poniedziałek, 27 lutego 2017

Kolorowanki


Kolorowanek antystresowych jest całe mnóstwo. Parę lat temu nawet chciałam sobie kupić jakąś, ale jednak się powstrzymałam, chciałam wyjątkową, taką, która mnie totalnie zachwyci.... oczywiście nie znaczy to, że wcześniejsze były mniej wartościowe, przecież nie musi być tak, że każda adresowana jest do każdego...   i dopiero w tamtym roku dwie skradły moje serce, musiałam je mieć i koniec. I tak leżały i czekały na swój czas.
Pierwsza to "Zaginiony ocean". Rysunki są fantastyczne, taka uwielbiana przeze mnie drobnica precyzyjnie wykonana, cienkie linie, no po prostu są super te rysunki. Na każdej stronie inny szkic, na samym końcu kolorowanki 4 kartkowa harmonijka, taka morska panorama do pokolorowania. Są nawet elementy zabawy; należy odszukać przedmioty na ilustracji, które przyznaję są całkiem dobrze ukryte. 
Okładka książeczki ma złocone elementy, całość jest z pożółkłego papieru, wszystkie te akcenty bardzo mi odpowiadają, bo jednak lubię kartki sprawiające wrażenie starych (ach...!Książki!) i jak to kobietka, lubię też jak coś się błyszczy....
Druga kolorowanka to "Wyspy" zupełnie inny styl rysunków, ale też taka drobnica cudowna, i jest w niej coś, co dostrzegłam znacznie później, i co mi się bardzo odpowiada, mianowicie; każdy rysunek jest na osobnej kartce, kartki są wystarczająco grube - można malować farbami. bez obaw, że kartka zmoknie czy też rysunek będzie prześwitywał po drugiej stronie.
Przy okazji testuję kredki akwarelowe, które otrzymałam od Św. Mikołaja, Gelatos Faber Catell, dla mnie całkowita nowość, malować przy pomocy sztyftów.  I malować akwarelami, do tej pory malowałam wyłącznie farbami akrylowymi. Św. Mikołaj dobrze zrobił.
Więc sobie rysuję, a dzieci rzecz jasna ze mną.... i tak się przy okazji zastanawiam, czy tylko moim dzieciom wtedy towarzyszy huragan? Czy tylko moje tak się bawią zapamiętale, że rozdmuchują wszystko w okół siebie. Początek zawsze jest spokojny, wyważony, a z czasem przeradza się w szaleństwo. Podczas aktywności twórczej są całkowitą sprzecznością dziecka siedzącego prosto na krzesełku przy stoliku, spokojnie wykonującego ruchy pędzlem.... taki nierealny obrazek.

czwartek, 23 lutego 2017

RZECZ O POSTAWIE, UPOMINKACH I O LUDZKICH ODRUCHACH

Są tacy ludzie, których nie znam osobiście, a są zapisani w moich myślach i w moim sercu mają swoje miejsce. Są jak najbardziej realni, mimo że po drugiej stronie komputera, namacalni wręcz przez swoją życzliwość, zrozumienie, empatię, wartościową postawę... 
Są tacy ludzie....
Od kilku lat zakupy dokonuję wyłącznie przez internet, większość przez pewną największą platformę on -line w Polsce, w tym czasie doświadczyłam mnóstwo różnych sytuacji, na szczęście tych lepszych było więcej, ale zdarzały się kwiatki w postaci spraw konfliktowych, w tym - napiszę wprost - wiele chamstwa i buractwa, od mężczyzn i kobiet, choć z przykrością stwierdzam, że od kobiet więcej... przykrych relacji, po których zostawałam w poczuciu, że swoją osobą zupełnie nie pasuję, jakbym z innego świata była... jakbym była jedyna z tą swoją wrażliwością, jakbym jedyna żyła według wyższych wartości, starała się przynajmniej... ale to też po trosze jestem sama sobie winna, bo ja ciągle coś przeżywam, analizuję, głęboko wierzę, że człowiek jest po prostu uczciwy, a kiedy następuje wyjątek, to tak jakbym  doznawała wstrząsu, nad którym boleję jak małe dziecko. Takich nieprzyjemnych sytuacji doświadczam już bardzo mało, bo nauczyłam się na tym portalu starannie wybierać sprzedawcę, ogromne znaczenie ma dla mnie nie tylko ilość negatywnych komentarzy ale też sposób, w jaki sprzedawca na nie odpowiada.
Oprócz tego negatywnego wyjątku jest też taki wyjątek... świetlisty... z grzmotem, z rozbłyskiem, wyjątek rozświetlony, niebiański... 1 przypadek na 100... jest Ktoś, kto źle wysłał... przeprasza, wysyła nowe... Ktoś, kto do przesyłki sam od siebie dołączy drobny upominek... a wcale nie musi....i jeszcze jakieś miłe słowo na kartce doda, do środka.... Ktoś kto traci finansowo, bo drugi raz wysyła... bo za pierwszym razem, coś tam się z przesyłką stało, pękło, połamało rozlało... a wysyła nie obciążając Kupującego... i jeszcze przeprasza za zaistniałą sytuację... Ktoś kto czuje się zobowiązany, bo wysłał z opóźnieniem, i do środka prezent daje jako przeprosiny... a przecież Wie, że przepraszam zupełnie wystarczyło, ale temu Komuś nie... bo czuł się zobowiązany... 
 Takie postawy to trzeba na wyżyny wynosić, bo to widać, że człowiekowi zależy, że się stara, że chce dobrze, bo sam jest dobry. I, że nie może być inaczej.

A tam, po drugiej stronie naszego komputera przed klawiaturą siedzi nie robot, ale człowiek, który ma też rodzinę, zainteresowania, kredyt do spłacenia, za pół godziny musi się gdzieś pojawić, człowiek, który marzy, że wieczorem..., który ma lepsze i słabsze dni... 
Warto sobie uzmysłowić, że nie rozmawiamy z komputerem, tylko z Osobą za pośrednictwem komputera, więc te proszę, dziękuję, przepraszam musi być, to podstawa.
Jeżeli Ktoś po drugiej stronie w jakiś sposób nas rozczarował, to przecież nie milczymy, zwłaszcza  nie krzyczymy ale piszemy, próbujemy wyjaśnić, szukamy rozwiązania choć to przecież nie z naszej winy, a jak z naszej to tym bardziej, staramy się... Choćby po to by mieć uczucie, że się nie zawiodło samego siebie.
Jeżeli Ktoś po drugiej stronie wręczył nam drobny upominek, choćby nawet o wartości grosza to wykonujemy wysiłek i piszemy podziękowanie. 
O ten wysiłek się rozchodzi. Otwieramy paczkę, a tam w środku zamówiona zawartość i karteczka, na której napisane jest miłe słowo... więc wykonujemy pewne czynności, po to by odpisać, że się dziękuje. Niech ta relacja uprzejmości nastąpi. Kiedy przyciśnie się ten enter, to aż przyjemnie na sercu, że dobre słowo w świat poszło. Do drugiego człowieka.
Bardzo pomocna jest w tym wszystkim wizualizacja, ja sama nie chciałabym aby ktoś pisał do mnie z samymi wykrzyknikami, chciałabym wiedzieć czy ten drobny upominek dotarł, chciałabym mieć szansę przeprosić i w jakiś sposób naprawić swój błąd. Chciałabym widzieć uśmiech na twarzy drugiego człowieka, bo to jest nadzwyczajnie przyjemne.

Cudowny, wspaniały ręcznie wydłubany kubek drewniany od Graciarni rękodzieło
Same przyjemności kosmetyczne, o takim zapachu, że hej! przetestowane, polecam 4szpaki


niedziela, 12 lutego 2017

Krem na słodko

Mam dla Was fajną propozycję na smarowidło do chleba czy na podjadanie łyżeczką, na krem do tortów czy innych wypieków lub wszędzie indziej gdzie można dodać krem np. wafle przekładane...
Moja propozycja jest bez dodatku cukru białego, ulepszaczy, polepszaczy i innych cudaków.
...Od ponad 3 lat nie kupuję oryginalnej nutelli i proszę też innych by nie dawali nam jej w prezencie. Proszę też by nie dawali moim dzieciom słodyczy. 
Staram się odżywiać siebie i swoją rodzinę świadomie i wybrałam, że to będzie zdrowe odżywianie, na ile potrafię, na ile mam możliwość.
Na początku była to trochę droga przez mękę, która najzwyczajniej wzięła się stąd, że musiałam zrobić całkowity przewrót bo w takim koszmarze żywieniowym tkwiłam. Uczyć się wszystkiego od podstaw i ćwiczyć swą wolę, by przy tym trwać. Oczywiście były wzloty i upadki. 
Teraz po latach jest mi łatwiej, choć nadal się uczę. Z tą różnicą, że robię to nie z przerażeniem, czy zniechęceniem ale z radosną ciekawością. Nie zaprzątają mnie myśli typu: matko jedyna ale o co chodzi?! Co to są węglowodany...? co zaliczamy do białek...? I nie spędzam w markecie więcej czasu niż trzeba. Bowiem na początku dużo czasu poświęcałam czytaniu etykiet każdego produktu, który lądował do koszyka.
Kiedyś powstanie o tym osobny post.
A już teraz zachęcam Was do czytania etykiet. Jeżeli nie znamy składu, którego właśnie czytamy, zapamiętujmy i szukajmy wyjaśnień choćby w internecie. Naprawdę, jak już zaczniemy rozumieć, co jest na etykiecie napisane, może nas przerazić to, co sobie i innym pozwalamy wkładać do buzi. Zwłaszcza dzieciom!
Mam dla Was test, który dla mnie parę lat temu był jak kubeł zimnej wody i to taki Wiecie, skuteczny. Nie, że po jakimś czasie zapominałam i oczywiście wracałam do starych nawyków... nie, to mnie otrzeźwiło totalnie.
Bo moim problemem było to, że po zjedzeniu całej tabliczki czekolady rozglądałam się za kolejną słodyczą... po wchłonięciu 4 batonów snickers nie mdliło mnie... miałam ochotę na więcej. 
Wybierzcie sobie dowolny batonik/ciastka ze sklepu, przeczytajcie ile w składzie jest cukru... i zmierzcie cukier (biały) na wadze. Ja kiedyś tak zrobiłam z paczką ciastek i to nie zwykłych, ale takich niby fit reklamowanych, ze zdrowe, bezglutenowe... coś za coś, bez glutenu za to z taką ilością cukru, ze ho ho ho. A wracając do mojego testu:... jak zobaczyłam ileeeee cukru za jednym zamachem potrafię wcisnąć, to... to był Ten moment, w którym zaczęło do mnie coś docierać... jedna paczka ciastek dla mnie to było Nic. I taka dość spora górka cukru w moim organizmie i to za jednym zamachem.... bardzo mnie to wstrząsnęło. 
Teraz jak czytam ile jest w składzie cukru, to sobie w wyobraźni odmierzam na wadze...
I tu nie chodzi o to by być specjalistą, znawcą z papierkiem, ale o to by wiedzieć w miarę możliwości co się kupuje, nie wkładać bezmyślnie do koszyka produkt, przeczytać skład. O ten skład się rozchodzi i wiedzę podstawową by ten skład zrozumieć. I chęci. Z szacunku do własnej osoby, tych których mamy pod opieką, i środowiska, które nas otacza.
Więc unikam cukru prostego, jak tylko mogę.
Krem, który chcę Wam zaproponować to taka alternatywa do oryginalnej nutelli i jak już o niej mowa, to jeszcze jedno chcę w tym poście napisać. 
Czytając skład szukam informacji czy w danym produkcie występuje olej utwardzony (palmowy - źródło tłuszczy trans), ten przemysłowy, przetworzony, którego unikam jeszcze bardziej niż cukier. Przemysłowy olej jest po obróbce, która przedłuża jego trwałość, ale jednocześnie pozbawia go wszystkich wartościowych składników. 
Przemysłowe  tłuszcze trans są najbardziej szkodliwym typem kwasów tłuszczowych, są niemal wszędzie! W margarynach, to one powodują że są twarde... najgroźniejsze są produkty, w których w skład wchodzi tłuszcz piekarniczy, cukierniczy bo tłuszczów trans jest tam naprawdę sporo!Wiecie... ciasta, ciasteczka, bułeczki, pączki, pączusie, faworki, oponki.... frytki, frytunie...
Tłuszczy trans (olej palmowy) jest sporo w nutelli - tego smarowidła adresowanego dla dzieci.
... a wracając do oleju palmowego, są dwa;
1) pozyskiwany z pestek - szkodliwy, rafinowany tłuszcz, który jest dodawany niemal wszędzie (nie omijając sklepowej nutelli)
2) szlachetny olej palmowy pozyskiwany z miąższu, nierafinowany ma on intensywny pomarańczowy kolor i posiada wiele właściwości korzystnie wpływających na nasz organizm.
... przy czym warto też wspomnieć o sprawie bardzo ale to bardzo ważnej, której część z nas jest nieświadoma ... że przez właśnie olej palmowy, wycinane są lasy i ginie mnóstwo gatunków zwierząt. 
No dobrze, bo ja znowu się rozpisałam, a i tak mam poczucie, że nawet w połowie nie wyczerpałam tematu.
Dziś będzie tak lekko, alternatywa do nutelli

Krem na słodko

  1. Banany
  2. Awokado
  3. Kilka świeżych daktyli
  4. Karob (1,2 3... łyżeczki, ilość dowolna)

Miksujemy i już jest

W mojej kuchni do słodzenia używam m.in. daktyle świeże











czwartek, 9 lutego 2017

Przy herbacie

W okresie jesienno zimowym, kiedy to za oknem szybko nadchodzi mrok, w domu zapalamy światła, świece, latarenki, lampioniki, dzieci garną się do pokoju, w którym w danym momencie jestem, nie lubią być same. Staram się ten czas dobrze wykorzystać. Gramy w gry, czytamy książki, pichcimy w kuchni, chodzimy na spacery a po nich pijemy herbatę, zresztą nawet jak nie chodzimy to ją pijemy... najczęściej zieloną, choć zdarza się owocowa.
Uwielbiam herbatę zieloną z dodatkami, dodaję co mam, w chłodniejsze dni jest to najczęściej anyż, laska cynamonu, imbir, letnie maliny zamrożone na właśnie takie zimowe pokusy, plasterki pomarańczy, cytryny. Lubię jak coś w kubku pływa, a nie jest to drobnica. Fusów nie znoszę mieć w herbacie, dlatego też uwielbiam kolejną rzecz; zaparzaczki...

Taka ciekawostka:
Cynamon

Stosunkowo niedawno dowiedziałam się, że cynamon, jedna z moich ulubionych przypraw, o obłędnym zapachu i smaku, w szarlotkach , ryżu zapiekanym z jabłkami, też jako dodatek do innych przysmaków, niekoniecznie słodkich, dostępna we wszelkich sklepikach, marketach, targach, nazywa się tak naprawdę cassia, cynamonowiec chiński, i jest to zaledwie odmiana. Bo na świecie istnieje prawdziwy cynamon nazywany cejlońskim. I to jest najlepszy cynamon, najlepszy z najlepszych. Rozumiecie? To tak jakbym dopiero po 30 latach swojego życia dowiedziała się, że rodzynki to wysuszone owoce winogrona. Brzmi absurdalnie, prawda? Zwłaszcza dla osoby, która odkąd pamięta wie, skąd się biorą rodzynki...  ale coś podejrzewam, że znajdzie się dość spora grupa osób, dla której cynamon, to ten, który jest w torebkach, na półce w sklepie. Że nie ma innego. Zapewne znajdzie się też dość spora grupa osób, która doskonale wie, że cynamon w sklepach to nie jest prawdziwy cynamon. Ja należałam do pierwszej grupy, naprawdę bardzo zaskoczyła mnie ta wiedza, może mniej byłabym zdziwiona  gdybym w ogóle tej przyprawy nie uwielbiała. A uwielbiam... czego to ja jeszcze nie wiem? Świat jest naprawdę niesamowity.
 Cynamon cejloński, który wygląda pachnie i smakuje nieco inaczej, jest taki... łagodniejszy (4 zdjęcie od góry, które zrobiłam, w słoiczku obwiązanym biało czerwonym sznurkiem), ale nie tylko to rożni go od sklepowego cynamonu. A różnica między tymi dwoma cynamonami to jak niebo i ziemia. Cejloński ma mniejszą, śladową zawartość kumaryny. A to jest naprawdę ważne, zwłaszcza dla osób, które jak ja nie żałują sobie tej przyprawy. Po raz kolejny przekonuję się, że warto czytać etykiety, dokonywać świadomego wyboru.
W odmianie cynamonu cassia, która jest tańsza od cejlońskiego, w związku z czym powszechnie dostępna wykryto większe ilości kumaryny. Pokrótce kumaryna ma toksyczne właściwości, może wywołać marskość wątroby. Ale tu mowa o przedawkowaniu. Bo też czytałam, że kumaryna hamuje wirusa HIV i inne, spożywana w odpowiednich ilościach ma działanie korzystne dla naszego organizmu (przeciwnowotworowe, antyalergiczne, przeciwzapalne, przeciwzakrzepowe).*
Cynamon cejloński można kupić przez internet, albo w sklepach ze zdrową żywnością. Oczywiście nie gardzę zwykłym cynamonem w laskach, zapewne wszystkim bardzo dobrze znane(jedna gruba zwinięta warstwa kory), o ile już nie kupuję zwykłego sproszkowanego, to chętnie kupuję w laskach, które pełnią funkcję dekoracyjną. Cejloński w laskach jest droższy, szlachetniejszy od zwykłego, dlatego też byłoby mi szkoda użyć go jedynie do dekoracji.
Niebezpieczna zabawa z cynamonem
Już tak jest ze mną, że jak coś mnie interesuje, to muszę wiedzieć o tym wszystko, czytam drążę, do prozdrowotnych właściwości cynamonu jeszcze powrócę, bo oczywiście nie wyczerpałam tematu, ale chciałam jeszcze podzielić się pewną nowinką. Jest taka moda wśród młodych ludzi, którzy zakładają się między sobą czy są wstanie połknąć łyżeczkę cynamonu; cynamonowe wyzwanie, w którym chodzi zapewne o to by parskać i pluć pomarańczowym pyłem... niczym smok. Są to niebezpieczne zabawy. Cynamon wysusza jamę ustną oraz gardło, co może powodować m.in. kaszel, duszność...a które w ostateczności mogą skończyć się śmiercią. Cynamon jest nierozpuszczalny i właśnie dlatego może być niebezpieczny, gdy przedostanie się do układu oddechowego.

Dobrze. Zmiana tematu by nieco rozchmurzyć, ostatnia ciekawostka:
Herbata
Lubię jechać autem i słuchać audycji prowadzonej przez panią Beatę Pawlikowską, oczarowana jestem Jej osobowością i głosem, wiedzą przekazywaną z lekkością do pozazdroszczenia... Jadę i wsłuchuję się w Jej głos, który, czasem brzmi jak... dźwięk dzwoneczków? Ha haha... no dobrze... w każdym bądź razie, jak usłyszę coś bardzo ciekawego, a nie mam możliwości zapisać słowo, abym potem na spokojnie mogła przejrzeć książki, internet w poszukiwaniu dalszej wiedzy  to jak mantrę powtarzam, aż do zatrzymania auta - taka dygresja - bo widzicie, ja zawsze mam jakiś notesik przy sobie, bowiem zbyt dużo światłych myśli mi wylatuje - ... zapamiętaj to... zapamiętaj... listki camellia... najdroższa herbata... Wiecie ile kosztuje najdroższa herbata na świecie? To jest herbata, którą produkuje się z listków camellia sinensis, listki wyjątkowo chłoną zapachy, i tę właściwość wykorzystali Chińczycy, sadząc w pobliżu krzewów herbacianych drzewa owocowe... Herbata zielona, 150 dolarów za kilogram ... tak się zastanawiam, kto pije taką herbatę... i w czym? W najdroższej filiżance świata czy w papierowym kubku? .. tak dla przekory...? Bardzo chciałabym taką herbatę skosztować. I może być nawet w papierowym kubku.

Źródło

















piątek, 3 lutego 2017

Kolejkowo


Na Śląsku mieszkam od 10 lat, długo, bardzo długo nie  mogłam się przyzwyczaić. Opuściłam miejsce pełne zieleni, polnych dróg, zabytków, wspomnień, tych pięknych wspomnień na rzecz  domów z płaskim dachem, szarości, czerni, ludzi takich... bez zapału... Przez kilka miesięcy miałam problemy z oddychaniem, nawet powietrze na Śląsku jest inne, ciężkie... oczywiście musiał nadejść ten moment, kiedy przestałam dostrzegać minusy, powietrze było tylko powietrzem, ludzie okazali się mieć tyle samo zapału co inni, nawet zaczęły się pojawiać domy z dachem spadzistym... pojawiło się olśnienie... przebudzenie raczej, że przecież każde miejsce ma swoją historię, a jak historię, to musi być Cośśś, co można zobaczyć... I tak jeździmy, oglądamy... z zainteresowaniem. I lepiej późno niż wcale. Bo to się żyje inaczej, jak się wychodzi ze swojej skorupy, dostrzega pozytywy i cieszy się nimi, nie narzeka ciągle tylko stara pokolorować swoją rzeczywistość, farbami dostępnymi na miejscu... a ten szary Śląsk jednak ma kolory.
Dziś chciałam się z Wami podzielić miejscem, które mnie zachwyciło, ale to tak totalnie. Kolejkowo zostało założone w 2014 roku, jest to wystawa makiet kolejowych i nie tylko. Kolejkowo cieszy oczy w dwóch miastach w Polsce - we Wrocławiu i Gliwicach, są w nich różne makiety z autentycznymi miniaturami budowli, np. w odniesieniu do Śląska; kamienice, gliwicki dworzec kolejowy... ale nie tylko, bo makieta z II Wojny Światowej, rycerska, prehistoryczna, morska, rajdowa i wiele innych, w różnych pomieszczeniach. Jest też wyodrębnione miejsce na kącik zabawowy dla dzieci, przez ten czas jaki tam spędziliśmy, mało dzieci z niego korzystało, jak zauważyłam po swoich... O zabawki!Wzięły do ręki, odłożyły, poskakały... i po 2-5 minutach pobiegły podziwiać makiety dalej, z jeszcze większym zapałem...
W miniaturkach zachwyciło mnie to, że wszystko zostało tak starannie wykonane, to nie są przypadkowe miejsca i przypadkowi ludzie - oni wszyscy przyszli w jakimś konkretnym celu: kupić chleb, albo bluzkę, zawieźć auto do naprawy, czy zdać na złom, zbadać nieznany ląd, jechać na pole bitwy, pomóc druhowi uciec z więzienia, czekać na dworcu na pociąg, który za chwilę przyjedzie. Pociągi jeżdżą, auta mają włączone światła, drzwi się otwierają, zamykają, statek płynie, woda jest prawdziwa, pada prawdziwy deszcz... te makiety po prostu żyją. Wszystko jest tak idealnie przemyślane, dopracowane.
Kolejne zaskoczenie: kiedy nastała noc, zrobiło się ciemno, zaświeciły latarnie, w domach zapaliły się światła, a w nich urywki nocnego życia, podpatrywane przez okna... no cuda! W świetle dnia nie widać, co jest w środku w domach. Jest też taka makieta... wszystko było opryskane wodą, sądziłam, że udawaną, okazało się, że woda jest jak najbardziej prawdziwa, u góry były spryskiwacze, pomyślałam sobie, że sprytnie to zrobili, bo przecież tak realnie wyglądają te figurki, co się zasłaniają foliami, gazetami czy czymś tam jeszcze gdy pada, niektórzy uciekają bo nie chcą zmoknąć... więc zupełnie nie spodziewałam się, że z któregoś domu dobiegnie mnie wołanie... baby... że deszcz będzie lał... a lał, jak z cebra, i to z piorunami. Jest to pierwsza makieta na  świecie, na której regularnie pada deszcz... pierwsza na świecie!
Nie bez znaczenia jest też w Kolejkowie pewien czynnik ludzki; mianowicie obsługa. Panie uśmiechnięte były, takie radosne, widać, że lubią tę pracę, albo dobrze im płacą... zadawały dzieciom, które najwidoczniej z wrażenia nie wiedziały, co oglądać najpierw, tyle bodźców przecież, zadawały zadania... na tej makiecie jest chłopczyk, który trzyma latawiec, znajdź go... a makieta taaaaka długa, a ludzik maciupki ma niecałe 4 cm, ale dziecko szukało bo Pani zleciła i szukało z radością, bo ta Pani tak pięknie, tak ciepło zachęciła... Pani też historie ciekawe opowiadała, na podstawie figurek... że w tej stodole pewien gospodarz naprawia stare auto, on lubi majsterkować, i grzebie pod maską... widzisz? Nie jest sam, inni  mu pomagają, zobacz ... A tam zatrzymana chwila, światło ze stodoły przedostaje się na zewnątrz przez wyłamane deski, ciepłe żółte światło, które pada na podwórko, wieczór się zbliża... a te podwórko takie realne, takie typowo gospodarskie, z trawą zrytą, tu i ówdzie, na kamieniach mech, kaczki kury, pranie na sznurku w połowie ściągnięte.
Długo by opowiadać, zachęcam do obejrzenia, koniecznie z dziećmi :)
Kolejkowo w Gliwicach.