wtorek, 19 września 2017

Szary Różowy i jasne drewno (rzecz o małym remoncie)


W planach jest jeszcze większy remont, budujemy poddasze, ale póki co, co jakiś czas organizuję remonty mniejsze.
By ułagodzić swoją naturę, która wyrywa się do ciągłych zmian.
No nie lubię stać w miejscu, ku przerażeniu co po niektórych, albo lepiej to ujmując, "co po niektórego" ;) Bo mój mąż tak dla przykładu;  mieszkając w tym domu, od 10 lat zrobiliśmy 10 remontów, z mojej inicjatywy oczywiście. Gdyby to miało zależeć od Niego, to remontów byłoby 0.
Ostatnio napomknęłam, że potrzebuję dodatkowej lampy nad blatem w kuchni, to dosłownie zzieleniał.
Och... ja tę dodatkową lampę będę mieć, muszę jedynie cierpliwie poczekać aż dojrzeje... jak już zzieleniał, to do momentu aż dojrzeje minie dobre kilka miesięcy. Jak uda się ją zamontować do końca tego roku, to sukces będzie ogromny. Oczywiście, jak to u mnie, lampa to nie taka zwykła lampa, tylko trzy kable podpięte osobno i finezyjnie zwisające nad blatem. Przynajmniej będę mieć jasno i nie pociacham się przy krojeniu.
Od kilku lat jesteśmy w "trakcie" remontu, podnieśliśmy dach i "robimy" poddasze. Piszę te słowa w cudzysłowie, bo najzwyczajniej na świecie już chcę żyć bez widoku kartonów, i każda zwłoka z poddaszem doprowadza mnie do frustracji.
I żeby sobie ulżyć, wymyślam remonciki na dole.
Te poddasze to o tyle ważna sprawa, że od niego uzależniony jest dół. A ja już wszystko sobie zaplanowałam, nowe rozmieszczenie pokoi, zrywanie podłogi (zamiast paneli będą deski! :), cegła, drewno, kuchnię trzeba odnowić, bo jak ekipa weszła na górę to sufity popękały... fronty kuchenne nowe...
Zaczęłam już zbierać dodatki na górę, chowam je do wielkiego pudła z napisem Poddasze
W tym pudle mam dwie perełki; drewniane koła zdobyte na targu staroci, w bardzo dobrym stanie, stare ale zadbane, będą służyły jako lampy zwisające na łańcuchach. Na każdym półpiętrze na podłodze będą płytki marokańskie, bardzo bym chciała aby jak najszybciej trafiły do tego mojego pudła :) W pudle jest jeszcze zegar z tarczą postarzaną, z cyframi rzymskimi, o średnicy 80cm będzie wisieć na ceglanej ścianie na drugim półpiętrze.

Doczekać się nie mogę!

 Wychowałam się w pałacu (naprawdę :)) zamiast pokoi zwykłych były komnaty, przestrzenne, nasłonecznione, okna wysokie aż pod sam sufit... i wprost doczekać się nie mogę, że w końcu od podłogi do sufitu będzie u mnie więcej niż 2 metry, które mnie duszą niemal, te komnaty to jednak w krew mi weszły, choć Mąż nazwał to inaczej :).... zwał jak zwał ale będzie przestrzeń i będzie wysoko do sufitu. Tak jak lubię.
Przy kanapie, koniecznie rozkładanej dla gości, będzie stać skrzynia ala barek na wino w stylu kolonialnym (od 2010 mam wybrany model i aż się boję, że kiedy przyjdzie czas by go kupić to zabraknie), a na tym barku... między innymi piękny, rzeźbiony w drewnie pojemnik, z kryształowo drewnianą pokrywką, kupiłam ją na Westwing. Jak ten pojemnik zobaczyłam od razu wiedziałam, że to na ten barek, choć barku jeszcze nie mam... już widzę, jak wyciągam pojemnik z kartonu, delikatnym ruchem ocieram rękoma, by fakturę poczuć, chwytam nabożnie w dłonie i spokojnym krokiem, po schodach idę w kierunku poddasza, do skrzyni. Nachylam się i kładę na drewniany blat, a światło z okna dachowego wpada przez kryształowy uchwyt i rzuca białe cienie.... i nadziwić się nie mogę, że ten mój Mąż nie podziela mojej ekscytacji... Że niby mam się bardziej zajmować ociepleniem czy rekuperacją a nie takimi .... no :)
Mówię Mu, że lepiej wiedzieć, co gdzie ma być... gdzie stać albo na czym... niż nie wiedzieć. Mniej stresu. Ale On jest moje przeciwieństwo, więc rozumiem, że nie rozumie... choć naprawdę, ciężko mi czasami z tą wyrozumiałością. Bo ja Mu mówię, ze serce mocniej zabiło, że światełko nad głową się zapaliło jak cośśśś zobaczyłam, że to jest TO, co szukałam, że CZUJĘ, że to jest idealne na to miejsce... a on w odpowiedzi mówi, że w sercu czuje, że to, co czuje to są kątowniki i wełna.
Więc gdy się zorientowałam, że kolejny rok opóźnienia jest, nie ma szans, bym mogła zaadaptować te wymarzone metry kwadratowe, możecie się domyślić...
Więc sobie myślę tak - musicie wiedzieć o mnie, że przeszkody to ja lubię przeskakiwać, więc dosyć krótko było mi przykro, choć tęsknota jest nadal, bo od wielu lat żyjemy na kartonach i chciałabym już odpocząć, sięgnąć po coś na spokojnie a nie przekopywać się, do czegoś, co jest na samym dnie, pod wieloma pudełkami. Czasami się już odechciewa.
Najbardziej żal mi książek, wszystkie z czasów panieńskich, a mam ich dość sporo pochowane są w dużych pudłach, czasem mam ochotę obejrzeć , wrócić do pewnej książki, i nie raz zniechęcam się na wstępie bo ciężko się dostać...
Więc sobie myślę tak,  że jak już te poddasze zrobione będzie, to Martyna ze swojego pokoju przechodzi do sypialni, którą przerobi się na jej nowy pokój, tam będzie miała od razu garderobę, to taki pokój nastolatki już będzie... przy czym Ona tak bardzo chciała mieć łóżko piętrowe, a wiadomo, że mieć go w nowym pokoju nie będzie, a chciałam spełnić jej marzenie, więc mówię do Męża tak: Posłuchaj, spełnijmy marzenie Martyny, ona te łóżko piętrowe tak bardzo chce,od kilku lat o tym ciągle mówi. Jak już te poddasze będzie (?), to jej nowy pokój zastanie Ją, jak nastolatką będzie, już raczej nie będziemy nic zmieniać, prawda? Ostatecznie ten pokój zostanie... a co byś powiedział, gdybyśmy jej wstawili teraz łóżko piętrowe? Pomyśl... zdąży się nim nacieszyć, zanim przeniesie się do nowego pokoju, a później łóżko te odziedziczy po niej Przemek... no sam przyznaj, ze fajnie to wymyśliłam? No powiedz...
Rozmowa była w grudniu 2016, a w maju 2017 łóżko piętrowe już było wstawione(jakiś cud).
Łóżko sama zaprojektowałam, a znajomy stolarz wykonał. Idealnie się złożyło, bo wcześniej pokój Jej był już za bardzo kolorowy, więc trzeba było przemalować ściany. Trochę żal mi było Arielki i Trytona pod wodą, który kilka lat temu namalowałam na ścianie. Obraz został przemalowany i na jego miejsce namalowałam kropki.
Jeszcze trzeba w rogu przy oknie wmontować szafkę, gdzie mogłaby trzymać swoją drobnicę. Koniecznie z drzwiczkami, żebym nie widziała bałaganu (co oczy nie widzą temu sercu nie żal), który jest naturalnie przypisany do mojej Córy.
Ma to po Tacie.
Myślę, że to dobra zmiana, wprawdzie Martyna ma dopiero 8 lat, ale mam wrażenie, że wyrosła z Haby i Liliputiens. A ten teraz to takie przejście kolorystyczne do ostatecznego pokoju nastolatki;, nadal dziecięce ale już poważniejsze.

Jeżeli Jesteście ciekawi jak wyglądał pokój Martyny i moje malowidło na ścianie, to zobaczyć możecie Tutaj . Oraz początki, kiedy obraz powstawał Tutaj
Swego czasu odczułam brak deski do pisania, u siebie i u Martyny, zawsze kiedy widziałam, że pisze na kolanie a i mnie nie raz zdarzyło się podkładać książki pod kartkę, nachodziła mnie myśl, by nam jakąś deskę sprawić. Ale, że nie mogłam znaleźć nic ciekawego to wpadłam na pomysł, że kupię deski zwykłe i spróbuję namalować jakiś obrazek na nich. Deski przyszły, ale czasu zabrakło na malowanie, a wtedy całkiem przez przypadek w wyszukiwarce natrafiłam na te. Są od Green Gate, piękne. Szalenie ciężko było je znaleźć w polskim sklepie. Uwielbiam motywy drobnych różyczek, więc jak zobaczyłam tę deskę to oczy od razu mi się zaświeciły. Mamy dwie, jedna dla mnie druga dla Martyny. Kupiłam je Tutaj


31 komentarzy:

  1. Piękny pokój cudownej właścicielki :)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładne są te szarości w pokoju córci. Chciałam u siebie taki kolor na ścianach, ale malarz odradził, twierdząc, że wizualnie pokój się zmniejszy. Na początku października wkracza ekipa i nie wiem, czy posłuchać malarza, czy postawić na swoim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas przez kilka lat w pokojach kolor był brązowy/ cafe latte (ciemny/jaśniejszy) i jak zdecydowałam się przemalować na biały/crem, to odczułam od razu różnicę. Pokoje stały się optycznie większe, jaśniejsze, pogodniejsze... zdecydowałam się na przemalowanie pokoju Martyny na jasno szary i się nie zawiodłam. Na tych zdjęciach ten szary jest trochę złudny, w rzeczywistości jest jaśniejszy, zdjęcia robiłam w pochmurny dzień, w pokoju jest małe okno, które nie rozjaśnia całego pomieszczenia.
      Użyłam dwie farby do pokoju, białą i szarą, którą dodatkowo wymieszałam z białą, by rozjaśnić. W sklepie kupiłam jasnoszarą farbę, która moim zdaniem - po otwarciu puszki i wymieszaniu - była typowo szara, musiałam dolać sporo białej by uzyskać ten odcień, który mnie interesował. Pastelowy. Wszystko robiłam sama, łącznie z malowaniem.
      Sufit na biało (by wyodrębnić czarną lampę i nie przytłoczyć pokoju), ściana z kropkami lekko ciemniejsza - by wydobyć złote kropki, a cała reszta ton jaśniejszy szary. Myślę, że gdybym użyła ciemnej szarości, to malutki pokoik sprawiałby wrażenie jeszcze mniejszego. Więc szara, ciemno szara odpada.
      Na podstawie własnego doświadczenia (i wyobraźni) piszę, że jasne pastelowe odcienie optycznie nie zmniejszą pomieszczenia.

      Usuń
    2. Dzięki serdeczne za radę. Będzie jasnoszary. Gdyby nie drobne pęknięcia przy kominku, pewnie też sama zabrałabym się za malowanie. Dwie umówione ekipy wystawiły mnie do wiatru. na początku października mają być następni. Mam nadzieję, że tym razem trafię na ludzi słownych. Nie przypuszczałam, że i u nas doczekamy się czasów, kiedy znalezienie fachowca będzie graniczyć z cudem. Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję za podpowiedź>

      Usuń
    3. Jak czytam o takich "fachowcach" to aż się spinam...Czyli Wy też macie takie przeboje? Myślałam, ze tylko ja taka pechowa jestem. Też tego braku słowności nie rozumiem, jak chłop obieca, że przyjedzie i zrobi, to dla mnie jasne, że tak się stanie. I mocno zdziwiona jestem - i to za każdym razem, to się bierze z naiwności- że nagle nie odbiera, ufo porwało. Najgorzej jest, kiedy mówi, że przyjdzie a nie przychodzi, umawia się na inny termin - a my jak osły czekamy - nie przychodzi znowu... a czas ucieka. Już nie wspomnę o oszukiwaniu i innych machlojach.
      Życzę Wam, żeby fachowcy październikowi okazali się godni. Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. U Ciebie jak żyłkę piękne zdjęcia 😊 Ja jestem właśnie świeżo po wielkim remoncie i przeprowadzce. Dopiero zaczynam dochodzić do siebie, ale warto było wprowadzić zmiany 😊 Pozdrowionka serdeczne 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję, mogę się tylko domyślić jakie to wspaniałe uczucie. Przyjemnego dochodzenia do siebie :):):)

      Usuń
  4. slicznie , a co to za roślinka na parapecie ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Aaaaaaa! Też się nadziwić nie mogę, że ją mam. Że zdecydowałam się na zakup kwiatka, kiedy wszystkim na około wiadomo, ze mnie się w domu kwiaty nie trzymają. Mam nadzieję, że ją życia nie pozbawię i dam pić, kiedy będzie chciała.

      Usuń
  6. Mi tam tej Arielki nie szkoda;)Pokój jest obłędny. Bardzo przytulny. Wróciłam na chwilę percepcją do swoich kilku lat i dałabym się pociąć za taki pokoik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też :) Zwłaszcza, że jako dziecko nigdy swojego pokoju nie miałam. Mówię Jej, że jest szczęściarą, ale no cóż, dla niej takie i inne wygody to standard.

      Usuń
  7. Jak Ci ta Sophora się chowa? Ja czekam na swoją. Ma przyjechać jutro. Kocham ją:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podlewam ją dwa razu w tygodniu, nie dopuszczam do wysuszenia ani do przelania, w półcieniu jest. To będzie jej pierwsza zima w naszym domu, więc nie wiem jak wytrzyma. Czytałam, że powinna bytować tak do 15 stopni, więc będę musiała ją wyprowadzić na ten czas zimowy. Myślę, że to jest ważne, bo miałam kiedyś drzewko eukaliptus, i po zimie usechł niestety, myślę, że to z powodu właśnie ciepła.

      Usuń
  8. Podoba mi się fragment o tym, że Mąż zieleniał i dojrzeje za jakiś czas... :D
    Poczytałam... i pomimo, że masz z tym wszystkim zamieszanie, i że trzeba czekać, to jest to takie pozytywne zamieszanie... :) jak pomyślę jak będzie super jak skończysz... ach, zazdroszczę!!! ;) marzy mi się dom i możliwość urządzenia go. Na razie mam 37 metrów w bloku, raczej nie poszaleję :P
    Fotki z pokoju córki - rewelacja... wygląda jak z katalogu albo magazynu o urządzaniu wnętrz, serio... :)
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ciebie świetnie rozumiem z tą zazdrością. I rozumiem, że to taka życzliwa zazdrość, która i mnie czasem dotyka :)
      A wiesz, że marzenia się spełniają? :) Jest w naszym świecie blogowym koleżanka, która też mieszkała całe życie niemal w bloku i marzyła o swoim domu z ogrodem, a perspektyw na to nie miała żadnych (zwłaszcza finansowych) ale bardzo marzyła, tak bardzo, że marzenie się jej spełniło. Domek wśród zieleni jakby z nieba jej spadł. Już nie pamiętam dokładnie, ale długo, chyba 3-4 lata szukali aż pewnego dnia natrafili na pewien domek....jakaś starsza pani za pół darmo im sprzedała, na kredyt wzięli, hipoteka...
      Tobie też życzę aby Ci się marzenie spełniło!
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Ależ pięknie, moje ulubione kolorki, biurko o jakim marzę :-) Cudownie, spokojnie i przytulnie , Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  10. Coś czuję, że samej miło Ci przysiąść przy tym dziewczyńskim biurku ;)
    Ciekawa jestem reakcji córki na spełnione marzenie o łóżku piętrowym. U nas przed malowaniem, też nie było lekko -Ola wymyśliła sobie ,,trudny,, kolor na ścianach...ten wątek rozwinęła na blogu.
    Czytam o Twoich remontach i wysnuwam tezę, że mężowie tak najwyraźniej mają (bez rocznego okresu wyczekiwania, tematy mieszkaniowe w zastygnięciu)..zwłaszcza mężowie księżniczek (wychowałam się w fabrykanckim pałacyku z reprezentacyjnym, mansardowym dachem hi,hi) Podobnie wszystkie zmiany zaczynam od marzycielskich wizji...i tego się trzymajmy. Specjaliści podpowiadają że wizualizacja to połowa sukcesu ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca moje plany się ziściły z tym łóżkiem, sądziłam, że będzie skakać do sufitu z radości, ale błąd popełniłam bo nakazałam najpierw posprzątać pokój... reakcja, wiadomo :)
      Czasem mnie to denerwuje, bo na przykład, na szafkę nad lodówką czekam już 4 lata, ale On ją ciągle robi, jak się pytam.
      Sprawdziłam sobie z ciekawości jak wygląda taki fabrykancki pałacyk z reprezentacyjnym mansardowym dachem... Piękny! :) Ja jestem księżniczka od pałacu cystersów :)

      Usuń
  11. Jak pięknie :) I ile cudnych ilustracji tu i tam.. Deseczki też zwróciły moją uwagę, z resztą, uwielbiam motywy Green Gate.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że cena tak wysoka. Spróbuję namalować takie ozdobne deseczki, myślę, że będzie fajny prezent na święta, nawet klipsy ozdobne można kupić osobno, zwykłą deska, maaloooowanieeee i jest.

      Usuń
  12. no nie usiedzi kobieta w miejscu, nie usiedzi...ale efekt jest i to jaki. Pięknie.
    Tej miny męża to ja się domyślam...u mnie od tylu lat to samo, zawsze zdziwiony...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie usiedzę, te robaczki mam w ... tu i tam i, nie usiedzę :)
      Niesamowite z tym zdziwieniem, prawda? Powinien się przyzwyczaić :):):):)

      Usuń
  13. Pokój po remoncie wyglada fantastycznie :) faktycznie taki jest bardziej dojrzalszy. Pamiętam ten malunek, byl świetny i masz racje szkoda ale co zrobić. Powodzenia z poddaszem.... I lampa :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Prześliczny pokój, cudowny dobór kolorów i wszystkich drobiazgów - jest nieszablonowo, uroczo i szykownie zarazem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było, teraz tam panuje Martyna i zaręczam, nie jest już uroczo i szykownie. Jest inaczej ;)

      Usuń