piątek, 29 grudnia 2017

O WIGILIJNEJ SIEROTCE MARYSI

W sobotę Wigilia, więc w piątek wieczorem wzięłam się ostro do przygotowań. Jeszcze do południa kończyłam ostatnie malowanie, a potem... że co, ja nie dam rady posprzątać domu do Świąt?! Mam na to kilka godzin, spokojnie wystarczy. Przecież nie muszę robić generalnych porządków.
Więc sobie spokojnie układam, przekładam, ganiam za mężem aby mi lampki nad blatem w kuchni zamontował, bo inaczej jeść nie dam. I proszę bardzo, by zrobił to jeszcze dzisiaj, bo jutro nie będzie na to czasu.
A On wyciąga drabinę, i jak nigdy nic robi... myślę sobie, co jest? Bez obowiązkowego proszenia, błagania, szantażowania...?
A On mi się pod nosem podśmiewa i dogaduje, że on to taki obowiązkowy jest, i jak obiecał, to robi... przed Wigilią, i niech sobie TO zapamiętam.
O 2 nad ranem myślę sobie, że nie dam rady, muszę się położyć, a od samego rana gotowanie.
Zamoczyłam fasolę na noc, co by można rano wziąć się za przyrządzanie kapusty z fasolą.
I pluję sobie w brodę, że nie wzięłam się za to wszystko wcześniej. W sierpniu zaczynam tworzenie, by na spokojnie ze wszystkim zdążyć, a tydzień przed Świętami będę gonić wszystkich by sprzątali po sobie, porządku będę pilnować.
Jak Cerber.
Ale...to taka moja tradycja - wygląda na to -  by robić wszystko na ostatnią chwilę i obiecywać sobie, że w kolejnym roku będzie inaczej, lepiej.


Dzień Wigilii

Wstaję...
Od razu biegnę do kuchni, fasolę na gazie załączam, planuję, za co pierwsze chwycić, jak teraz wyciągnę stolnicę, to zrobię uszka, potem buraczki na wrzątek, w międzyczasie... tak, jak się uwinę to dam radę... patrzę na zegarek w piekarniku, a tam... nie wierzę, przecieram oczy zdumiona... 10. 35!!!!
Adam!!!!
Dlaczego mnie nie obudziłeś?! Przecież Wigilia jest ... tyle roboty przede mną. Nieważne, że późno się położyłam, odpocznę sobie jutro w Święta. I co się śmiejesz się pytam?!
Przymykam oczy, uspakajam się... to jest TEN dzień. Dzień na który czekam przez cały rok. Od dziecka, przez te wszystkie lata.
Łopot skrzydeł w brzuchu, oczekiwanie na coś wspaniałego, w dzieciństwie pewnie o prezenty się rozchodziło a teraz myśli moje krążą wokół jedzenia :):):) Potrawy, które jemy tylko raz w roku.
Przenoszę swoją radość na dzieci, które skaczą i piszczą, też czują ten klimat.
Mąż zagania nas na śniadanie (które sam przygotował), wszyscy czujemy już podniosłą atmosferę. Może z wyjątkiem męża, który chichra się przy stole.
Udaję, że nie widzę. By się nie zdenerwować. Dziś jest ten dzień, w którym zgodnie z porzekadłem, jaka Wigilia taki cały rok.
Ale co popatrzy na mnie, to się śmieje. Strasznie to denerwujące, więc mówię groźnym tonem, by się uspokoił. Ale to go bardziej rozśmiesza.
Siedzimy wszyscy przy stole. Dzieci między sobą się przekomarzają, może to pójść w dwa kierunki; za chwilę będą się śmiać, albo będziemy ich rozdzielać.
Zerkam na nich, śledząc rozmowę, jednocześnie już jestem myślami w kilku miejscach na raz, kiedy słyszę głos Adama, który pyta się nas, co mamy w planach na dzisiejszy dzień:
- Posprzątam w swoim pokoju - mówi Martyna, co budzi naszą ogólną wesołość, oczywiście z docinkami, o wyzwaniu jaki ją czeka  - ubiorę dzisiaj na kolację, tę ciemną błyszczącą sukienkę mamo - zdecydowała
- Taaak... to dobry pomysł - odpowiadam
- Powiedz mi tato - mówi dalej Martyna - o której idziemy do babci? Tatooooo, zadzwoń do babci i zapytaj się, o której mamy przyjść, dobrze?
 - Nie trzeba dzwonić, idziemy, kiedy pierwsza gwiazdka na niebie będzie - odpowiada
- Ale o której?
- Jak posprzątasz -  A ty Przemek? Jaki masz plan na dzisiejszy dzień - zwraca się do syna
Okazuje się, że syn nie ma żadnych planów, będzie się bawił i tyle.
Wszyscy patrzą na mnie, jakie plany mam ja?
- Oho ho ho - wołam - jakie ja mam plany?  Muszę zrobić to i tamto - wyliczam. Mąż przytakuje grzecznie, zachęca do dalszych zwierzeń - na pewno zdążę wszystko zrobić, najwyżej z czegoś zrezygnuję
Następuje cisza, którą po chwili przerywa Adam.
-Muszę wam coś powiedzieć - wzdycha teatralnie - To jest takie wydarzenie, które dzieje się raz w roku - grzecznie przytakujemy-  I jest też taka wiadomość, którą jednym przy tym stole sprawię radość - zerka na mnie - a innych zasmucę - patrzy na dzieci. Następuje cisza, patrzymy na niego wszyscy w oczekiwaniu...

WIGILII DZISIAJ NIE BĘDZIE!

- Jak to nie będzie?!!! - woła Martyna podskakując, talerze na stole brzęknęły, ja patrzę na Adama zdumiona "Co on wygaduje?!!!" myślę sobie - jak to, wigilii nie będzie?!
....
......................
....
Okazało się -rzecz jasna -że mi się dni pomyliły.

A żeby ciągnąć nadal tę błazenadę, utrzymywał również córkę w błędzie, która wszystkim, kto chciał słuchać przekonywała, ze My wieczerzę mamy w sobotę.
Na przykład na zajęciach piątkowych na basenie, pytała się pana Dominika, kiedy ma Wigilię (chodziło jej o której), odpowiedział, że w niedzielę, na to Martyna, że ona ma w sobotę - To fajnie - odpowiada pan Dominik, dostaniesz wcześniej prezenty.
Albo u Babci Wiesi, Martyna przekonywała Ją, że Wigilia jest jutro, w sobotę... mrugnął tylko Babci, by zignorowała bajanie Martyny...
Oczywiście, że w sobotę Martynko, w niedzielę przecież jest pierwszy dzień świąt - tłumaczyłam Jej, kiedy z wątpliwościami wróciła w piątek ze szkoły.
Podobno miał ubaw w piątek kiedy latałam po pokojach i przygotowałam się do Wigilii, i z tego mojego wigilijnego" przemówienia w sobotę, i tej mojej "wigilijnej" euforii
...
a po co to wszystko?
Wiecie?
Po to abym zdążyła ze wszystkim na czas.



12 komentarzy:

  1. No to nieźle zakręcona jesteś (byłaś)! Będziecie mieli co wspominać! Podejrzewałam takie zakończenie. Ubawiłam się setnie. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że to będzie jeden z tych kawałów rodzinnych, opowiadanych przy spotkaniach...
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Niezła sprawa. A mąż super gigant. Usmialismy się z moim mężem z tej Waszej historii ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już czuję, że ta historia będzie się za mną ciągnąć do końca ;)

      Usuń
  3. U mnie ten numer by nie przeszedł...no chyba że ktoś podkradł by terminarz. W moim przypadku, bez kalendarza jak bez ręki- to co zapisane, nabiera mocy ;)
    Wszelkiej Serdeczności w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz! Ja to samo mówiłam :):):) Ale ten czas przedświąteczny był na tak wariackich papierach, że się nie dziwię, że dałam się tak wkręcić. Na początku tygodnia napomknął, że musimy się pospieszyć z przygotowaniami, bo Wigilia w sobotę, a ja nie zaglądając już do kalendarza, zakodowałam sobie, tę istotną informację, między jedną rzeczą tworzoną a drugą. Obiecuję sobie, że będę bardziej rozgarnięta, to znaczy, że zacznę tworzyć na Boże Narodzenie już w sierpniu. A nie na ostatnią chwilę. Dziękuję za życzenia, z wzajemnością dla całej Twojej rodziny, pozdrawiam :):):)

      Usuń
  4. Masz dar nie tylko do "kreślenia" rysunków etc. ale i do słowa :)
    Nieźle zakręcona :) POZYTYWNIE mega!
    Brawa dla Męża...pięknie to "rozegrał" byś miała na wszystko czas :)
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak, żartowniś, ten żart mu się udał, to prawda :)
      Pozdrawiam również cieplutko :)

      Usuń
  5. ha ha :D niesamowita anegdotka :) taka pozytywnie zakręcona :) Brawa dla Męża! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Dzięki... ja nazwałabym siebie nieco inaczej...
      A męża, to ja chętnie wałkiem bym potraktowała, wyjątkowo nieznośny ;)

      Usuń
  6. Hahahhahahahhahahhahahahaha!
    Haha!
    Padlam na twarz i nie wstalam xd ale zdazylas! I jeszcze sie wyspalas ;)
    U mnie wigilia byla pozno bo z racji braku kierownictwa i zabrania kilku przepisow do grobu (doslownie) kazdy cos od siebie dodawal a wiadomo, gdzie kucharek 6... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem... beznadziejny przypadek...
      Tak powiało grozą, mam nadzieję, że nic strasznego się nie stało?
      Pozdrawiam :)

      Usuń