wtorek, 23 czerwca 2015

Przedszkole

W tym całym pędzie, tym moim życiowym, myśli przelatują jak szalone, a w nich pojawiają się te, które dotyczą edukacji mojej córy; jakiś plecak trzeba jej sprawić do szkoły, piórnik, zeszyty, książki, kredki... co tam jeszcze trzeba? Co ja potrzebowałam, kiedy do szkoły chodziłam? Ale to pewnie na zebraniu się dowiem... chyba. Zamykam oczy aby się uspokoić, bo poza sprawami szkolnymi, to mam tysiące innych myśli (jak każda z nas podejrzewam :) i wtedy dochodzi do mnie, całkiem przypadkowo,  że moja Martyna, ta malutka, co to chodzić niedawno nie umiała, mama ledwo wydukała, co sukieneczki w rozm. 86 jej kupowałam i spineczki z kwiatuszkiem, że ta moja Martyna bezpowrotnie skończyła edukację przedszkolną, że Ona idzie do Szkoły. Do Szkoły! Jak to mogło tak szybko przelecieć? Niewiarygodne, coś mi uciekło chyba....
Jak mogły tak szybko upłynąć te lata? Jak tak będzie to wyglądało, to za chwilę będę zaskoczona, że ona... na studia idzie! Na przykład.
Niech będzie, muszę się jakoś dostosować do okoliczności. Jutro ma zakończenie roku, całe dwa miesiące będę ją miała na wyłączność :) Bardzo się z tego cieszę, powoli robię rozpiskę zabaw, zadań i innych przyjemności jakie nas czekają. Czekam tylko na lepszą pogodę, bo jakoś nie wygląda aby to było lato. Swoją drogą właśnie dziś uświadomiono mnie, że jest najcieplejsza pora roku. Taka ze słońcem, ciepłem, sukieneczkami na ramiączkach, taplaniem się w wodzie, jazdą na rowerze... całkiem mi to wyleciało, kiedy za oknem jest ponuro, zimno i pada deszcz.
Zbaczam z tematu, bo dziś zaczęłam pisać o przedszkolu, o jego zakończeniu gdyż stworzyłam cośśśś na ten temat :) Kartkę dla pani wychowawczyni Martyny.Trochę się przy niej nadziubałam, ale Wy wiecie, że ja to lubię :) Zadeklarowałam się, że wykonam kartkę, taką ogólną od rodziców z podziękowaniami dla Pani. Mój wybór padł na exploding box, nie będę opisywała, co ja w niej nacudowałam, niech przemówią zdjęcia.





Korzystając ze sposobności, pudełeczko zgłaszam do  Crafty Moly Wyzwanie 33 Koniec nauki




Przede mną tworzenie (w końcu) girlandy do baldachimu Martyny, więc kolejny post o niej będzie właśnie. Pozdrawiam! :)



niedziela, 21 czerwca 2015

Sylwiór klamkowy

Ostatnio naszła mnie myśl, aby odwiedzić wszystkich moich obserwatorów, ale po kolei, od samego początku , od pierwszej osoby, która postanowiła mnie obserwować, albo wybierałam przypadkowe, starsze posty i odwiedzałam osoby, które mnie odwiedziły i skomentowały, najczęściej było to na zasadzie: ... oooo, pamiętam Ją! Ale dawno jej u mnie nie było, ciekawe co u niej słychać? :) no i wchodzę... a tu: ciszaaaaa..... ostatni post, dwa, trzy, cztery lata temu.... albo wejście na blog zablokowane, tylko dla zaproszonych gości czy też blog w ogóle nie istnieje... i tak Wiecie? Strasznie smutno mi się zrobiło... czy kiedyś, ktoś zobaczy mój komentarz, wejdzie na mój blog i spotka ciszę? Ostatni post napisany przeze mnie dwa, trzy, cztery lata temu? Zrobiło mi się smutno, bo ja bardzo cenię kontakt z Wami, ale co ja mogę wiedzieć, co może się wydarzyć... Pamiętam ten szał parę lat temu, te emocje, ten zapał, wiadomo, to wszystko było dla mnie nowe, aż kręciło mi się w głowie od ilości blogów (naprawdę nie miałam pojęcia, że w ogóle istnieje blogowy światek) i od inspiracji, bo każda coś pięknego tworzyła, a ja wszystko chciałam spróbować. Odwiedzałyśmy się codziennie, dopingowałyśmy wzajemnie, no po prostu żyłyśmy blogiem. Ja żyłam. Rozumiem, że świat blogowy dla większości z nas nie jest już nowością i wolę myśleć, że te Panie, które zrezygnowały z tej części świata, teraz spędzają wolne chwile w ogrodzie, na spacerze, w pracy, na zakupach,w spa, u fryzjera, na siłowni, na rowerze, no wszędzie indziej i z kim innym, z najbliższymi niż tu. Wolę myśleć o takiej wersji, bo ta druga jest smutniejsza, a nie chcę jej do siebie dopuszczać.
Wszystko się zmienia, my też się zmieniamy, nasze potrzeby, upodobania się zmieniają. Jednym wystarcza blogownie, i mogą to robić latami, inni potrzebują czegoś więcej i zmian. I nie chcą już bloga. I są jeszcze inni...
Widzę po sobie, jak tak przeglądam swój blog... jaka ja byłam nieśmiała, trochę wystraszona, niepewna,  naiwna (aby nie napisać inaczej) czasem jak patrzę na moje starsze prace, to wolę zapuścić kurtynę milczenia. Ale niech te moje wypociny na tym blogu będą (jaka ja byłam wtedy z nich dumna! ), to przecież pięknie pokazuje drogę, jaką przeszłam i jaką idę teraz właśnie. Nie zamykam tego bloga, bo przecież nadal tworzę, nie  tworzę dla innych, nie znanych, ale dla najbliższych, dla siebie. Mam więcej czasu aby usiąść i teraz do Was pisać (jak pracowałam tworząc, mogłam pokazać jedynie zdjęcie pracy, bo na nic innego czasu już nie starczyło)... i mój blog, widzę, że się zmienia, ewoluuje jak ja. Stworzyłam dla Przemka stwora na klamkę, do przytulania, bez pośpiechu i teraz piszę, bo czuję potrzebę dzielenia się z Wami tym, co tworzę. Może inne Panie nie czują już takiej potrzeby i dlatego zrezygnowały?
Nazwałam go klamkowiec, mąż dodał sylwiór (a niech go!) no i dostała mu się nazwa sylwiór klamkowiec. Jest długi ma 57 cm i wisi na klamce w pokoju synka. Zainspirowała mnie jętka z książki "W pogoni za życiem" P. Wechterowicza (swoją drogą polecam, mądra książeczka, a ilustracje p. Dziubak przepiękne), nóżki króciutkie jak u mojego Przemka :) Z jednej strony bez ozdób, z drugiej naszyłam kółka inspirując się łuskami smoka, wyszło jak wyszło. Pokazuję zatem. Ach i jeszcze jedno, zapomniałabym w tym moim gadaniu, mój blog jest twórczym blogiem, a wyzwania lubię bardzo, jest okazja więc sylwióra zgłaszam do Diabelskiego młyna