wtorek, 15 grudnia 2015

Bombeczki

Tak się ostatnio wzięłam za malowanie, to skończyć nie mogłam, choć ilość bombek była ograniczona, te 15 jakie miałam w posiadaniu ostatecznie się skończyły, to tym pędzlem jeszcze tęsknie machałam w powietrzu, tak mi się to malowanie spodobało. Na szczęście w łapki trafiło mi się coś drewnianego, nie spieszę się, bo to chyba dla mnie będzie... :)










sobota, 12 grudnia 2015

Kolorowe bombki



Naprawdę, malowanie bombek przychodzi mi bardzo łatwo, ale tak bardzo jestem świadoma ich niedoskonałości, mojego braku umiejętności plastycznych, tych lepszych umiejętności, że tak się wyrażę, tych umiejętności, co już zdobywają studenci na wyższych artystycznych kierunkach... no więc jestem tego tak świadoma, że aż boli. Więc sobie maluję i zapominając o bólu, świetnie się bawię :)
O pójściu na kolejne studia, na kolejne kursy i szkolenia, mogę sobie zapomnieć... być może jak dzieci będą zdecydowanie starsze, i będę mieć odpowiednie fundusze ... choć jak nie trzeba mieć dokumentu uprawniającego, to czasami warto samej się uczyć, cierpliwie próbować, doskonalić się, jak to ma trwać lata, niech trwa. Błogosławieństwo męża już mam, podobno przy malowaniu mniej bałaganię :)
A moje początki są właśnie takie...














piątek, 11 grudnia 2015

Bombki z koralikami


Maluję bombki, na razie dwie, kolejne się tworzą. Szkoda, że nie potrafię uchwycić tego jak się mienią od brokatu, na choince będą wyglądały ciekawie. Mam nadzieję. 
Podstawą bombek są kule styropianowe, które następnie pokryłam dość sporą warstwą podkładu wodnego, tworząc chropowate nierówności, efekt ten przy koniku jest bardziej widoczny. 
Dziś tak krótko, bo padam na twarz, a mam sporo rzeczy do zrobienia. Trzymajcie się! :)









środa, 9 grudnia 2015

Cztery świece

Już miałam napisać, że spóźniona jestem z świecami adwentowymi, ale się powstrzymałam, bo to nie jest tak do końca, bo tak naprawdę to ja zdążyłam właśnie! Co roku obiecywałam sobie (odkąd zamieszkaliśmy w nowym domu, to będzie 8 lat temu), że zapalą się u mnie świece, odliczające czas do Świąt... i tak naprawdę zdążyłam w tym roku dopiero, choć już od razu musiałam zapalić pierwsze dwie świece. I teraz zastanawiam się czy się wstydzić, czy nie? Lepiej późno niż wcale? Może tak lepiej...
Nagle po 2 tygodniach podniosłam wzrok znad farb (bo moi kochani, maaaaluję!) i olśniło mnie, że to będzie kolejny rok kiedy ja te świece na ten adwent "robię"...
Na szybko poświęciłam foremkę, dzieciarnie na spacer do lasu wywlokłam.. po mech. Można byłoby na skróty, ten mech między płytami chodnikowymi, ale las to las, prawda? Wyszukałam w czeluściach moich przydasi numerki (o tak, numerki nawet kupiłam, i świece w Ikea specjalnie, jakieś 4 lata temu), bombeczki, sznureczki.... i tak sobie myślę, że jak jest ktoś, kto jak ja... jak taka sierotka Marysia... to ja przepis dam na szybko.

Potrzebujemy
  • Foremkę
  • Wypełnienie/ styropian, gąbkę
  • Mech
  • Świece 4 sztuk
  • Numerki
  • Sznurki ozdobne/ zwykłe
  • Kawałek juty
  • Sztuczny śnieg



Moje olśnienie nastąpiło wieczorem, więc zdjęcia są mroczne. Zrobienie stroiku naprawdę nie zabiera dużo czasu. Przednią część foremki ozdobiłam jutą, przewiązaną sznurkiem, na który nanizałam bombkę z muchomorkami, umieściłam ją na środku, z prawej strony spryskałam śniegiem. W środku umieściłam gąbkę na nią świece i przykryłam mchem, ponownie popryskałam śniegiem, ale mech, z lewej strony foremki. Świece obwiązałam sznureczkiem, zawiesiłam tym samym numerki... to wszystko, a tyle zachodu z tym miałam...


I palą się dwie świece, do świąt zostało nam 15 dni