyśpię :-) Dosyć późno olśniło mnie, że mogę inaczej. Wczoraj upiekłyśmy ciasto. Nawet się nie denerwowałam, jak trzeba było delikatnie masę serową wymieszać z ubitą pianą z białek a mieszała oczywiście Martynka, która Chcę sama! Podzieliłyśmy się nawet obowiązkami. Martyna mieszała czekoladową masę serową ja walniliową. Też Ona kontrolowała rośnięcie ciasta w piekarniku, i co kilka sekund powiadamiała mnie o postępach... przez prawie godzinę. Naprawdę. Martyna może przez kilkadziesiąt minut, co kilka sekund powiadamiać mnie o czymś. Tak jak z pytaniami: Mamo, mamo, mamo patrz! Więc patrzę.... A co to jest? I tu jest miejsce na odpowiedź. I tak co chwilę. Nie wiem kiedy to się skończy :-) Okropnie męcząca najczęściej to seria pytań, która zadawana jest w najmniej odpowiednim momencie ale ZAWSZE staram się na nie odpowiedzieć. Jak nie znam odpowiedzi razem szukamy wyjaśnienia. Sama chce się ubierać więc ubiera się sama, sama chce posmarować chleb więc sama smaruje, sama chce zostać w swoim pokoju... nie zostaje, wtedy wiem, że planuje coś dzikiego :) Wszystkie najprostsze czynności, które z założenia powinny trwać kilka minut trawają, trwają i trwają :) Szanuję Jej zdanie i prawo do "Ja chcę sama" więc nawet pozwalam Jej samej posprzątać pokój i wszystko inne ale tego akurat sama nie chce robić :)
Nie żałuję, że poświęcam Jej tyle uwagi. Kocham Ją i tyle :-)
No więc z moją Małą kucharką upiekłyśmy ciasto. Może nie takie jak planowałam ale czy to ważne?
Kończę ten przydługi post, Musicie mi wybaczyć to było całkowicie spontaniczne :) 








1 komentarz:

  1. Dokładnie jak piszesz. Jak człowiek przestawi myślenie i przewartościuje pewne rzeczy to okaże się, że dziecko najszczęśliwsze na świecie, a kuchnia nie muzeum-nie musi błyszczeć jak ze stron katalogowych :) przynajmniej wiadomo, że ktoś coś w niej robi. A nie ma "lepszego" domu jak tego pachnącego domowym ciastem :)

    OdpowiedzUsuń