Rzecz o butach wiosenno letnich w stylu sportowym luźnym

Tego jeszcze nie było, bym tu o butach prawiła. Jednak gdy w tym miejscu, prawię o wszystkim, co mnie dotyczy to o butach nie mogę nie wspomnieć.
Nic też nie poradzę na to, że oczy mi się świecą, gdy zobaczę ręczniczek kuchenny, im bardziej niespotykany wzór, tym lepiej. Nie odwracam wzroku, od kubków, książek.
Oczy mi się świecą, gdy zobaczę jakąś błyskotkę. Wszystkie sroki tak mają. Podobno.
Buty też lubię zbierać - choć wiadomo, ze względów finansowych, mocniej się ograniczam. Bo jednak mam na względzie pewne osoby, których sprawy są dla mnie priorytetem.
Uwielbiam kowbojki miłością wielką i niezmienną od lat. Nic na to nie poradzę. I gdyby nie potrzeba nabycia ważniejszych rzeczy (dzieci dzieci dzieci... ), mogłabym zapomnieć się w tych wszystkich sklepach obuwniczych, do których lubię online wchodzić.
Może bierze się to stąd, że za dziecka miałam tylko jedną parę butów, i w niej chodziłam na co dzień i od święta, aż do momentu gdy podeszwa odchodziła, dziura  była to tu  to tam....
Mam swoje ulubione marki, którym jestem wierna od lat. Bo się najzwyczajniej na świecie sprawdziły, i ani razu się na nich nie zawiodłam.
Całkiem przypadkowo powstał pomysł na ten post, bo co jak co, ale o butach pisać, to dziwne się wydaje... była sytuacja, kiedy moja Martyna podebrała moje botki Felmini, i zaczęła w nich paradować na podwórzu. Bo stukają obcasy, frędzle powiewają, i tak się złożyło, że Ją przyłapałam.
Stanęła na rysunku, który dzień wcześniej z bratem zmalowała, ten moment, który zdecydował, że kazałam jej się nie ruszać i pobiegłam po aparat.
Tak ładnie się buty wkomponowały w ten rysunek.
Tutaj muszę Wam dopowiedzieć, że prześladują mnie "te momenty", w których jak zaczarowana patrzę, bo widzę świetny kadr, frustracja temu towarzyszy, bo naturalnie nie mam przy sobie aparatu, nie mam też zwyczaju se sobą telefon nosić, zdjęcia nie mam jak zrobić. Tracę w ten sposób możliwość zrobienia ciekawego ujęcia, a strata ta łazi za mną i łazi.
I jak to jest, że nie wszyscy wychwytują "te momenty"? Ani nie odczuwają straty, że zdjęcia nie udało się zrobić, a była taka możliwość. I obojętne im jest, jak ten aparat trzymają, jak zdjęcie przez to wyjdzie... ja tu dygresję robię, do tych zdjęć, co więcej trawy widać :)
Całkiem na poważnie myślę, by na jakiś kurs fotografii się zapisać, albo do szkoły, co by więcej się nauczyć, jak mi tak dobrze z tym aparatem. Lubię rzeczy ustawiać i robić im zdjęcia.
Ale to tylko taka dygresja.
Ja tu o butach chciałam Wam napisać, z firm, które darzę zaufaniem.
Tych butów na okres wiosenno letni mam wiele lat, rzadko kupuję nowe, chyba, że nadarzy się okazja (promocja - buty przecenione z 250 zł na 60 zł, toż to fantastyczna okazja)... niektóre z tych butów, co roku używane, nadal wyglądają prawie jak nowe. Dbam o nie, dokładnie przecieram, by zawsze czyste były. Sznurówki piorę też gdy jest taka potrzeba. Lubię gdy jest czysto. I tego samego uczę moje dzieci. Do męża sił nie mam ;)
Jeżeli chodzi o firmę Mustang, to idę w nią jak w dym, nie zastanawiam się.
W rozmiarze pasują idealnie, nic się nie odkleja, nie pęka, nie dziurawi się. Słyszałam różne opinie na temat tej firmy, ja jestem zadowolona. Ale rozumiem różnicę w użytkowaniu. Bo inaczej jest jak się ma tylko jedną parę, i w niej wszędzie i zawsze, a inaczej kiedy, ma się kilka par i na zmianę się je używa. W ten sposób na dłużej starczą, na lata.


Sandały Birkenstock mam... w sumie nie pamiętam od kiedy. Ze względu na moje problemy z kręgosłupem ( i nie tylko), to oprócz firmy Rieker jedne z moich ulubionych.
Wszystkie buty Birkenstock mają wkładkę profilowaną. Są też rozmiary dziecięce. Mojej Martynie 2 lata temu kupiłam sandały (bardzo powoli Jej stopa rośnie), używa je cały czas, nic się z nimi nie dzieje. A wiadomo, że dzieci zazwyczaj wszystko intensywniej używają.
Moje dwa razy zmoczyłam całkowicie, bez skutków ubocznych, typu odklejanie się podeszwy.


I ja.
O 50 ciasteczek mniejsza ;)
Staram się jak tylko mogę, nie zajadać zmartwień, smutków słodyczami. To moja największa bolączka, że jak stres,  to batonik, to ciasteczko, czekoladka, niby wszystko fit, a w nadmiernej ilości spożyte, to i tak dupka urośnie ;)
Ludzie, którzy mnie znają jeszcze z rozmiaru XS, przeboleć nie mogą (ja zresztą też) tej mojej przemiany z drobinki w puszystość, chyba za dużo się nasłuchałam...
Ciężko odmówić sobie słodkiej przyjemności...





3 komentarze:

  1. Czytając Twoje wpisy zawsze zachwycam się zdjęciami. Masz, dziewczyno, talent, wrażliwość i mnóstwo innych umiejętności, których np. i brakuje. A kurs fotograficzny to też moje marzenie. Chciałabym oswoić się z aparatem, nie obawiać się, że wciskając jakiś przycisk, coś zepsuję, nie będę potrafiła wrócić do "momentu wyjściowego"....
    Od kilku lat kupuję buty niemieckiej firmy Rieker, o której też wspomniałaś. Są bardzo wygodne,a choć nie ze skóry, trochę kosztują. Ostatnio jednak coraz mniej fasonów mi odpowiada.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja cale zycie w nike ;) niestety niewiele butow pasuje na moje stopy bo jak na długość jest ok to przy szerokosci odstaje... piekne zdjecia ;) pamietam jak sama mamie podbieralam buty ;) super wspomnienia ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 sylwiitwory , Blogger