piątek, 3 lutego 2017

Kolejkowo


Na Śląsku mieszkam od 10 lat, długo, bardzo długo nie  mogłam się przyzwyczaić. Opuściłam miejsce pełne zieleni, polnych dróg, zabytków, wspomnień, tych pięknych wspomnień na rzecz  domów z płaskim dachem, szarości, czerni, ludzi takich... bez zapału... Przez kilka miesięcy miałam problemy z oddychaniem, nawet powietrze na Śląsku jest inne, ciężkie... oczywiście musiał nadejść ten moment, kiedy przestałam dostrzegać minusy, powietrze było tylko powietrzem, ludzie okazali się mieć tyle samo zapału co inni, nawet zaczęły się pojawiać domy z dachem spadzistym... pojawiło się olśnienie... przebudzenie raczej, że przecież każde miejsce ma swoją historię, a jak historię, to musi być Cośśś, co można zobaczyć... I tak jeździmy, oglądamy... z zainteresowaniem. I lepiej późno niż wcale. Bo to się żyje inaczej, jak się wychodzi ze swojej skorupy, dostrzega pozytywy i cieszy się nimi, nie narzeka ciągle tylko stara pokolorować swoją rzeczywistość, farbami dostępnymi na miejscu... a ten szary Śląsk jednak ma kolory.
Dziś chciałam się z Wami podzielić miejscem, które mnie zachwyciło, ale to tak totalnie. Kolejkowo zostało założone w 2014 roku, jest to wystawa makiet kolejowych i nie tylko. Kolejkowo cieszy oczy w dwóch miastach w Polsce - we Wrocławiu i Gliwicach, są w nich różne makiety z autentycznymi miniaturami budowli, np. w odniesieniu do Śląska; kamienice, gliwicki dworzec kolejowy... ale nie tylko, bo makieta z II Wojny Światowej, rycerska, prehistoryczna, morska, rajdowa i wiele innych, w różnych pomieszczeniach. Jest też wyodrębnione miejsce na kącik zabawowy dla dzieci, przez ten czas jaki tam spędziliśmy, mało dzieci z niego korzystało, jak zauważyłam po swoich... O zabawki!Wzięły do ręki, odłożyły, poskakały... i po 2-5 minutach pobiegły podziwiać makiety dalej, z jeszcze większym zapałem...
W miniaturkach zachwyciło mnie to, że wszystko zostało tak starannie wykonane, to nie są przypadkowe miejsca i przypadkowi ludzie - oni wszyscy przyszli w jakimś konkretnym celu: kupić chleb, albo bluzkę, zawieźć auto do naprawy, czy zdać na złom, zbadać nieznany ląd, jechać na pole bitwy, pomóc druhowi uciec z więzienia, czekać na dworcu na pociąg, który za chwilę przyjedzie. Pociągi jeżdżą, auta mają włączone światła, drzwi się otwierają, zamykają, statek płynie, woda jest prawdziwa, pada prawdziwy deszcz... te makiety po prostu żyją. Wszystko jest tak idealnie przemyślane, dopracowane.
Kolejne zaskoczenie: kiedy nastała noc, zrobiło się ciemno, zaświeciły latarnie, w domach zapaliły się światła, a w nich urywki nocnego życia, podpatrywane przez okna... no cuda! W świetle dnia nie widać, co jest w środku w domach. Jest też taka makieta... wszystko było opryskane wodą, sądziłam, że udawaną, okazało się, że woda jest jak najbardziej prawdziwa, u góry były spryskiwacze, pomyślałam sobie, że sprytnie to zrobili, bo przecież tak realnie wyglądają te figurki, co się zasłaniają foliami, gazetami czy czymś tam jeszcze gdy pada, niektórzy uciekają bo nie chcą zmoknąć... więc zupełnie nie spodziewałam się, że z któregoś domu dobiegnie mnie wołanie... baby... że deszcz będzie lał... a lał, jak z cebra, i to z piorunami. Jest to pierwsza makieta na  świecie, na której regularnie pada deszcz... pierwsza na świecie!
Nie bez znaczenia jest też w Kolejkowie pewien czynnik ludzki; mianowicie obsługa. Panie uśmiechnięte były, takie radosne, widać, że lubią tę pracę, albo dobrze im płacą... zadawały dzieciom, które najwidoczniej z wrażenia nie wiedziały, co oglądać najpierw, tyle bodźców przecież, zadawały zadania... na tej makiecie jest chłopczyk, który trzyma latawiec, znajdź go... a makieta taaaaka długa, a ludzik maciupki ma niecałe 4 cm, ale dziecko szukało bo Pani zleciła i szukało z radością, bo ta Pani tak pięknie, tak ciepło zachęciła... Pani też historie ciekawe opowiadała, na podstawie figurek... że w tej stodole pewien gospodarz naprawia stare auto, on lubi majsterkować, i grzebie pod maską... widzisz? Nie jest sam, inni  mu pomagają, zobacz ... A tam zatrzymana chwila, światło ze stodoły przedostaje się na zewnątrz przez wyłamane deski, ciepłe żółte światło, które pada na podwórko, wieczór się zbliża... a te podwórko takie realne, takie typowo gospodarskie, z trawą zrytą, tu i ówdzie, na kamieniach mech, kaczki kury, pranie na sznurku w połowie ściągnięte.
Długo by opowiadać, zachęcam do obejrzenia, koniecznie z dziećmi :)
Kolejkowo w Gliwicach.

5 komentarzy:

  1. No moja miła, mocno mnie zaskoczyłaś tą makieta, nie miałam pojęcia, że coś takiego jest, bo bym była pierwsza, ja maniaczka domków dla lalek, wszelakich miniaturek rzeczywistości, no uwielbiam na to patrzeć, w tamtym roku kilkakrotnie odwiedzałam Śląsk a konkretnie Bytom i Tarnowskie Góry, kiedy moja Łucja miała wizyty i była w szpitalu na operacji, jakbym wiedziała.... ech, no może jeszcze się trafi okazja ;) a powietrze rzeczywiście dla osoby przyjezdnej jest "specyficzne" :)
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, ja też byłam mocno zaskoczona, bo to mąż niespodziankę nam zrobił, ja sama do ostatniej chwili nie wiedziałam, że za płotem takie cuda są.... Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Wow! Nie wiedziałam ze jest cos takiego! Musze zajechać. Co więcej, nie wiedziałam ze mieszkasz po sąsiedzku :) jestem z Katowic. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Można się zanurzyć w tym świecie. Coś wspaniałego! A z przeprowadzkami to tak jest: wszędzie dobrze gdzie nas nie ma;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne zdjęcia zrobiłaś.Będę miała w pamięci tę super atrakcję.Dzięki!

    OdpowiedzUsuń