wtorek, 13 października 2015

Dla Pani

W Polsce, obchodzony jest Dzień Edukacji Narodowej , popularnie nazwany Dniem Nauczyciela, który jest dniem wolnym od zajęć lekcyjnych. W szkole Martyny dzieci nie przychodzą na lekcje, ale dla tych uczniów, którym rodzice nie są wstanie zapewnić opieki na ten dzień, zorganizowane są zajęcia na świetlicy. Mówię o dniu 14 października, i przypada on na tę środę. Jest to, podejrzewam, jeden z najbardziej wyczekiwanych dni w roku. Mało kto pamięta o tym, że 14 października powstała Komisja Edukacji Narodowej (była ona wtedy pierwszym ministerstwem oświaty publicznej w Polsce), która powstała z inicjatywy Stanisława Augusta Poniatowskiego, króla polskiego, a było to 14 października w 1773 roku.
Pamiętam jakie ogromne wrażenie, na mnie jako dziecku, wywierał Dzień Nauczyciela. Wszyscy mieliśmy białe bluzeczki, granatowe spódniczki czy też spodenki, rajstopki, pantofelki. Pod kołnierzykiem bluzki, mama zawiązywała mi kokardkę z czarnej atlasowej tasiemki, a głowę zdobił koszyczek z uplecionych włosów. To był dzień, w którym zbieraliśmy się na apelu w szkole z wypiekami na twarzy, bo przyszliśmy wręczyć goździk pani Renatce, naszej wychowawczyni, innym nauczycielom oczywiście też, dla każdego po jednym goździku, kto miał większą fantazję (albo zasobny portfel), to bukiety dla każdego nauczyciela. To był dzień występów, przedstawień. To było naprawdę wielkie święto, tak to przynajmniej ja odczuwałam, myślę, że moje koleżanki i koledzy z klasy też... tylko, że to były trochę inne czasy. Chodziłam do wiejskiej szkoły podstawowej, większość dzieci zanim poszły na lekcje, wydoiło krowy czy też lżej, nakarmiło kury, zrobiło coś pożytecznego w gospodarstwie. Z perspektywy wielu lat, wydaje mi się, że  nauczyciele byli w centrum, my byliśmy ich dopełnieniem, nawet jak byliśmy starsi, kończyliśmy 8 klasę, najważniejszy był nauczyciel, i to głównie z nim się żegnaliśmy. Nie było mowy o pyskowaniu do nauczyciela, kiedyś odważył się na to Sławek, w 7 klasie to było, ale na drugi dzień miał tak spuchnięte siedzenie, że przez tydzień taborecik wydawał się dla niego za twardy. Choć jak teraz słyszę z opowiadań, jak dzieci odzywają się do nauczycieli, to te pyskowanie Sławka to tak blado wypada.... Każdy z nas bał się uwagi w zeszycie, gorzej jak nauczycielka była sąsiadką, ale i tak wiadomo, że wszyscy się znali, więc jak nie w tygodniu, to po mszy w niedzielę, wszystko było jasne, co np. taka mała Sylwia wymodziła.... znowu :)
Zawsze się dziwiłam temu, że zanim przyszłam do domu, mama wiedziała o wszystkim. A miała o czym wiedzieć, bo ja byłam raczej niesfornym dzieckiem, które bardziej od dziewczynek wolało towarzystwo chłopców. Tu Agatkę za warkocz pociągnęłam, zjadłam cukierki Zosi, pokazałam język Krysi, ale i chłopcom też się ode mnie dostawało. To ja przewodziłam grupie, która ogołociła jabłoń, w sadzie sąsiadującym ze szkołą. Stałam na wszystkich przerwach w kącie... ale w życiu tak pysznych jabłek nie jadłam.
Jestem ciekawa czy uczniowie nadal jak nauczyciel wchodzi do klasy, to przerywają rozmowy, wstają i w ciszy czekają aż usiądzie? Wtedy odpowiadają "Dzień-do-bry!" i grzecznie zajmują swoje miejsca? A tam pod tą tablicą, długi wskaźnik.... jakby co... teraz to jest już przemoc,  i do nauki trzeba było się wziąć, bo potem cała wieś huczała, teraz jest ochrona danych osobowych...
Mogłabym wyliczać tak i wyliczać, wymieniać plusy i minusy, ale jedno jest dla mnie pewne, szkołę za moich czasów a tą teraźniejszą, dzielą lata świetlne, gdzieś po drodze gubiąc wartości, które były, i nadal są mi bliskie....
Myślę, że nie pozwoliłabym aby ze strony nauczyciela spotkało moje dzieci krzywdzące zachowanie, ale jednocześnie ważniejsze od tego, czy zjadło wszystko na obiadek w szkolnej stołówce, jest to, czy rzetelnie wykonywało polecenia, nie przeszkadzało podczas lekcji, odnosiło się z należytym szacunkiem do szkolnego personelu i rówieśników....
Jutro jest Dzień Nauczyciela, a wszystkim wiadomo, że dzień święty się święci :)
Za ten trud nauczania, który w tych czasach nabrał zupełnie innego znaczenia.








15 komentarzy:

  1. Piękne ,wzruszające wspomnienia :) Szkoda, że tak już nie jest. .Dziękuję za nie:) Iza

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne , jak medale chociaż w innym kształcie :-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne i bardzo ładne! Miło dostać taką zawieszkę z dobrym słowem.
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne wspomnienia i urocze zawieszki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja mama pracuje w świetlicy i dawniejsze święto nie jest dla niej już świętem...
    Cudowny upominek, ucieszyłabym się a również idę poniekąd w ślady mamy, tylko w mniejszym zakresie, bo uczę religii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba rozumiem, ja przez 7 lat pracowałam na świetlicy, tylko, że moje świetlice działały przy MOPS- ie, nie przy szkole, w związku z czym, święta nauczyciela po prostu mnie nie dotyczyło. A szkoda, bo pracownik świetlicy jest od wszystkiego, przynajmniej ja byłam.
      Kiedyś chciałam uczyć religii, plastyki i historii (tylko polski:), a to, że piszesz, że "w mniejszym zakresie", świadczy o Twojej skromności :) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Pięknie napisane, historie o Czymś czyta się zawsze z sentymentem. Dzisiaj to święto jest już chyba inne, niż było kiedyś, ale Twoje piękne prace świadczą o tym, że czasami jeszcze jest ważne :) Cudowne prace, świetne zdjęcia...

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam Emotikon smile
    Chciałam poinformować o zmianie adresu mojego bloga. Zachęcam do zmiany adresu dotychczas obserwowanego bloga z http://handmade-ania.blogspot.com na http://odtworczo.blogspot.com Emotikon smile Dzięki temu moje nowe posty będą się nadal wyświetlać w obserwowanych Emotikon smile
    Pozdrawiam!
    Ania - Odtwórczo

    OdpowiedzUsuń
  8. zawieszki są urocze, pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepiękne, oryginalne pamiątki!
    Co do szkoły - fakt, w dzisiejszych czasach bardzo wiele się zmieniło, dzisiaj uczniowie pyskują jak najęci nauczycielom, a nauczyciele nic nie mogą zrobić, bo zaraz afery są...
    Jeszcze kilka lat temu startowałam na studia pedagogiczne, ale już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że dobrze się stało, że poszłam na inny kierunek - bo bycie nauczycielem wcale nie jest łatwe i kosztuje mnóstwo nerwów, mimo zamiłowania do pracy z dziećmi...

    OdpowiedzUsuń
  10. Gdybyś zobaczyła obecną szkołę i obecne zasady wychowanków- nie dałabyś wiary!!!
    Uczę w szkole ponad 30 lat, nigdy nie narzekam, ale obecne rozpasanie obyczajów prowadzi do...
    Cieplutko pozdrawiam niesforna Dziewczynko:-) też biłam niegrzecznych chłopców:-)

    OdpowiedzUsuń
  11. piękne! Za moich czasów jeszcze były apele i przedstawienia, na początku dla dzieci pobyt w szkole to było coś! Ale później... niestety wszystko się pozmieniało, 14 był wolny, skończyły się przedstawienia ech... Szkoda. Miło je wspominam ;)

    OdpowiedzUsuń