piątek, 14 kwietnia 2017

Razem

 

Co mi się najbardziej podoba w rozmowie z dziećmi? Kiedy proponuję, że moglibyśmy iść na spacer do lasu, to jest dla nich rzeczą normalną, kiedy mówię, że możemy wziąć ze sobą książki, to jest dla nich tak samo naturalne jak spacer... podoba mi się to bardzo.
A jeszcze bardziej podoba mi się to, że mogę w tym uczestniczyć, że mogę  być blisko. Po obcować w tym dziecięcym świecie, zapominając o codziennych obowiązkach. 
A więc byliśmy na spacerze z książkami, które są bohaterkami dzisiejszego wpisu. 
Zaczynamy
Być jak Tygrys jest pozycją, która musiała pojawić się na naszej półce, już kiedyś pisałam, że Emilia Dziubak jest moją ulubioną ilustratorką. Nawet nie musiałam czytać recenzji, po prostu wiedziałam, że książeczka jest fantastyczna. Tę książkę, Młodemu czytali wszyscy, mama, tata, siostra. Sam czytać nie umie, zaznacza, ale jak będzie jadł duuuużooo, to będzie taki jak tata i będzie wtedy czytał... teraz zadowala się oglądaniem. A to jest taki rodzaj ilustracji, w której za każdym razem odkrywa się coś nowego, jest wiele drobnych szczegółów ukrywających się wśród listowia.
 Tygrys od początku bezpośrednio zwraca się do młodego czytelnika a przez to ma się wrażenie, że prowadzi za sobą podczas wędrówki przez dżunglę, a co tam się dzieje, mówię Wam, same zabawne sytuacje, nie da się zaprzeczyć, że Tygrys jest dość ciekawą osobowością.
Sama przyjemność czytania i oglądania, polecam!
Gdzie jest moja czapeczka? 
Pisałam na początku, że dziś o książkach dla dzieci, ale przy tej książce muszę dodać "ale". Gdzie jest moja czapeczka to książka dla dzieci Ale... niekoniecznie. Dawno się tak nie śmiałam po przeczytaniu czytanki dla dzieci. Jest tak rozkosznie przewrotna, że aż miło. Jej sens odkrywa się na końcu. Naprawdę polecam i małym i dużym.  Podczas czytania budzone są emocje, rozbawienie, ciekawość, zdziwienie, podejrzenie, zaskoczenie i finał z fajerwerkami... jedna z najlepszych książeczek do chichotania. 
Gdzie jest moja czapeczka? przypomniała mi też o książeczce, która dawano dawno temu wypożyczyłam Martynce z biblioteki. Ile ja się jej naszukałam, mówię Wam...! 
Nie pamiętałam dokładnie okładki, nie pamiętałam tytułu i wydawnictwa, ani czy twarda czy miękka okładka. I czy w ogóle jest, bo przecież ja tę książeczkę wypożyczyłam, kiedy Martynka była  w wieku Przemka... była tylko świadomość, że poznam ją jak zobaczę. Przetrzebiłam wszystkie książeczki w dziale dziecięcym ale znalazłam! Mój szczęśliwy dzień Keiko Kasza. Ku mojemu rozczarowaniu nie do zdobycia. Ten sam styl pisania, trzeba przeczytać do końca, by zrozumieć całość. Z przykrością będę musiała ją oddać, mam nadzieję, że się uda ją wyczarować. Uwielbiam takie książki!
Ilustrowany inwentarz drzew to książka dedykowana dla starszych dzieci i ich rodziców, albo dla takiej mamy jak ja. Już sama okładka jest cudowna, kredowa, w dotyku przypomina mi stare kartki w dawnych książkach. Cudowne doznania przy dotykaniu. Oczywiście nie ma tu wszystkich drzew, ale są te najbardziej, jak ja to nazywam, chodliwe. Piękne ryciny, krótkie treściwe opisy. Taka wiedza w pigułce pięknie oprawiona.
Rok z Findusem Nie wiem za bardzo czyja ta książka jest, Młodego, Młodej czy moja? Na pewno wspólna. Wy wiecie, że uwielbiam dziubaninkę, gdzie jest mnóstwo małych, drobnych elementów. Taka jest właśnie cała seria z Pettsonem i Findusem, ale Rok z Findusem to dodatkowo przewodnik pomysłów do zrealizowania, wciągając w te przedsięwzięcie rodziców. Doskonała do scalania relacji rodzic dziecko. A same ilustracje, bajka. Bardzo dokładne, realne. Na pewno Pettson i Findus zagoszczą na moim blogu.
W poszukiwaniu niebieskiej marchewki to dość spora książka, Młody dostał ją na urodziny, ale siostra też korzysta. W tej książce najciekawsze jest to, że tę marchewkę niebieską bardzo ciężko znaleźć i to jest na duży plus... mama też ćwiczy oko :) 
Ja nie do końca lubię taką grafikę, ale dzieci książka dość mocno pochłonęła, więc pewnie się nie znam :)
Naklejkomania kupiłam ją przy ostatnich zakupach w Biedronce, zwróciła moją uwagę okładka, ale kiedy przekartkowałam wiedziałam, że jest moja, że Martyny  to na pewno też jest. Książeczka składa się z dwóch części. Pierwsza to gotowe obrazy tajemniczego lasu, druga część to kartki pełne drobniutkich naklejek, naklejeczek, drobniej się już nie da. Dziewczyna mi znikła, siedzi i nakleja, komponuje, bardzo przyjemny widok widzieć Ją tak zajętą.

Za dwa dni są Święta ale dopiero dzisiaj zaczynam przygotowania domu na ten czas.
Nie czuję zdenerwowania, że nie zdążę ze wszystkim, bo już teraz wiem, że tak będzie. Nawet myślę, że to nie ma większego znaczenia, czy będziemy mieć wszystkie babki, dania, że dom będzie na błysk wysprzątany... staram się o tym nie myśleć... natomiast moje myśli zaprząta obraz, który z każdym dniem pielęgnuję i marzę by się spełnił.
My idący razem do Kościoła, na spacer, przy stole zajadający smakołyki, które naprędce razem stworzyliśmy. My leżący, siedzący na sofie w różnych pozycjach z książką w ręku, na podłodze z grami i puzzlami, w różnych zakątkach pita herbata... i te rozmowy, przekomarzania, te śmiechy.
Zdrowia Wam życzę i samych rodzinnych chwil, w takim natężeniu jak każdy woli.
  

24 komentarze:

  1. bo nie ważne jest sprzątanie i duza ilość jedzenia , ważne bycie ze sobą w czasie świat ;)

    Radosnych Świąt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę... choć jak pomyślę, że jest brudno.... :)

      Usuń
  2. Uważam, że święta powinny być przede wszystkim spędzone z rodziną. Piękne zdjęcia :) Spokojnych i pełnych miłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak myślę choć też całkowicie rozumiem, kiedy ktoś chce spędzić święta sam...
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. To nie porządki i ilość potraw jest najważniejsza, a miłość i bliscy, którzy z nami są w ten wyjątkowy czas :)
    Wesołych Świąt dla Ciebie i Twoich bliskich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam si, choć gdyby usłyszał to Młody to zapewne byłby protest taki, że hej! On olbrzymi głodomór jest, uwielbiacz jedzenia, pasjonata smaków :)

      Usuń
  4. Piękne zdjęcia, widać że spacer był udany:) A książeczki zachwycające, szczególnie spodobał mi się inwentarz drzew i marchewka. Pamiętam jak byłam mała uwielbiałam książki w których trzeba było szukać jakiś poukrywanych elementów :) Życzę radosnych i spokojnych świąt! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnienia z dzieciństwa, te miłe wspomnienia, mają niesamowitą siłę. Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Zdrowych, pogodnych i radosnych Świąt:))
    Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie, że lubicie spędzać czas razem czytając książki! My także to lubimy i prawie z każdych zakupów przynoszę dziewczynkom nową pozycję książkową.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie spędzone chwilę, życzę Wam więcej takich w czasie Świąt i nie tylko 😀

    OdpowiedzUsuń
  8. Radosnych Świąt! Pozdrawiam - M.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniale spędzony wspólny czas, życzę wielu takich chwil. Spokojnych i radosnych Świąt, pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przemiło na Was popatrzeć:) Gdybym się cofnęła o wieeeeeeeeeeeeeeeele lat bo na pewno bym się z Twoimi dzieciakami zaprzyjaźniła. Od małego uwielbiałam książki. To się zresztą nie zmieniło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym bardzo by moje dzieci, kiedyś Komuś napisały to samo :)

      Usuń
  11. Piękne pisanki pod poprzednim postem :) cudownie ze lubicie chodzić do lasu :) w ogóle świetnie wyszły te zdjęcia! Przez te liście wyglada jakby byla jesień a zaraz potem ślicznie zielona i wiosenna trawa :) a dzisiaj za oknem śnieg :P pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten śnieg to mnie zupełnie oszołomił, do tej pory się z tym pogodzić nie mogę. Kupiłam Młodemu hulajnogę, jutro ma przyjść, chcieliśmy sobie pojeździć, a tu o sankach trzeba pomyśleć. Choć lepsza taka pogoda niż żadna, rzecz jasna :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  12. Ja tam myślę, że o to w świętach chodzi, żeby być razem, a nie, żeby było jak w reklamie. Uważam, że mieliście cudowne święta! U nas było podobnie - dużo czasu w kuchni, bo w lany poniedziałek miałam całą rodzinę męża na obiedzie. Ale był to czas, kiedy dużo rzeczy robiliśmy wspólnie. I mimo, że szybko zleciał czas, to jednak podobało mi się. W komercyjnych czasach, kiedy zewsząd mówią nam, co mamy jeść, jak mamy wyglądać i jak przystroić dom, nic nie liczy się bardziej, niż rodzina :) Wam się udało, to najważniejsze :) I wspaniałe jest to, że Twoje dzieci dużo czytają, a nie siedzą z nosami w tabletach. Może jesteśmy takie vintage-owe mamy?
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tych reklamach to tak z przymrużeniem oka napisałam, bo telewizora nie mamy, więc reklamy zostały mi oszczędzone. Miałam na myśli obrazek taki, że wszyscy razem na sofie, pełno śmiechu i gwaru, gry różne różniste i ciasto na stole, luz totalny, nikomu się nie spieszy, czas guma... a w rzeczywistości znaczną część świąt spędziłam w kuchni, bo jednak tę radosną ferajnę nakarmić trzeba było. Ale jak napisałam w poście nie narzekam, a doceniam, że w tej kuchni sama nie byłam.
      ... Vitangowa mama? Brzmi cudownie! :):):)

      Usuń