poniedziałek, 4 września 2017

O moich książkowych odkryciach



W ostatnich tygodniach trochę poskakałam między pozycjami, zrobiłam sobie taki mini maraton, nie dałam sobie czasu na oddech między książkami, więc moje emocje i myśli były rozrzucane, porywane, otumanione, roztargane. Oczywiście w tym czasie, w dłonie wpadły mi też książki, które okazały się dla mnie nieciekawe, mimo, że kupiłam je właśnie ze względu na bardzo dobre opinie. Ale tak to już jest z tymi opiniami opisami, są całkowicie subiektywne, nawet gdy ktoś pisze je jako znawca. Ja jestem fascynatką książek, a moje opinie są całkowicie subiektywne. Zamiast opisywać samą książkę, wolę napisać jakie uczucia we mnie wywołała czytana pozycja. Świadoma jestem więc, że te uczucia mogą się u Was nie pojawić
A wybór książek pokazanych powyżej, całkiem niespodziewanie zaprowadził mnie w rejony zapomniane, mianowicie w fantastykę, nie żałuję nawet napiszę, że wręcz przeciwnie. Zachwycona jestem. Odświeżyłam też to, co kurz przybrudził.
Zaczynam od książek według kolejności czytania.

Tully. Paulina Simons To nie jest biografia, a miałam wrażenie jakbym o cudzym życiu czytała. Tak, ta książka jest o życiu pewnej dziewczyny -więc jakbym zaprzeczała sama sobie- ale taka właśnie ta książka jest. Nie biografia a niby biografia. Tak ją właśnie odbieram. Jest też dla mnie trochę osobista, bo trochę podobne przeżycia z dzieciństwa, wybory wprawdzie inne, ale konsekwencje zbliżone. Ta książka jest do przeżywania cudzej historii, wywoływania tego, co już było, dostrzeżenia pewnych problemów dzieciństwa, widzenia pewnych spraw innymi oczyma. Do uruchamiania empatii. Nie każdy ją zrozumie.
Tak sobie myślę... jeżeli czyta ją ktoś, kto miał dzieciństwo w miarę normalne to zawartość tej pozycji może okazać się jakąś odjechaną fikcją literacką, oderwaną od rzeczywistości. I wydaje mi się, że takie osoby, książka może trochę nużyć, może wydawać nierzeczywista a nawet... infantylna. Ale to pewnie do czasu, bo jestem pewna, że i tak porwie. 
Tully porusza do głębi, pokazuje portret psychologiczny osób trudnych, długo nie pozwala o sobie zapomnieć.

Księga I, II, III, IV Pellinoru (Dar, Zagadka, Kruk, Pieśń). Allison Croggon Przez przypadek pojawiły się w moim koszyku, podczas zakupów w markecie. Decydujący wpływ miała cena (z wyprzedaży, zapłaciłam za każdy tom 7,99zł), gdyż opis z tyłu okładki wypadł obiecująco. Pierwszy tom wzięłam do czytania zaraz  po Tully, więc to była miła dla wyobraźni odmiana. Od pierwszych kartek porwała mnie, rozkochała, przywiązała do siebie. Już na zawsze. Ja wiem, że tych książek się nie pozbędę, będą stać w mojej biblioteczce, wiem, że je Dzieci kiedyś przeczytają. Ja też te tomy jeszcze raz przeczytam, bo lubię wracać do książek, które tak pozytywnie oddziaływały na moje emocje. 
Księgi Pellinoru są o czarach, magikach, smokach i innych stworach. O błyskach, rzucaniu klątw, walce na miecze i za pomocą sił nadprzyrodzonych, o poświeceniu. O miłości,  która rozwijała się niemal niepostrzeżenie (dostrzegłam! z opóźnieniem ale dostrzegłam :) przez kolejne tomy
I to takim językiem napisane, takie dialogi wprowadzone, że nie wstydziłam się tego czytać. A musicie wiedzieć, że nie czytam tylko wyłącznie "luźne" książki, mimo, że na blogu tylko o takich piszę.
Już przy trzecim tomie zaczęła się pojawiać tęsknota i żal, że już niedługo przyjdzie mi się z nimi rozstać. W niecałe dwa tygodnie przeczytałam 1728 stron, więc możecie sobie wyobrazić jak bardzo zostałam wciągnięta. Nie raz zdarzyło się, że zrezygnowałam z ważnych obowiązków domowych i innych na rzecz Daru, Zagadki, Kruka i Pieśni. Fantastykę da się czytać :)
Jak zabrałam się za zupełnie inną książkę, to przez dwa rozdziały tęsknota za Pellinorem jeszcze mnie trapiła.

Życie pasterza, Opowieść z Krainy Jezior. James Rebanks Trochę poczułam się... hm... dziwnie? Absurdalnie? Tak:  " absurd" to właściwe określenie, na to co poczułam kiedy przeszłam z książek Allison Croggon na Życie pasterza... z czytania o magii, chwytliwych opisach wędrówki bohaterów, walkach ze smokami i potworami na czytanie o ... owcach... :) Rozumiecie ten absurd? A najbardziej zaskakujące jest to, że o owcach można napisać całą książkę i to może być bardzo interesujące, nawet dla osoby, która na owcach się nie zna i nie planuje się znać. 
Życie pasterza to jest biografia; James Rebanks opisuje swoją drogę, którą musiał przebyć zanim ostatecznie został pasterzem (choć wydaje się, że był  nim zawsze, jak się urodził było to już przesądzone). Ale zanim oficjalnie został pasterzem owiec, przebył drogę długą, krętą i wyboistą.
Jak myślę teraz o tej książce, to pojawiają się oto takie trzy sformułowania: Ta książka jest szczera, jest to historia o pasji, jest to książka bez fajerwerków, spokojna. I bardzo dobrze, bo zwierzęta boją się głośnych wystrzałów.

Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta. David Mitchell Bardzo dziwna książka. Dawno tak dziwnej książki nie czytałam. Książka niespodzianka i dlatego znalazła się w tym zestawieniu, od razu napiszę na wstępie. Już na początku czytania trzeba mieć otwarty umysł i śledzić uważnie tekst. Przykład: bohater zasypia i kończy się podrozdział. Zaczynam czytać kolejny, a dzieją się takie absurdalia, że myślę iż to ciągle sen. Czytam o tym śnie 4 strony i myślę sobie... długi ten sen... pogmatwany, chory jakiś... no i co się okazuje po kilku stronach? Że to nie sen! To działo się w tej książce naprawdę. Miałam ochotę rzucić ten gruby (617str ) prostokącik w kąt i nie zbliżać się do niego na wieki. Ale ja tak nie lubię, więc przewlokłam się przez jeszcze jeden rozdział, a potem... nagle... No muszę przyznać, że autor odrobił zadanie domowe. Ta książka wprost niespodziewanie wessała mnie, oczarowała. A to, że nie zrozumiałam początku wzięło się stąd, że nie miałam okazji dotąd czytać książek o kulturze Japonii, o Japończykach w ogóle. Przy trzecim japońskim nazwisku miałam mętlik w głowie, przy kolejnym dialogu już nie wiedziałam o co chodzi.  To nie wina książki, absolutnie. Książka jest na poziomie. Czytanie jej mogę zobrazować w sposób następujący: w wielkim ogromnym pudle, znajduje się mniejsze pudełko, z trudem się do niego dostajesz, ale okazuje się, że jest kolejne, a w nim kolejne i kolejne, aż w końcu docierasz do małego pudełeczka a tam... ogromna radość, przyjemne zaskoczenie, ekscytacja, bo nagle zrozumiałeś, że to maleństwo w środku całkowicie zrekompensowało te mozolne denerwujące wręcz otwieranie wielkich pudeł.
David Mitchell napisał też Atlas Chmur, książkę, którą mam wrażenie, wszyscy się zachwycali (oprócz mnie), że mądra, nietuzinkowa z przesłaniem... a do mnie nie dotarła, też taki zawiły język. Ale teraz myślę, że będę musiała do tego Atlasu Chmur jeszcze raz powrócić, bo wygląda na to, że to ja nie byłam wtedy gotowa by tę książkę przeczytać.
Uwaga! Są ilustracje! :):):)

Czereśnie zawsze muszą być dwie. Magdalena Witkiewicz Ależ fajna ta książka! Podoba mi się bardzo. Po "Tysiącach jesieni Jacoba..." miałam na koncie dwie całkiem nietrafione czytadła, więc tę przyjęłam jako dar. Już po pierwszej przeczytanej stronie wiedziałam, że spędzę przyjemnie czas. Ciepła, lekka, jak niedzielny familijny film. Potrzebowałam właśnie takiej książki, jak powietrza. Nie do końca potrafię połączyć tytuł z fabułą, ale to nie ma żadnego znaczenia, książka zupełnie nic na tym nie traci. Jak trafi się Wam jakaś czytelnicza porażka to tę książkę polecam na uspokojenie nerwów :) Przeczytałam ja w jeden dzień plus noc całą, rano byłam lekko nieprzytomna, ale warto było. Zaledwie 489 stron, ale musiałam sprzątać, gotować, prać prasować, odpowiadać na pytania i je zadawać też, rozwiązywać sprawy nie do rozwiązania.
Ach... bym zapomniała: duch też przez czas jakiś na tych stronicach jest bohaterem.

Opowieść o prawdziwym człowieku. Borys Polewoj  Mam sporo książek nowych, ledwo co kupionych i starych,  kupionych dawno ale nie przeczytanych, korzystam też z biblioteki w moim mieście, mam też swoją biblioteczkę, jest dość spora.
No więc zaczęłam się zastanawiać, którą czytać następną? Czy testować nowość? Czy starą, sprawdzoną. A jak starą, to jak bardzo, tę co przeczytałam 10, 20 lat temu, czy taką jeszcze za czasów dzieciństwa? Czy przetestować nowość i liczyć się z ewentualnym rozczarowaniem czy iść jak w dym z pewną książką? Zdecydowałam się na dzieciństwo. A za czasów dzieciństwa pamiętam dwie książki, które tak mną oczarowały, że nigdy ich nie zapomnę. Biały Bim Czarne Ucho, książka, która sprawiła, że płakałam pierwszy raz przy czytaniu oraz Opowieść o prawdziwym człowieku, książka, która wstrząsnęła, wzruszyła moim młodym duchem. Pod koniec lat 80 - tych w szkole zarządzono palenie książek. Nie pamiętam dlaczego, teraz myślę, że to dziwne było. Raz cichaczem zeszłam do kotłowni i widziałam buchający ogień, w rogu ściany góra książek, niektóre takie piękne, grube szyte grzbiety, okładki twarde, kolorowe... ogień połykający kolejne tomy. Poprosiłam czy nie mogłabym wziąć jakieś, pozwolono mi, wzięłam na szybko pierwsze lepsze z brzegu, ile moje dłonie zmieściły i uciekłam. Bo ta kotłownia taka straszna była. Jedną z uratowanych książek była Opowieść o prawdziwym człowieku. Dla mnie to książka życia, ma wartość emocjonalną rzecz jasna,  stawiam ją w regale książek ponadczasowych, książek mądrych z przesłaniem. Książek, które zastanawiają, podbudowują, odpowiadają na lakoniczne pytania o sens. Sens wszystkiego.
Ta książka w jakiś sposób mnie ukształtowała. Teraz, po latach, jako już dorosła osoba, wiem, że ja tę książkę potrzebowałam, ona musiała trafić w moje ręce. Całkiem na poważnie myślę, że to Mój Anioł Stróż pokierował moimi ruchami, w dół, do kotłowni - kiedy nigdy wcześniej ani potem tego nie robiłam, miałam może 9 lat? Nie umiałam za dobrze czytać, chyba nawet czytałam gorzej z całej klasy, książkami się nie interesowałam - by właśnie w ten dzień uratować ją od ognia. Ta książka uruchomiła moje marzenia. A były mi one bardzo potrzebne. Miałam 10 -11 lat kiedy ją przeczytałam po raz pierwszy, nigdy o niej nie zapomniałam. Niosę ją w sobie głęboko w sercu. Książka jest stara, kartki pożółkłe, pachnące starością (bajka!) okładka twarda, porządnie zszyta (mało tak fachowo zszytych jest książek w naszych czasach), język archaiczny... a właśnie język! Miód na serce czytać książkę w takim języku, cudowny! Znacie Na jagody, Marii Konopnickiej? Podobno wydano wersję nowoczesną, przełożoną na współczesny język, bo stary niezrozumiały dla współczesnych dzieci (i rodziców)... a ja ten język pamiętam, dzieciństwo mi przypomina... Dziadek do orzechów Hoffmanna, ten z ilustracjami Szancera, dwa lata temu Martynie czytałam i musiałam co drugie słowo tłumaczyć, bo dziecko nie wiedziało co czytam. Niesamowite naprawdę.W książce Polewoja jest właśnie ten język archaiczny... piękny, bogaty, mistrzowski. Zapomniany.
Opowieść o prawdziwym człowieku to biografia o Aleksjeju Mierjesjewie, radzieckim pilocie, który po amputacji obydwu nóg, powrócił do służby za stery samolotu. To jest biografia o człowieku niezłomnym, prawdziwym. To jest opowieść o bohaterze. To jest opowieść o wojnie.
W internecie jest sporo informacji na temat Mierjesjewa, wystarczy wpisać w  wyszukiwarkę, a wyskakują informacje dotyczące jego służby w wojsku. Sprawdziłam też dostępność książki, wydana została w roku 1958 przez wydawnictwo Iskry. Na Allegro za małe pieniądze, myślę, że w antykwariacie stacjonarnym taką perełkę można też dostać.
Polecam wam tę książkę szczególnie.

25 komentarzy:

  1. Ja tej jesieni nadrabiam zaległości czytelnicze!!!
    Buziaki kochana i miłej lektury:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co czytasz?
      Ja teraz, dla odmiany, biorę się za romanse :)

      Usuń
  2. Fajne książki, ale moje klimaty to horrory i kryminały ;) Wiesz...po tym gotowaniu i pieczeniu słodkości człowiek musi trochę to zrównoważyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaniedbałam czytanie, ale mam w planach dużo czytać tej jesieni. Oby tylko nie skończyło się na planach. Twoje pozycje mnie zainteresowały, z chęcią do nich wrócę, piękne zdjęcia. Uściski ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie teraz pomyślałam, że jak skończy się, że nie przeczytasz tej jesieni żadnej książki, to znaczy, ze robiłaś coś równie ciekawego. Powodzenia!

      Usuń
  4. Kocham czytać, z przyjemnością przejrzałam Twoje propozycje :) w pamięci "zanotowałam" kilka tytułów, np. "Czereśnie zawsze muszą być dwie" brzmi obiecująco :)
    Jak widzę powieści, w dowolnej ilości - tutaj u Ciebie, albo np. w bibliotece - to jednocześnie ogarnia mnie radość, wręcz euforia, a jednocześnie jakiś żal, tęsknota, nawet wściekłość bo wiem, że choćbym poświęciła całe życie to nie przeczytam wszystkich... ;)
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Tak właśnie, też tak mam! I jeszcze: ile cudownych książek pojawi się, kiedy mnie już nie będzie, żal niesamowity :):):) Również pozdrawiam!

      Usuń
  5. kupię ją na pewno"Opowieść o prawdziwym człowieku"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W nocy, jak już wyłączyłam komputer pomyślałam, że nie wpisałam możliwości wypożyczenia książki. W bibliotekach jest dużo starych książek, być może w Twoim mieście też będzie?

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Gdzieś mi się o uszy obiło, że osób lubiących czytać jest mniej niż tych, co nie czytają w ogóle... dosłownie nie chcę w to uwierzyć :)

      Usuń
  7. Własnie wczoraj stałam w Biedronce i zastanawiałam się nad tymi Czereśniami Witkiewicz. Ale nie wzięłam i teraz chyba żałuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zobacz czy w Empiku jest jeszcze, ja właśnie tam kupiłam w promocyjnej cenie, znacznie niżej niż w Biedronce...

      Usuń
  8. Ja czytam cały czas i lecę teraz z czarną serią :) Czyli horrory, thrillery i kryminały. Ale lubię też inne książki, a ostatnio w wakacje czytałam Sagę Agnieszki Krawczyk(3 tomy), pozostałe 4 też ekstra. Polecam. Ja byłam ZACHWYCONA!!!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w planach kupić tę sagę, ze względu na okładki :) Ale jak piszesz, że świetne, to już się zastanawiać nie będę.
      Ach... kiedyś horrory czytałam namiętnie, niepotrzebnie któregoś razu, jako panienka poszłam do kina na pewien horror o obłąkaniu, straszny był i od tej pory zrobiłam się bardzo delikatna. Horrory jakie czytam to te z wilkołakami albo wampirami z miłosną grą w tle :):):)

      Usuń
  9. "Tully" i "Czereśnie zawsze muszą być dwie" to książki, które chciałabym przeczytać. "Opowieść o prawdziwym człowieku" poznałam w podstawówce. Oj dawno to było! Niestety, czasy kiedy nie rozstawałam się z książką aż do momentu dobrnięcia do jej końca, minęły bezpowrotnie. Ślipka tak szybko się męczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowieść o prawdziwym człowieku, to była lektura obowiązkowa?
      No właśnie, ten wzrok... ja przez to noszę okulary, że przestać nie mogłam i często po zmroku czytałam. A czytałam namiętnie. Bardzo żałuję, że nie zorganizowałam sobie światła większego niż latarka.
      Współczuję Twoim ślipkom :) bo rozumiem, że Chciałabyś aby te czasy wróciły? Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  10. Dar mnie calkowicie zauroczyl 😊 dziekuje za inspiracje 😊

    OdpowiedzUsuń
  11. Zaintrygowała mnie pierwsza pozycja. Jesienne wieczory (nie mylić z dniem) płyną u nas wolniej , więc będę miała więcej czasu na książki.
    Po Twojej recenzji ,,Opowieść o prawdziwym człowieku,, muszę przeczytać. Zgadzam się z Tobą ,że niektóre książki potrafią odcisnąć ślad na naszym życiorysie. Z dzieciństwa oprócz pozycji okraszonych przez wybitnych ilustratorów (kreska Szancera, Kubasty jest jedyna w swoim rodzaju) W pamięci pozostała mi pozycja ,,Jakubek i brzoskwinia olbrzymka,, ...był nawet moment że utożsamiałam się z głównym bohaterem. Dziekuję Ci że odgrzebałam to wspomnienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakubek i brzoskwinia olbrzymka, nie czytałam, koniecznie muszę ją dostać, przy najbliższej wizycie w bibliotece, a jak tam nie będzie to na Allegro, przed chwilą widziałam, że są. Ja Tobie też dziękuję. To jest dość przyjemne uczucie, że znalazłaś czas by wejść na mój blog, przeczytać, co nagryzmoliłam, skomentować, podzielić się też swoimi wspomnieniami. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  12. Dobry wieczór,
    a zdradzi mi Pani, w którym sklepie do nabycia były: Księga I, II, III, IV Pellinoru (Dar, Zagadka, Kruk, Pieśń). Allison Croggon.
    Dziękuję.
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  13. Siedzę teraz w biografiach artystów malarzy i generalnie w ogóle lubię czytać biografie, więc najchętniej sięgnę po "Życie pasterza". Lubię czytać takie właśnie subiektywne opinie o książkach, sama też takie piszę. Każdy inaczej odbiera książkę i fajnie jest poznać czyjś punkt widzenia.

    OdpowiedzUsuń