MROCZNE KSIĄŻKI - miłość tajemniczość magia

Wszelkie romanse, to ja nauczyłam się czytać na studiach :) To była moja odskocznia od naukowych książek. Potrzebowałam coś prostego, nieskomplikowanego, coś do "niemyślenia". Padło na romanse.
Na początku były Harlequiny... kto z Was pamięta? ... do czasu, kiedy odkryłam, że za stroną 120 którąś najczęściej następuje moment pierwszego pocałunku (powtarzalność w seriach to kamień u szyi), rozmowy miedzy bohaterami takie jakieś płytkie mi się wydawały, problemy tychże bohaterów niekiedy śmieszne... uznałam, że jednak potrzebuję coś bardziej złożonego. Tym bardziej, że nieustannie porównywałam wszystkie czytane książki o miłości do pewnej sagi. Szukałam dalej aż natrafiłam w ten sposób na romanse z wydawnictwa Da Capo, Tutaj możecie je zobaczyć... Kto czytał? :).... pokochałam te historyczne, o rycerzach, wikingach... darzę te książki wyjątkowym sentymentem.
Oczywiście, nieustannie coś tam szeptało mi do ucha (słowa zasłyszane), że to obciach czytać takie książki, że to niższy gatunek literacki, dla niewymagających czytelników... nie chwaliłam się, zaczytana z wypiekami na twarzy miedzy Psychologią i życie P. Zimbardo (który doczeka się osobnego postu na blogu) kolejnym romansem o rycerzach a Pedagogiką specjalną i ogólną.... sobie tak lawirowałam. I tak przez 5 lat studiowania.
Ale znaleźć romans, który nie byłby totalnie płytki, gdzie dialogi nie obniżałyby naszej (bo jak czytasz fragment i jesteś nim zażenowana, to ta książka nie jest dla Ciebie) inteligencji, gdzie poruszona byłaby wyobraźnia... Wyobraźnia! ... wcale nie jest łatwo znaleźć.
Na 100 przeczytanych książek - chyba mam pecha - natrafię góra na 2, 3 ciekawe romanse... o których warto mówić.
Jestem prostą dziewczyną pomimo tej mojej złożoności - lubię mądre romanse. Ale najbardziej uwielbiam....Uwielbiam!... czytać takie, które są mroczne jednocześnie. Nie ma ich za wiele, ale mam kilka tytułów, które do teraz są dla mnie perełkami po prostu.
Dzisiaj chcę Wam o nich opowiedzieć.

Saga o Ludziach Lodu


Te książki są dla mnie na pierwszym miejscu. Towarzyszą mi od wielu, wielu lat. Przeczytałam je kilka razy (nie pamiętam już ile, serio ;) do tomu 30 -35 polecam, im wyżej tym słabiej. A potem jeszcze gorzej.
Ale pierwsze tomy... miód dosłownie! Miodzik! że tak to określę :):):)
Czekałam na przystanku autobusowych, wracałam z praktyki zawodowej (to była bodajże 2 klasa szkoły średniej), autobus się spóźniał, więc pomyślałam, że skoczę do pobliskiej biblioteki, najwyżej pojadę kolejnym. A w tej bibliotece trwała aktualnie wyprzedaż, książki po 1 zł... tam była saga. Rozpoznałam okładkę, bo koleżanka z klasy widziałam czytała, że niby fajna, polecała, ale ja nie byłam zainteresowana. Moim światem był S. King, D. Koontz, G. Masterton i inne w tej tematyce, sensacja, horrory, trochę fantastyki.
Reklama szeptana jednak robi swoje, kupiłam wszystko (brakuje 2 tomów), pozbyłam się w ten sposób pieniędzy na powrót do domu, na ten dzień, następny i kolejny jeszcze. Prawie 18 kilometrów szłam na nogach z torbami, w obydwu rękach, wypchanymi sagą Margerit Sandemo. Był styczeń, nie miałam rękawiczek, zmarzłam okropnie... wyobraźcie sobie, 18 km na nogach, w mrozie, 45 tomów do udźwignięcia.
W domu dostałam oczywiście burę, bo straciłam pieniądze na cały tydzień dojazdu na praktyki do miasta. Bezmyślne z mojej strony. Ale tak to już jest z tą miłością do czytania... do książek.
Czy jest ktoś kto nie czytał Sagi o Ludziach Lodu? Nie wyobrażam sobie, albo wyobrażam... co za strata! Moja wyobraźnia, dosłownie szalała podczas czytania pierwszych tomów. Wzdychań i tęsknoty za miłością tak silną, tak trwałą, tak wielką nie było końca...
Minęło tyle lat, a ja nadal do nich wracam i się nie znudziły, nie zmarniały w moich oczach, nadal tworzą się żywe obrazy, przeżywam od nowa mistyczne momenty.
Mistrzostwo.
I nie rozumiem, dlaczego tak się stało, ubolewam wręcz, że nikt nie wpadł na to, by zekranizować sagę...


Mroczna seria Christine Feehan


Od Sagi o Ludziach Lodu nie było żadnej książki, która byłaby jednocześnie romansem, fantastyką, horrorem, gdzie ta magia by buchała jak w kotle, a wyobraźnia zaś łechtała, roznosiła się we wszystkie zakamarki umysłu. Jak dla mnie ideał został osiągnięty. Nie sądziłam, że jeszcze jakieś inne książki, łączące te elementy trafią w moje dłonie i mnie zachwycą.
Przez przypadek chwyciłam z półki w bibliotece. Jednym tchem przeczytałam 9 części mrocznej serii... Tu mamy karpatianów, wampiry... Postanowiłam kupić sobie do domowej biblioteczki.
Oczywiście, to jest inne pióro, inna autorka przecież, ale struna, która została poruszona przy sadze, odżyła na nowo. Inaczej wprawdzie gra, ale gra.
Tu odbywa się powtarzalność, na którą tak psioczyłam na początku postu (odnośnie Harlequinów), ale ta miłość, dialogi, opisy rozterek bohaterów (i te pikantne momenty ... :) w jakiś sposób ukrywają te skazę.
Tę serię odróżniają od wszystkich książek tego typu, płomienne sceny miłosne, takie, że ... z wypiekami na twarzy ;)

Dziewczyna w czerwonej pelerynie


Najpierw obejrzałam film i zakochałam się. W klimacie (tajemnicze, bajkowe kadry, muzyka będąca uzupełnieniem)... w głównym męskim bohaterze :):):) 
A potem natrafiłam na książkę, która od filmu nie odbiega (o dziwo). Podejrzewam, że gdybym przeczytała tylko książkę  -nie utkwiłaby mi tak mocno fabuła - ale skończyło się inaczej.
Film obejrzałam trzy razy, szykuję się za jakiś czas by powtórzyć seans. Tak to już jest, jak natrafi się na coś, co się podoba. Co wpisuje się w nasz poziom.
A jaki to jest poziom, pewnie się zapytacie? Taki, gdzie moja wyobraźnia zaczyna kwitnąć a umysł przy tym nie protestuje ;)


A tutaj możecie zobaczyć zwiastun filmu

16 komentarzy:

  1. Może dobrze, że nikt nie zekranizował Sagi. Nadal możemy sobie wyobrażać bohaterów. "Dziewczyna w czerwonej pelerynie" mnie zauroczyła. Nie wiedziałam, że jest i książka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację.
      Choć z drugiej strony, w mojej ocenie wspaniale nakręcono Markizę Angelikę na podstawie książek (film z 1964 roku), albo współcześnie Outlander na podstawie tomów Diany Gabaldon... chciałabym zobaczyć - gdyby mistrzowsko nakręcili Sagę o Ludziach Lodu...
      Pozdrawiam ❤

      Usuń
  2. Saga...moja miłość. Sądzę, że z tym zakupem zrobiłabym tak samo!!! Ja mam podobne odczucia, po sadze wszystko do niej przyrownywałam. Kilka romansów jednak udało mi się trafić. Za to "Dziewczyny w czerwonej pelerynie" nie nie znałam...
    Zimbardo za to w porównaniu z innymi obowiązkowymi pozycjami do przeczytania na studiach był odskocznią, nie ma co ;)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ciężkie tomy do strawienia, też miałam, sądziłam dawniej, że nigdy o nich nie zapomnę i po nocach będą mi się śnić, a tu się okazuje po latach, że tytułów i autorów nie pamiętam, tylko Zimbardo wrył mi się w pamięć :) Co studiowałaś? Pozdrawiam również ciepło ❤

      Usuń
    2. Pedagogikę społeczno-opiekuńczą, haha a dziś będąc w bibliotece wypożyczyłam.....Zimbardo ;)

      Usuń
  3. Z Saga o ludziach lodu łączy się o ile dobrze pamietam z Saga o czarnoksiezniku (15 tomow) a na koniec jest Saga o królestwie swiatla. Saga o ludziach lodu jest najlepsza ale z ciekawosci warto przsczytac i pozostale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam! :) Przypomniałaś mi, przeczytałam wszystkie. Pamiętam niektóre romantyczne momenty między Tiril a Morim, ale bardzo mnie zasmuciła "śmierć" ich Dolgiego (chyba nawet bardziej niż znikanie ze świata członków Ludzi Lodu) ale to chyba nastąpiło w Sadze o Królestwie Światła, nie pamiętam już dokładnie... Nie mogę sobie przypomnieć imienia ukochanego (mojego też :) Indrii, o oczach lemura... pamiętasz jego imię?

      Usuń
  4. Hmm, o "Sadze o ludziach lodu" słyszę od czasu do czasu, na studiach gorąco zachęcała mnie do niej koleżanka, potem "Saga.." przewijała się to tu, to tam. Jakoś nigdy nie sięgnęłam po tę serię.. Może wreszcie czas? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam i polecam, przede wszystkim pierwsze tomy.

      Usuń
  5. "Dziewczyna w czerwonej pelerynie" bardzo mi się podoba i chciałam przeczytać książkę ale jakoś jeszcze nie przeczytałam , choc nie lubie oglądać filmów zanim przeczytam książkę , bo uważam ,że ksiązki są zawsze lepsze ;)
    "Saga ludzi lodu" parę tomów przeczytałam i bardzo mi się podobało ,ale nie miałam jakoś sposobności przeczytać wszystkich tomów , lubię mroczne tajemnicze ksiażki ;) trzymajace w napięciu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a romansów z wydawnictwa Da Capo niegdy nie widziałam i nie czytałam ;)

      Usuń
  6. No to ja Cię teraz zaskoczę. W ósmej klasie podstawówki, moja przyjaciółka podkradała pojedyncze części ,,Sagi Ludzi Lodu,, tylko po to, byśmy mogły czytać na przerwach, z wypiekami na twarzy ;)
    Do dziś pamiętam niektóre z opisanych scen, chodź to jedyne romanse jakie przeczytałam. Po mroczną prozę nie sięgam, chodź niektóre książki z literatury faktu oscylujące wokół drugiej wojny światowej, z powodzeniem można podciągnąć pod horror tamtych czasów.

    Napisałam maila ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało Ci się mnie zaskoczyć :D :D :D
      ... Mam wrażenie, że przeczytałam wszystkie książki na temat II Wojny Światowej (co z pewnością nie jest prawdą), jako miłośniczki historii naszego kraju, jednak mocno się zastanawiam, kiedy w dłonie trafi mi się książka, którą jak to opisałaś, można podciągnąć pod horror. Bo bardzo przeżywam, noszę w wyobraźni te obrazy, jak żywe, bo wiem, że zdarzyły się naprawdę, i męczę się, przeżywam... Czytam, bo spragniona wiedzy jestem, ale nie lubię. To co wydarzyło się w czasie II Wojny Światowej nie jest tak odległą historią... i absolutnie nie fikcją.

      Usuń
  7. Ja sagę po prostu połykałam:)był dzień ,że przeczytałam dwa tomy,ale były i takie,że tydzień nie mogłam strawić jednego:))a potem przeczytałam,że Margit jak pisała te książki to czasem miała wrażenie ,że ktoś stoi za nią i dyktuje jej do ucha co ma napisać,a czasem było tak,że nie mogła przez tydzień ruszyć ze zdaniem:)))i to się od razu wyczuwało w czytaniu:))))ale też już kolejne sagi nie były w ogóle dobre:))) o ludziach słońca nie przeczytałam

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam podobne zdanie co do romansów :) 2-3 trafiają się przyzwoite na jakieś 100 płytkich... i też lubiłam wymieszać je z "trudniejszymi", ambitniejszymi pozycjami...
    Jeśli chodzi o Sagę Ludzi Lodu - ja nie czytałam... :) choć podobnie jak Tobie - ktoś mi polecał. Po takiej recenzji jak Twoja, jeśli tylko Saga wpadnie mi w łapki, na pewno ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 sylwiitwory , Blogger