sobota, 30 stycznia 2016

Ufffff... zdążyłam!

Mamy jeszcze styczeń, więc nie jest głupio pokazać łyżwy; choć parę lat temu, to w ogóle takie myśli do głowy by nie przyszły, jeszcze parę lat temu... to była dopiero zima! I śnieg, i mróz, i szron, na drzewach, domach, polach, no wszędzie. Zamarznięte jeziora, stawy, że w cale nie strach było na nie wejść... A teraz? Teraz świeci słońce, i wiosna, wiosna.... w styczniu
Tak zaczęłam a powinnam od przeprosin, że blog zaniedbałam, że Was przez ten czas nie odwiedziłam... no przepraszam :)
Miałam wcześniej wstąpić Tu, napisać post podsumowujący rok 2015, i plany noworoczne miałam opisać, ale tak się złożyło, ze i na to za wiele czasu nie miałam. Dzieci chorowały mi 2,5 tygodnia, najpierw Martyna, kilka dni po niej Przemek, kiedy już się wszystko uspokoiło, kiedy zaświeciło słońce i uszczęśliwiona o spacerze zaczęłam myśleć, moja Martyna zachorowała na ospę... i tak sobie siedzimy....w zamknięciu, trochę się martwię, że Przemek się zarazi (bo na razie cisza jest), On jeszcze 2 lat nie ma, jak ja Mu wytłumaczę i upilnuję, że ma nie drapać?
Przez te wszystkie styczniowe dni, robiłam łyżwy, sezon mamy w końcu, i udało się skończyć, dlatego nie tracąc czasu dziś rano zrobiłam kilka ujęć, by się z Wami przywitać, pozostawiając coś, bo ja tak z pustymi rękoma nie lubię. Kolejne zdjęcia, jak będę miała chwilkę umieszczę dziś wieczorem.
Pozdrawiam :) 












4 komentarze:

  1. Świetnie to wyszło! Bardzo mi się podobają i aranżacja super :)
    Te mniejsze dzieci podobno łagodniej przechodzą ospę no i jeśli zachoruje, to nabierze odporności, nie martw się za bardzo. Życzę pozytywnej energii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Dobrze wiedzieć, nie słyszałam o tym, aby maluchy łagodniej przechodziły ospę. Ja wiem, że byłoby dobrze gdyby przez tę chorobę przeszedł, wczoraj rozmawiałam ze znajomą, która opowiadała, co się działo z jej mężem, który razem z córką zachorował, nieciekawie to wyglądało. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Łyżwy piękne.
    U mnie z ospą było tak, że najpierw Julka chorowała w przedszkolu, Kola przyniósł kilka lat później ze szkoły. Po jakimś czasie zachorował Pan Mąż na półpaśca a ja cały czas w stresie, bo na ospę jeszcze nie chorowałam. U dzieci ospa nie jest tak groźna jak u dorosłych. Trzymam kciuki za mało bąbelków i żeby nie swędziały.

    OdpowiedzUsuń
  3. o ja wredna.... nie wpadłam tu.... wybacz. Piękne łyżwy. Zdrówka życzę ;-)

    OdpowiedzUsuń