Malowane rysowane



Witajcie!
Na przełomie sierpnia i września udało mi się stworzyć 4 prace, to niewiele, ale biorąc pod uwagę, że poza tym powstają inne ilustracje, chowane do specjalnej teczki, to kilka tych poniższych nie jest tak skromne w ilości.
Może podobny post uda mi się napisać w listopadzie, sama doczekać się nie mogę, ciekawi mnie, co powstanie :) Spróbuję się pokusić by naszkicować twarz...
W tym tygodniu założyłam, że to będzie twórczy czas, chcę te dni wykorzystać maksymalnie, co naturalnie u mnie łączy się z bałaganem w domu. Ćwiczę swoją cierpliwość, ślepotę - będę udawać, że nie widzę tego i owego leżącego i zwisającego, mniej czasu poświęcę na zmuszanie innych do sprzątania po sobie, ale (!) stworzę kolejne ilustracje do książki. 
Taki priorytet.
Być może ktoś się zastanawia dlaczego o tym piszę, o tym bałaganie, po co to tu, w tym miejscu? Właśnie dlatego. 
Ostatnio coś mnie przydusza...
Jak większość mam, realizuję siebie kosztem wszystkiego innego. Przez ostatnie dwa miesiące, w domu było posprzątane, dzieci, dom ogarnięte, pierwsze, drugie i ente jedzenie zrobione, przystawki, desery, wszystko przemyślane, według zasad zdrowego odżywiania, zapięte na przysłowiowy ostatni guzik, dostępna na zawołanie, miałam poczucie satysfakcji, że pewną ręką zajmuję się wszystkim jak na panią domu przystało, choć uwierało mnie co innego jednocześnie...padałam na twarz i ledwo coś tam skrobnęłam przy biurku, bo poczucie obowiązku nie pozwalało mi machnąć na to ręką. 
W ostatnią niedzielę otrząsnęłam się z tego idealnego marazmu, kiedy domownicy odpoczywali " W niedzielę się nie pracuje", słowa męża, które dzieci z uwielbieniem przejęły, a ja jak zwykle skakałam by był czysto, na stół podane i znowu późnym wieczorem przy biurku...
Teraz mówię sobie, o nieeee, nie dam się znowu wkleić w taki układ! Po raz kolejny przechodzę przez ten proces budzenia się. I znowu jest walka, by wszystkiego nie robić samej, by otrzymać wsparcie pozostałych domowników.
Że też musi mnie denerwować bałagan, że też muszę czuć niepokój, gdy widzę, jak coś zwisa albo mieć odruch sprzątania gdy coś się lepi. Jak to życie musi być słodkie, gdy tak przyziemne rzeczy, jak sprzątanie i gotowanie, do codziennych obowiązków nie należy. Jak się samo wymyje, wypierze, wyprasuje, ugotuje i upiecze i samo się zawiezie i przywiezie.
I ładnie równo poukłada.
Że też nie mogę znaleźć kompromisu między byciem mamą pełną gębą a realizacją siebie...
Tak więc, z takim nastawieniem żegnam się z Wami, za chwilę zrobię obiad, upiekę ciasto, pojadę po córkę do szkoły i machając na wszystko ręką (na te moje narzekanie :) pójdę do biurka w świetle dnia i nie odejdę od niego, póki porządnego szkicu nie zrobię!

5 komentarzy:

  1. Hahaha powodzenia kochana! ;) trzymam mocno kciuki zwlaszcza ze to zawsze byl moj problem ;) musi byc czysto idealnie... A potrm nawet nie ma siky zeby samemu sie realizowac bo codziennie jest nowa walka z balaganem. Good luck!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciastek z arbuzem jest mega! Bardzo mi się podoba, wygląda naprawdę super :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech...jak ja Cię dobrze rozumiem...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 sylwiitwory , Blogger