poniedziałek, 31 lipca 2017

Lenistwo i Wena

Ja to dużo ze sobą rozmawiam, rozmyślam, planuję, roztrząsam, ale czasami odzywają się we mnie o takie głosy.
... Niczego nie jestem pewna, jak tego, że w głowach wielu wielu ludzi dochodzi mniej więcej do takiej rozmowy.

- O Wena! - woła rozradowane Lenistwo - Miło cię widzieć, jak się masz? Co robisz ciekawego?
- Dobrze się mam - odpowiada już na wstępie obruszona Wena - ... robotę robię! - słysząc sama jak to w uszach zrzędliwie zabrzmiało dodaje już grzeczniej -... pracuję... maluję.
-Fiu fiu!No to cię Weno poniosłoooo - woła rubasznym głosem Lenistwo - isssstne arcydzieło, ho ho ho!
- Nie zaczynaj...
Następuje chwila milczenia. Słychać odgłosy odkręcanych tubek, za oknem szum aut, ptaszki ćwierkają, gdzieś w oddali szczeka pies.
- Wiesz... - zaczyna Lenistwo
- Nie wiem, nic nie wiem. Pracuję - przerywa mu Wena
- Wiesz... - słychać niecierpliwe westchnienie Weny. Lenistwo nie poddaje się jednak- Wiesz... widziałem takie miejsce, bardzo ciekawe, mówię ci... - Wybiera pierwszy lepszy pędzel z pojemnika stojącego na biurku, ignorując zmarszczone brwi Weny, obraca pędzel w palcach, podnosi na wysokość oczu i patrzy na niego pod światło po czym znowu obraca uchwyt w palcach głaszcząc leniwie włosie - musisz je koniecznie zobaczyć ty moja Weno... Ty moja...
- Wiesz co Lenistwo - przerywa mu Wena - daj spokój, dobrze? - odkłada pędzel na podstawkę, opiera dłonie o kolana, po czym chwyta mokrą ściereczkę i próbuje zetrzeć oleistą plamę z fartucha nie przerywając mówienia - ...z tobą to tak zawsze, przychodzisz zawsze nieproszony. No kto cię prosił, no kto? Powiedz! .. gadasz gadasz, przeszkadzasz tylko... miodzisz, jakieś zagrywki... - plama nie chce zejść ale Wena trze zapamiętale materiał - ... i jak zwykle nawet się nie obejrzę,  ty mnie wokół palca okręcasz, a ja... a ja, jak zwykle ślepa nie widzę, ale! - tu podnosi palec do góry - tym razem się nie dam!Idź stąd - i pod nosem cicho dodaje z lekko urazą- przyjdzie, zachachmęci, że zanim się zorientuję, to nie po mojemu... -dodaje podniesionym już tonem - A co to? Pierwszy raz się zdarzyło? - patrzy gniewnie na rozmówcę
Lenistwo taktownie przeczekało jak ucichnie ostatnie echo słów Weny, po czym mówi:
- Tam jest mnóstwo inspiracji, przecież nie namawiałbym cię do nie wiadomo czego! Pójdziesz moja ty słodka, zobaczysz, ocenisz, w każdej chwili wrócisz jak uznasz, że ci się nie podoba
- No no...
- Ja ciebie podziwiam Weno, pracujesz z takim zapamiętaniem, pędzel macha rach ciach ciach, tu farba, tam machnięcie, taki zapał taka werwa... ja tak nie potrafię - wzdycha teatralnie niby zrezygnowane Lenistwo - nawet nie próbuję, bo wiem, że mi się nie uda
- He he he - zaśmiała się szyderczo Wena -  wierzę ci
- Daj spokój, nie wszyscy mają tyle energii co ty
- Pewnie, że nie... zwłaszcza ty, Lenistwo - wycedziła sarkastycznie
- A ty myślisz, że to takie proste nic nie robić? Jestem Lenistwem a rozmawiam z tobą. Wiesz ile mnie to wysiłku kosztuje? Nie wiesz, no bo niby skąd masz wiedzieć?
-....
- No to jak? Słuchaj Weno zobacz, dużo już dziś zrobiłaś - zagląda przez ramię towarzyszki - piękny obrazek spokojnie możesz później dokończyć. Dość się namachałaś.
-....
- Ejjjj... nie daj się prosić, no chodź
- Nie mogę - odpowiada z pewnym wahaniem Wena, co od razu wychwytuje czułym uchem Lenistwo
- Chodź, będzie fajnie, zobaczysz!
- Mówisz? - kpiąco pyta Wena - .... A może masz rację - wzdycha -... jakiś sens w tym widzę, o dziwo - Wena z westchnieniem powoli odkłada pędzel. Zakręca tubki, resztę zostawia nie sprzątnięte, bo przecież i tak ma zamiar wrócić, jak wróci to dokończy, farby nie zdążą zaschnąć. Po chwili już z większą pewnością siebie mówi - Tyle już zrobiłam, została tylko końcówka, odpocznę chwilę i wrócę. Będziesz mógł mi pokazać te miejsce, ale pamiętaj, nie spodoba mi się, wracam. I już więcej z tobą gadać nie będę, rozumiemy się?
- Oooo, na pewno żałować nie będziesz, nikt nie żałuje, kiedy ma chwilę na odpoczynek
- .... idę

Farby zaschły.
Na wiór.



piątek, 28 lipca 2017

Park


To był dzień, w którym gotuję, sprzątam a w planach mam jeszcze pranie i prasowanie i być może w planie też, późno w nocy chwila wytchnienia z książką.
Urobiona aż po łokcie w środku dnia w środku tygodnia, a godzinę później jak za pomocą czarów znajduję w całkiem przyjemnym miejscu.... hmmm... i to nie sen.
To mąż taki czarownik, zrobił nam niespodziankę, dzieci oczywiście w siódmym niebie, ja lekko wstrząśnięta, niespodziewanie teleportował się z pracy do domu, bo jednak też te pranie, a słońce świeci szybko wyschnie zatem, tyle roboty.... doprawdy...
Byliśmy w Ustroniu, kawałek dalej jest Wisła (to tam jest skocznia narciarska im. Adama Małysza), do Ustronia zazwyczaj jeździmy do naleśnikarni, najlepsza naleśnikarnia, moim wybrednym zdaniem, to właśnie tam, w Ustroniu. 
I całkiem niedawno dowiedziałam się, że Ustroń to nie tylko naleśniki ale całkiem przyjemne miejsce do spaceru z dziećmi. To mi przypomina wakacje jakieś 13 lat temu w Łebie, po przyjeździe do domu dowiedziałam się, że tam też są wydmy...
Byliśmy w Leśnym Parku Niespodzianek, to na pewno była niespodzianka, przede wszystkim nie spodziewałam się, że będziemy się wspinać jak kozice, bo droga wiedzie wciąż pod górę - myślę, że to może być utrudnione dla rodzin z małymi dziećmi z wózkiem, ale i takie też widziałam - część zwierząt chodziły luzem po ścieżce - a widziałam kozy, sarny, lamy, muflony... 
Dość ciekawym miejscem była Aleja bajkowa, to domki, w których za witryną można obejrzeć sceny z bajek, a po przyciśnięciu guzika posłuchać nagrania. Bardzo się ucieszyłam, gdy usłyszałam głos pana Piotra Fronczewskiego, to zdecydowanie podniosło w moich oczach jakość bajkowych domków; w Leśnym Parku czyta m.in.; Czerwonego Kapturka... moim zdaniem najlepszy głos czytający bajki dla dzieci. 
Słuchaliście kiedyś opowiadania z serii Bajki z Ramą? Dostałam trzy bajki w prezencie dla Martynki kilka lat temu i do tej pory zakochana jestem w głosie Tego aktora. Bardzo chciałabym dostać kolejne części, ale niestety są w ogóle niedostępne. Od kilku lat szukam w internecie, w nadziei, że uda mi się kupić, niestety cisza okrutna.
W Leśnym Parku oczywiście jest nie tylko Aleja bajkowa, ale też Muzeum, Sowiarnia, Sokolarnia, Miejsce widokowe, Ścieżki edukacyjne.... 
Całe otoczenie, zwierzęta zadbane, widać obsługę, opiekunów  krzątających się przy zwierzętach, czysto, zielono, naprawdę polecam. Nawet jak się ma w planach - wydawać się może ważniejsze rzeczy na głowie, niż jakieś tam niespodzianki :)

Leśny Park Niespodzianek można zobaczyć Tutaj
I jeszcze ta naleśnikarnia, jak będziecie w Ustroniu Tutaj

poniedziałek, 24 lipca 2017

Podarunki


Lubię wręczać prezenty, malutkie upominki, niekoniecznie z jakieś okazji, myślę, że to bardzo przyjemne tak wręczyć coś Komuś, a jak widzi się spontaniczną reakcję, zadowolenie, wzruszenie, to jest jeszcze przyjemniej.
A jak ma się zdolności manualne, jak się ma jakiekolwiek umiejętności, to ileż osób można uszczęśliwić! Serce człowieka jest na tyle duże, że można uszczknąć z niego małe cząstki i włożyć je do rąk drugiej osoby.
Serce każdego, kto posiada jakiekolwiek umiejętności i ma w sobie moc, by się nimi dzielić.
Ja teraz myślę głównie o rękodziele, bo ten temat jest mi naturalnie najbliższy, ale to oczywiście dotyczy każdego.
Swego czasu jeździłam na targi rękodzieła, jarmarki, tam spotykałam takie jak ja pasjonatki tworzenia, barwne postacie, kolorowe rozmowy, ile śmiechu, głośnych głosów, radości, ile marzeń wypowiedzianych przelatywało między stoiskami, nie da się opisać. A jak kończył się ostatni dzień, niektóre z nas wręczały sobie małe paczuszki, drobne, malutkie, wspaniałe pakuneczki a w środku serce, jego cząstka.
Pięć lat temu, kiedy założyłam bloga bardzo popularne było obdarowywanie się drobnymi upominkami, sławne wymianki... może ktoś pamięta... nie raz dodawało się dodatkowo coś od siebie, niespodziankę malutką, drobną, osobno zapakowaną cząstkę siebie...
Nie wiem jak u innych, ale mi zawsze przy tym towarzyszyła obawa czy nie przesadziłam, czy się komuś spodoba, czy przyjmie do swojego serca, czy się wzruszy...
Czy się komuś NAPRAWDĘ spodoba to, co zrobiłam.
Bo czasem tak jest, że my, osoby tworzące z pasją, żyjemy otoczeni ludźmi, którzy poza pracą i jedzeniem nie mają ochoty na nic więcej. Nie próbują, nie myślą nawet by wznieść się, ba! By spróbować chociaż wznieść się poza linię wyznaczoną. Z doświadczenia wiem, że takie osoby nie ucieszy podarunek zrobiony od serca... kupiony w sklepie ma dopiero wartość.
A przecież taki pakuneczek malutki ma siłę ogromną, moc niezwyciężoną. Życzliwość jest tam zapakowana, bezinteresowność, ślęczenie nocami nad małym skrawkiem, poświęcenie, rezygnacja z czegoś, wybór dokonany z myślą o Kimś... z myślą, że dla Kogoś, by zobaczyć uśmiech, oczy błyszczące radością, a czasem by przeprosić, gest ręki w ten sposób podać.... czy to wręczając własnoręcznie uszytą maskotkę, zrobioną kartkę, wiersz napisany, słoik dżemu z owoców czy warzyw zebranych, czy pomoc sąsiedzka przy jakimś drobnym problemie - coś od siebie, bezinteresownie, z serdecznością. Aż żyć się chce jak się tego doświadcza, w obydwu kierunkach, tak myślę.
Zazwyczaj wystarczy powiedzieć zwykłe - niezwykłe dziękuję a czasem, gdy się czuje większą wdzięczność to ma się ochotę równie na coś większego... pani z przedszkola, która na naszą prośbę zrobiła zdjęcie naszego dziecka podczas przedstawienia, zrobiła nawet więcej i zgrała na płytę, nieznajoma kasjerka, która wręczyła naszym dzieciom dodatkowe figurki, przy kasie... dyskretnie, widać przez to, że chyba nie powinna, równie nieznajomy pan, który widząc nasze zmagania z hulajnogą podchodzi do nas i pomaga ją rozłożyć, sąsiadka kilka domów dalej przynosi nam cebulki kwiatów, już zasadzonych w doniczki, bo kiedyś się z nią o tych kwiatach rozmawiało, pamiętała... i wiele innych przykładów ludzkiej życzliwości, osób które wcale nie musiały... a jak się tę kasjerkę widzi już coraz częściej, a tego pana od hulajnogi zaczyna coraz częściej spotykać, koło sąsiadki domu przechodzić co jakiś czas... to myśli same krążą wokół małego rękodzieła, ładnie zapakowanego... krążą wokół wdzięczności za całkowitą bezinteresowność.
Do tych, co wolą kupione niż zrobione ręcznie... mam słowa takie, a podejrzewam, że dodalibyście od siebie też... że taki drobny upominek też kosztuje, ma on jednak podwójną wartość. Jeżeli to ma znaczenie... a przecież wykonanie takiego upominku też kosztuje. Ceny za półprodukty, po zsumowaniu wcale nie są małe,a do tego dochodzi czas jaki pracy poświęcamy, nasze umiejętności, myśli i dobra energia, która się wchłania na każdym etapie tworzenia.
Efektem ubocznym, jak ja to nazywam, dla nas, twórców w tym przypadku jest to, że przy każdej osobie przez nas obdarowanej wzrastają nasze umiejętności, każdy drobny upominek to dla nas krok ku doskonałości, a więc coraz lepszej pracy i my o piękniejszym sercu...
Do siebie, i do wszystkich tworzących, co mają opory... dawajmy drobne upominki, przez nas wykonane. A jeżeli takowe otrzymamy, bądźmy zachwyceni, bo właśnie ktoś podarował nam cząstkę siebie.
Dawajmy nasze prace w prezencie.
Wkładajmy serce w to, co robimy, starajmy się aby praca przez nas wykonana wprawiała nas samych w zachwyt, by nie było poczucia bylejakości. Włóżmy w pracę naszą pasję i dzielmy się nią.
Można by powiedzieć, że użyłam dużo wzniosłych, niemal patetycznych słów do czegoś tak trywialnego jak podarunek, a zwłaszcza rękodzieło, ale dla mnie, rękodzielniczki, kochającej tworzenie, drobny upominek to taka forma przekazu, wdzięczność za życzliwość, za bezinteresowność ludzką.
Bo czasem czuję, że zwykłe dziękuję czy przepraszam, nie wystarcza.


Poduszki z różanymi aplikacjami oraz tulipany oczywiście to moje rękoczyny. Pojadą do mojej Siostry, która mieszka daleko ode mnie. A jak już tam u Niej będę zapewne zrobi mi jakiś lifting w swoim salonie kosmetycznym, pieniędzy jako zapłaty wziąć nie zechce, na pewno...
Projekt poduszek, nieco zmieniony przeze mnie zaczerpnęłam z książki Radosne dekoracje, Tone Finnanger.
Natomiast jak uszyć takie tulipany znalazłam Tutaj

środa, 19 lipca 2017

Momenty


Ostatnio ciągle jest przy mnie aparat i telefon. Telefon głównie ze względu na umieszczony w nim aparat.
I choć ze mnie żadna fotografka, laik jestem kompletny, wiedzy na temat fotografii nie mam żadnej, może jedynie wyczucie, ale to i też... tak odkryłam, że robienie zdjęć sprawia mi ogromnie dużo przyjemności. Zatem chodzę i fotografuję, łapię momenty, łapię też myśli, że szkoda, ze przy sobie sprzętu nie mam, bo fajne ujęcie by wyszło....
I tak się złożyło, zapewne przez tę moją firmę, co kiedyś ją miałam, że zdjęcia starałam się robić ładne, ciekawe, i tak to zostało i widzę, że się rozwija we mnie chęć aranżacji.
Ciekawe, co z tego w przyszłości wyniknie, bo nie ukrywam, że chciałabym rozwijać się dalej...
Na pierwszym zdjęciu jest taca, na której stoją szklanki z sokiem. To sok warzywny na zielono. Zrobiłam go wyciskając

  • seler naciowy
  • kilka liści jarmużu
  • 3 ogórki
  • główka brokułu


Więcej moich zdjęć możecie zobaczyć na instagramie Tutaj
Trochę jakby śmieszna sytuacja, bo jakbym sama sobie nie mogła zrobić, a wygląda, że nie mogę, bo wiadomo przecież, że szewc bez butów chodzi, to sobie kupiłam zakładkę do książki... cud, że się na to zdobyłam, bo lata mijają a ja sobie obiecuję, że tym razem zrobię dla siebie... cud może będzie większy, jak w końcu zrobię, ale zanim on nastąpi... miałam już dość tych skrawków byle czego, które do książki wpychałam by zaznaczyć ten moment, na którym skończyłam,.... ale do rzeczy.... fajna ta zakładka, myślałam, że jest kartonowa a okazała się metalowa, przyjemna w dotyku, trwała. I tak cudownie się ten pomponik majta. Kupiłam ją u blogerki Tutaj