Rodzeństwo

Rodzeństwo


Obserwowałam Ich z daleka, na początku nie wiedzieli, że robię zdjęcia, jak się wydało, to zaczęły się wygłupy rzecz jasna... ale zanim to nastąpiło, mogłam zobaczyć ich wspólne chwile.
Za każdym razem  łapię się zdumiona, że pomimo tych sprzeczek i bitew, są zgodni i ciągną do siebie. Bardzo to przyjemne patrzeć na takie obrazki - oczami mamy.
To są dwa różne charaktery, choć złudne jest, że tak podobni do siebie. Martyna to torpeda bez zahamowań, emocjonalna pod każdym względem, mówi, co jej ślina na język przyniesie, wrażliwa i empatyczna.
Docieram do niej przez te dwa ostatnie kanały....
Moją Martynę, to mniej więcej określić może taka historyjka:
Jadę z nią rowerem  przez wioskę, mijamy grupkę młodych ludzi, słyszę w oddali: "Kto to? ... mama Martyny" - powiedziane ściszonym głosem. Jedziemy dalej: co mijany człowiek to "Dzień dobry panu!", "Dzień dobry Pani!" - w odpowiedzi "Dzień dobry" albo "Dzień dobry Martynko"
Szał normalnie.
Przemek, podobny do siostry, wydaje się wyważony w tym szaleństwie. To on najczęściej uspakaja siostrę, kiedy ją ponosi... mówi jej: "Opanuj się Martyna". Równie wrażliwy i empatyczny.
Kiedyś Martyna prowadziła lekcje języka polskiego, w domku w ogrodzie. Przemek siedział w ławce (podejrzewam), Martyna głośno mówiła:
- Drogie dzieci! Otwieramy podręczniki na stronie takiej i takiej
Słyszę szelest przewracanych stron... jestem w ogródku, wyrwam chwasty...
- Drogie dzieci, teraz Przemek - Przemek wzdycha przeciągle -będzie odpowiadał na pytania... - mówi Martyna teatralnym głosem.
- Nie będę odpowiadał - przerywa zdecydowanie samozwańczej nauczycielce
- Jak Przemek nie będzie odpowiadał na pytania - mówi również zdecydowana nauczycielka, do wyobrażonej widowni - dostanie jedynkę!
Nagle słyszę odgłos odsuwanego krzesełka i w tym samym momencie szybkie i rozpaczliwe
- Przemek nie odpowiada!
Krzesełko zostaje z powrotem przysunięte do stołu...
Myślałam, że padnę ze śmiechu :)
Ale Martyna też sobie nieźle radzi z bratem. Jak widać na poniższym zdjęciu :)


Na odrapanym stole

Na odrapanym stole


Kiedy jest taka potrzeba, wyciągam go z szopy, jest dość ciężki, więc turlam jak beczkę, do jakiegoś cienia, trochę się chyboce... Robię tak co roku, przez sezon wiosenno letni, już się przyzwyczaiłam do niego na tyle, że nie razi mnie jego stan. Nawet jestem mu wdzięczna - o ile można czuć wdzięczność do rzeczy - za to, że w ciepłe dni, mogę wyjść do ogrodu, malować...
Altana tworzy się z trudem, podejrzewam, że stół w altanie  robić się będzie kilka tygodni, jeżeli nie miesięcy, nie zdziwiłabym się - serio - gdyby trwało to nawet rok, choć to będzie kwestia zbicia ze sobą kilku desek. Taka prosta konstrukcja, dwa kozły, a na nich 2 m deski, tak będzie wyglądać stół w altanie.
Tak więc, cenię sobie to co mam, co więcej, zastanawiam się czy nie zedrzeć łuszczącej się powłoki, odnowić.... bo kto wie, czy ten mebel nie będzie stał w altanie, choć do palenia miał iść.
Moja motywacja, huśta się po mojej prawej stronie, wespół z przenośnym radiem, zagłusza ciszę... druga aktualnie w szkole...
Patrzę na trawnik, wymaga skoszenia, chwasty wyrwania, dom posprzątania, staram się tego nie widzieć... powstają kolejne ilustracje do książki....
:)

Copyright © 2014 sylwiitwory , Blogger